środa, 18 września 2013

Akceptacja?

"Wychowywałam swoje dziecko tak, by w życiu dorosłym nigdy mu odwagi nie zabrakło własnych przekonań bronić.
Tłumaczyłam, że nie zawsze musi się zgadzać z opinią innych ale musi dać możliwość komuś swoje zdanie wypowiedzieć.
Odkrywałam codziennie przed nim nieznany świat - świat bajek, baśni, opowiadań, wierszy, świat przyrody.
Uczyłam pisać i czytać, pokazywać, gdzie jest na mapie stolica Polski a gdzie stolicę mają Włochy.
Wiedział, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia i pozwalałam mu je robić wspólnie ze mną.
Uczyłam, że starszym się pomaga, kobietom w ciąży miejsca w tramwaju ustępuje i reaguje się na krzywdę wyrządzaną komuś, bo może kiedyś ktoś stanie w twojej obronie.
Wmawiałam mu, że dobro, które puszczasz w obieg zawsze wraca i zło niestety też.
Znał swoje pochodzenie, religię i się tego nie wstydził pomimo, ze nie raz został obrażony z tego powodu.
Wydawało mi się, że nauczyłam go wszystkiego, co ważne i potrzebne w dzisiejszym świecie i  sądziłam, że wszyscy wszystko tak postrzegają....do czasu, kiedy odebrałam telefon od dyrektora szkoły, który poprosił mnie na rozmowę mniej więcej taką:
- Jest problem droga pani, gdyż pani syn pobił się z kolegą.
- Wiem o tym i wiem też, że to nie była bójka, mój syn stanął w obronie innego kolegi, któremu wszyscy dokuczają i się z niego śmieją, czy pan to kiedykolwiek zauważył?
- Droga pani, bo pani nic nie rozumie..
- To proszę mi wyjaśnić - mówię
- Temu Łukaszowi dokuczają wszyscy bo ...ON ŚMIERDZI....

Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam z ust pedagoga - dyrektora, który dawał przyzwolenie na to, co się działo w szkole.
Zmroziło mnie, bo to jedno zdanie spowodowało to, że miałam wątpliwości, czy syna swojego jednak dobrze na tę drogę w przyszłość wyposażyłam? "

Tę historie usłyszałam z ust pewnej nauczycielki, której syn - bohater jest już nastolatkiem i świetnie sobie w życiu radzi. Przeciwności losu go zahartowały i dzielnie stawiał im czoła bo to, co dostał od rodziców dało mu wiarę i siłę do pokonywania tych trudności.

Pani ta wzorowo, moim zdaniem przygotowała swoje dziecko do życia wśród ludzi.
Nikt z nas nie wie, kiedy i kto, swoim zachowaniem czy słowem zrobi sprawdzian z tej wiedzy.
To od nas zależy, z jakim wynikiem go zdamy i zda go nasze dziecko.
Wszyscy pragniemy akceptacji, poszanowania naszych praw, naszego zdania, naszej inności, którą modnie oryginalnością nazywamy, wiec dlaczego tak trudno zaakceptować nam innych?

  ********

Czy dziecko dziesięcioletnie ma wpływ na to, że jego spodnie czy bluza nie pachną świeżością?
Czy to dziecko nie marzy, nie czuje, nie kocha tak jak inne dzieci?
Czy dla niego słodki baton ma smak słony?
Czy nie może kopać piłki z innymi a nie stać obok i patrzeć, bo przecież śmierdzi?
I co się w tej jego małej główce dzieje wówczas?
Dlaczego mu oczy tak dziwnie błyszczą?
Łza mu napływa do oka, czy to może na widok piłki tak się dzieje?
I kiedy koledzy obok marzą o nowej  grze czy butach, on marzy o zjedzeniu ciepłego obiadu, którego zapach po szkole się roznosi, czy to dyskwalifikować ma go w grupie rówieśniczej?
I ta wdzięczność, w jego oczach, kiedy batonik dostanie ode mnie i dozgonnie jest wdzięczny i się biegnie przytulić to coś złego?
I kiedy ja go tulę, pomimo tej bluzy nieświeżej, której zapachu nie czuję a dzięki temu wiem, że szczęśliwy jest, to czy tak nie można?
On jest doskonały, tak jak jego koledzy wszyscy razem i każdy z osobna - bo jest świadom uczuć wyższych, bo pięknie rysuje, zapamiętuje wiersze, buduje z klocków i codziennie obdarza mnie uroczym uśmiechem i wie, że mu krzywdy nie pozwolę zrobić.

Bo lata lecą, jednak historia lubi się powtarzać...

Wychowujmy więc nasze dzieci w duchu tolerancji, bo każdy z nas przecież, niezależnie od wieku, wykształcenia, statusu materialnego czy pochodzenia, potrzebuje miłości, zrozumienia i akceptacji a to wszystko może dać nam tylko drugi człowiek....
I niech pamiętają też o tym nasi pedagodzy, którym dziecko powierzamy  i obyśmy nigdy na takich "dyrektorów" nie trafiali...






34 komentarze:

  1. Tak, tolerancji i akceptacji trudno nauczyć dzisiaj, bo z zewnątrz cała masa kiepskich przykładów. Smutne to, że często rodzice świadomie podejmują decyzje o tym, by za wszelką cene wychować dziecko na twardziela, na takiego, co to sobie w kaszę nie da dmuchać. Wyścig trwa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trwa i trwać będzie i z obawą patrzę w przyszłość niestety....
      Dziękuje Madziu:*

      Usuń
    2. Wiesz, ja to czasem też mam wątpliwości czy dobry przykład daję. My z mężem oboje tacy raczej z boku stojący, mało waleczni. A świat się zmienia w zupełnie innym kierunku

      Usuń
  2. dziewczyny ,żebyście wy wiedziały ile razy sobie zadawałam pytanie czy ja dobrze zrobiłam wychowując Kubę tak jak piszesz Kasiu ....całą podstawówkę użerałam się z postawą zamiećmy pewne sprawy pod dywan ,bo przecie świata nie zmienimy i po co się szarpać.... ile razy zastanawiałam się czy ja aby jakaś odstająca społecznie przypadkiem nie jestem , bo jak dla mnie czarne to inni wybielać chcieli .......pedagodzy na których trafiłam wypisz wymaluj pan dyrektor .....dzieci wyzywane od kretynów i trzymane pod tablicą do pierwszych łez ??? , na wieczne pobicia w klasie zero reakcji ,lub też nieśmiertelny tekst ,że w klasie większość chłopców i dlatego tak jest ,sprzedawanie niektórym z rodziców informacji co będzie na klasówkach ,kiedy innym nie dawano szansy na przejście z klasy do klasy ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aguś, dobrze zrobiłaś, zaprocentuje to na pewno w stosunku do Ciebie, do Was rodziców a społeczeństwo? Czasami sobie myślę, że jednak trzeba ludzi traktować z wzajemnością, smutne to bardzo jest....

      Usuń
  3. aż się nie zmieściłam w jednym komentarzu a uwierzcie że mogłabym tak długo...... i teraz kiedy przeczytałam co napisałaś cieszę się, że jeszcze komuś się tak chce być normalnym ....... EMPATYCZNYM CZŁOWIEKIEM ...Kasia z każdym postem polubiam cię mocniej !!!!!!!:))))))))buziak wielki !!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja bym tak długo mogła i chce mi się poruszać pewne kwestie, te oczywiste też i pisać o postawie, o odczuciach i uczuciach i namawiać, do siania dobra, by potem mieć co zbierać i się cieszyć z tego :)
      Odwzajemniam uwielbienie:*
      Dziękuję Ci :)

      Usuń
    2. Chyba nie jest tak źle z tym światem skoro już my trzy z tych "miękkich" :)

      Usuń
  4. pięknie i prawdziwie napisane!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu,niestety doświadczyłam podobnych sytuacji w szkole podstawowej syna.Nie będę się rozpisywać,bo może mi żyłka pęknąć ze złosci!!!Lata szk.podst. to była męka.Nauczyciele jak z innej planety,zadawałam sobie nie raz pytanie czy one.oni swoje dzieci tak wychowują jak traktują i uczą moje dziecko!!!Teraz syn jest w I kl.gimnazjum oboje dorośliśmy i wiemy,że trzeba mieć dystans do tego co w szkole jego spotyka.Moje córki maja 21 i 19 lat,przesżły długą drogę w szkołach i tylko raz spotkałam nauczyciela/przyjaciela.Gdy mój syn z cudownego przedszkola trafił do tamtej szkoły poszłam do niej wyżalić się i wiesz co powiedziała.Że mam to przyjąć jak lekcję dla syna,bo żyje wśród prawych ludzi i wcześniej czy później musi zrozumieć że też sa inni na świecie,niesprawiedliwi,źli i okrutni.I z nimi musi się nauczyć sobie radzić.Bo takie jest życie,zbyt miękkim nie można być.I lepiej żeby nasze dzieci wiedziały jak z takimi ludźmi sobie radzić.I zawsze gdy dotykała go niesprawiedliwość lub krzywda powtarzałam sobie jej słowa i cierpliwie tłumaczyłam synowi postępowanie dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to jest bardzo i złość mnie ogarnia, że pedagodzy właśnie taką postawę prezentują, ideał sięgnął bruku - chciało by się wykrzyczeć!
      Podziwiam nauczycieli z prawdziwego zdarzenia, którym się chce, którzy dziecko podmiotowo traktują, poszukują i zarażają je pasją i uczą empatii, tylko na wymarciu tacy są...
      I w mądrość rodziców wierzę, w ich siłę i odwagę potrzebną do walki o dobro dziecka i dobro tego świata.
      Dziękuję Ci za Twoje słowa, ważne dla mnie bardzo.
      Ściskam mocno:*

      Usuń
  6. Nawet nie wiem co napisać, bo to wszystko wydaje się tak oczywiste, tak naturalne, a w życiu zawsze wychodzi jakoś inaczej. Ja ufam, że dziecko najlepiej wychowuje się przez obserwację, więc jestem dobrej myśli, że mój syn wzrastający wśród ludzi otwartych i przyjaźnie nastawionych do życia, będzie współodczuwać.
    Ściskam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego życzę Wam z całego serca i wierzę w to!:)
      Pozdrawiam:*

      Usuń
  7. Ale to Kochana piękny i prawdziwy wpis ... i ja czasem się zastanawiam czy dobrze, że dzieci moje podobnie chowane, ale kiedy czytam takie słowa ... tak bardzo dobrze i oby nas więcej na tym świecie dzisiejszym ogłupiałym jakimś, gdzie tylko mieć więcej się liczy, a nie o to kim jesteś i co czujesz ...
    Pogodnego dnia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu:*
      Obawiam się, że im dalej w przyszłość, tym bardziej to "mieć" niż "być" będzie się liczyć.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  8. Sama prawda - wszyscy tak pięknie o tej tolerancji mówią, a guzik, fałsz i obłuda.
    Smutna prawda ale dzięki takim osobom jak ty i mądrym mamom można jeszcze próbować ten świat zmieniać.

    Dobra robota kaan!!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci:)
      Nie wiem, czy ten świat można jeszcze zmienić...
      Ale trzeba mieć nadzieję, nie?
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Wszyscy ludzie są bardzo tolerancyjni, empatyczni, ale nie wszyscy zdają egzamin w prawdziwych sytuacjach, kiedy mogą to udowodnić. Dlaczego? Może w wielu sytuacjach brakuje odwagi, wiary, chęci, zrozumienia, współczucia, miłości do bliźniego. Tak już jest, że ludzie lubią myśleć o sobie w superlatywach, ale najczęściej robią tak, jak jest im wygodniej, po najmniejszej linii oporu. Smutne ale prawdziwe.
    Pisałam to już wcześniej i napiszę jeszcze raz: cieszę się, że znam ludzi takich jak TY, którzy gardzą krzywdą innych i zdali już niejeden egzamin z życia. PZDR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się cieszę Doris:*
      Dziękuję za ten mądry i prawdziwy wywód - zaprszam zawsze:)
      Pozdrawiam:*

      Usuń
  10. Mimo postępu ,nadal takie sytuacje są i mam wrażenie że będą,chyba jest też to zwyczajnie nieuniknione,,,pozdrawiam Kasiu*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Margo, były, są i będą, plaga niestety...:(
      Całuję:*

      Usuń
  11. o akceptacji pięknie się mówi, ale na słowach się kończy ....Za często

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, może mówmy mniej a więcej róbmy? Lepszy świat byłby wówczas....
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Poruszająca życiowa historia. Cieszę się że poruszasz tematy tak ważne i tak bardzo życiowe. Również wychowuję syna w duchu tolerancji i akceptacji dla rówieśników, ale też również często odpowiadam na wiele trudnych pytań pt "mamo a dlaczego...?" bo mama uczy inaczej a "szkoła=rówieśnicy" dają inny przykład. Dziś śmiem twierdzić że nauczyciel nie jest autorytetem i oby takich "dyrektorów" było jak najmniej. ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tak twierdzę - autorytetów coraz mniej a przez to dzieci nie mają kogo naśladować, od kogo się uczyć i czasami świat rzeczywisty zderza się z tym, do wejścia którego przygotowujemy dziecko nasze.
      I jak je wychować?
      Ściskam:*

      Usuń
  13. Świat idealny nie jest...ale róbmy tak żeby niczego w życiu nie żałować i żeby dzięki nam był chociaż trochę lepszy:)

    OdpowiedzUsuń
  14. cześć Kasiu dziękuję ci bardzo :)))))))))) ściskam gorąco żebyś jesieni nie odczuwała tak dotkliwie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) nie dość, że odczuwam to jeszcze "zagilowana" jestem:(
      Pozdrawiam i dziękuję też:***

      Usuń
  15. Mój syn edukuje się już naście lat. WIdziałam chyba wszystko. Nie dziwi mnie żaden "antypedagog" a o jakości szkół mogłabym rozpisać powieść, tylko szkoda mi tą goryczą moczyć innych. I życzyłabym sobie bardzo i innym tym samym, żebyśmy się po prostu wzajemnie szanowali, to by wystarczyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to by wystarczyło...
      Dziękuję Ci Maryś:*

      Usuń
  16. I masz Ci wzięłam się i popłakałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, kiedy słuchałam tej historii, też miałam oczy wilgotne...
      Dziękuję!

      Usuń