sobota, 12 października 2013

Znaleźć czas na wychowanie

  Przez wszystkie lata swojej pracy, mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że kontakty z rodzicami uczniów, z którymi pracowałam i pracuję to nie lada wyzwanie jest.
Rodzice buntownicy.
Przychodzą do szkoły nabuzowani, od progu ogłaszając, że oto właśnie przybyli! Są wrogo nastawieni, zawsze znajdą dziurę w całym, czepiają się wszystkiego, błahostek też. Mają mnóstwo pretensji, żal do całego świata o zło, które spotyka ich i ich dziecko.
Dziecka swojego tak naprawdę nie znają, mają wyimaginowany obraz swojej pociechy i robią wielkie oczy ze zdziwienia, kiedy słyszą, że ich córka/syn swoim zachowanie, sposobem bycia nie pasują do tego ich obrazu.
Z ich ust najczęściej usłyszymy słowo NIE - "Nie" dla pomysłów, "Nie" dla spostrzeżeń nauczyciela, "Nie" dla zasady!
Biada temu, kto zechce im się sprzeciwić  i zdania ich nie podzielać.
Rodzice sfrustrowani.
Nie wyróżniający się z tłumu, dopóki nie zostaną wezwani na rozmowę o dziecku, które nagle opuściło się w nauce, wagaruje, jest agresywne, nie stroni od używek i któremu grozi powtarzanie klasy. Najpierw oburzenie, że przecież syn taki zdolny, miły, przez 5 lat był ministrantem (jakby to wpływało na świętość) i że oni sobie poradzą...tylko, że z nauczycielami - napiszą skargi gdzie trzeba, sprowadzą telewizję i wszelkie plagi egipskie na szkołę, bo się wszyscy uwzięli na to biedne jego dziecko. Wszyscy usłyszą o tej placówce i nauczycielach - trzaśnięcie drzwiami i tyle się widziało rodzica.
Potem owa pani zaczepia na mieście innych rodziców i wylewa swoje gorzkie żale - dostaje się nauczycielom, niesprawiedliwym chamom, którzy się teraz zapewne podwójnie zaczną się mścić nad Krzysiem. Po co to robią? By się usprawiedliwić przed kimś i przed sobą samym, by złość, poczucie wstydu i upokorzenia zniknęło, by można było wrócić do codzienności i znów chodzić z wysoko podniesioną głową.
Rodzice niewidzia(l)ni.
Szkoły unikają, boją się rozmów z nauczycielami jak diabeł wody święconej, nie przychodzą na wywiadówki, rozmowy, nie odbierają telefonów po tym, jak raz odbiorą i usłyszą głos wychowawcy, obiecają przybycie, zapamiętają wyświetlony numer szkoły i na tym się kończy to, co się nawet nie zaczęło.
Są to najczęściej rodzice wycofani, bez wiary we własne możliwości i możliwości swojego dziecka. Nie potrafiący poradzić sobie z emocjami, nie umiejący prosić o pomoc, udający, że wszystko jest w porządku. Ich dzieci raczej problemów wychowawczych nie sprawiają, uczą się słabo, są bardziej zamknięte w sobie niż rówieśnicy.
Rodzice społecznicy.
Przez wszystkie wyżej wymienione grupy uważani za lizusów.
To raczej partnerzy szkoły, przyjaciele swoich dzieci, którzy wiedzą, że czas poświęcony dziecku to początek jego wychowania...
Chętnie pomagają angażując się w różne przedsięwzięcia szkolne czy klasowe. Chętnie rozmawiają o swoim dziecku z pedagogiem, są skarbnicą wiedzy o nim, wysłuchują, wspólnie znajdują rozwiązanie różnych problemów. Uśmiechnięci, z zapałem, z poczuciem humoru i dystansem do pewnych spraw, które w mniemaniu rodziców - buntowników są najważniejsze;)
Rodzice neutralni.
Są obecni w szkole, kiedy powinni być.  Na pytania odpowiadają krótko, bez rozwodzenia się. Rzadko zostają po zebraniu, by dopytać o dziecko. Stale się spieszą, nie mają czasu, są zapracowani bardzo a czego się dotkną to im nie wychodzi, więc lepiej nie zlecać im dodatkowych prac na rzecz klasy, bo od razu fiaskiem to się zakończy - tak argumentują swój wieczny pośpiech i bierną postawę.

I jest jeszcze jedna grupa rodziców, której nazwę też wymyśliłam, ale ze względu na szacunek jakim darzę swoich czytaczy i powagę tego miejsca, nie napiszę tego.
Oni:
Dzwonią do szkoły z pretensją, że dziecko za wcześnie wraca autobusem do domu (w tym wypadku telefony są od rodziców niepracujących zawodowo).
Przyprowadzają swoje dziecko do szkoły (III kl.SP) już o godzinie 7.10 (matka niepracująca zawodowo).
Przynoszą podanie z prośbą, by dziecko po skończonych zajęciach dydaktycznych zostawało w świetlicy jeszcze przynajmniej przez 3 godziny (prośba matki niepracującej zawodowo, posiadającej to jedno dziecko).
Wypowiadają się na zebraniach, jak to oni codziennie poświęcają czas swojemu dziecku - wspólnie czytają, wycinają, malują, kleją a tymczasem Maciek kredki trzymać w dłoni nie potrafi dobrze, nożyczki dla Janka to nie lada wyzwanie a Madzia ostatnio kleju się najadła.
I oni myślą, że mają przed sobą idiotów w postaci nauczycieli, którzy to wszystko łykną, no ja was proszę, drodzy moi;)
Nie wiedzą też, że dziecko ich własne, opowiada też, zupełnie niepytane, jak spędza czas z rodzicami.
Nie wiedzą, że ich dziecko, z którym tak aktywnie czas spędzają, prosi panią w świetlicy, by wcześniej na autobus go nie prowadziła, by mógł się w tej świetlicy dłużej pobawić.
Nie wiedzą, że Andrzejek obejmuje panią i mówi, że chciałby w klasie z nią zamieszkać....
Nie wiedzą, że są rodzicami....a bez miłości próżno mówić o wychowaniu.




31 komentarzy:

  1. Kasiu bardzo trafne opisy....chyba każda nauczycielka zna takich rodziców:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia ale, że Ty się odważyłaś na taki post .....a ja jestem rodzicem pomieszanym :)))))) nie idealnym ale czasem przyznaję sfrustrowanym ... czy nie myślisz, że to wszystko zależy od każdego z osobna... uwierz mi znajdują się też tacy którzy lizusują bo mają nadzieję że przez to nauczyciel będzie łaskawiej patrzył na ich pociechę co nie znaczy że inni nie podchodzą do tego NORMALNIE !!!!
    wszystko zależy od człowieka .....bo jeśli przy okazji udzielania się społecznego dodatkowo ,łechczą go prezenciki w postaci słodyczy itp i dlatego pozwala sobie informować w zamian rodzica o tym co będzie na klasówce ,a dziecku z orzeczeniami nie daje żadnej szansy i WYMAGA (nie o moje dziecko chodzi ) to ja mówię nie ...to ja staję się rodzicem buntownikiem ........ja wiem o co ci chodziło ....o opinię ogólną ... myślę że frustracja leży po obydwu stronach ......bo i rodzice i nauczyciele czasem mają za uszami :)))) po prostu trzeba być człowiekiem !!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga ja trochę rozumiem intencję tego posta. Wiesz myślę, że tu nie chodzi o to żeby kogoś wkładać w ramki, stereotypizować albo obrazić. Myślę, że Kasia chciała raczej naświetlić jak to jest z perspektywy nauczyciela, który każdego dnia spotyka się z rodzicami. Dodatkowo młody nauczyciel, który cały czas buduje swój autorytet i tworzy swój wizerunek w oczach innych ma dziś trudniej niż kiedyś, bo rodzice są bardziej świadomi (albo poprostu mają większy tupet). Wiesz, pewne wnioski, uogólnienia same się nasuwają, bo co jakiś czas trafiamy na ludzi, którzy pasują do którejś z tych grup. Jasne, że najwięcej jest tych " normalnych" czyli pomieszanych, bo jak sama zauważyłaś wszystko zależy od człowieka :) Aga ale po co ja to piszę, Tyś mądra babka pewnie to wszystko rozumiesz :)

      Usuń
    2. no pewnie że rozumiem :))

      Usuń
    3. Aga, odważyłam się bo w piątek miarkę przebrali rodzice z tej mojej ostatniej grupy "Oni".
      Wiem też, że to jest temat rzeka - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja opisałam tych, z którymi spotykam się w swojej pracy i na zebraniach, też jako rodzic gimnazjalisty.
      Obserwuję (lubię obserwować), słucham wypowiedzi, wiem ile trudu zadaje sobie wychowawca, żeby dotrzeć do niektórych. Wiem też, że nikt nie jest bez skazy, wszyscy tak jak zauważyłaś mamy za uszami;)
      Ja nie wybielam nauczycieli, nie oczerniam rodziców, nie taki mój zamysł w tym.
      Pracuję z dziećmi ze specyficznymi problemami w uczeniu się, z niepełnosprawnymi i jak rozmawiam z ich rodzicami, to się epitety różnego rodzaju cisną na usta....
      Rodziców - partnerów jest na szczęście więcej, tylko smutno się robi, kiedy pomoc dziecku, które naprawdę tej pomocy potrzebuje nie wypływa w pierwszej chwili od rodzica.
      Mam nadzieję, że nie uraziłam nikogo tym wpisem i chętnie podyskutuję, czekam na to z niecierpliwością;)
      Pozdrawiam - jeszcze nie wypalony oligofrenopedagog :)

      Usuń
    4. no i mam nadzieję że się długoooo nie wypalisz bo w Was cała nasza rodziców nadzieja !!!!
      tak sobie nad tym wszystkim myślałam i wiesz gdzie dla mnie jest pies pogrzebany ????
      niektórzy ludzie może nie powinni zostawać rodzicami, a niektórzy pedagogami :) zaoszczędziliby nam dużo nerwów :))))))))a attea dostała taką samą nauczkę jak ja :))) no może podobną .....:)) a tyle złego mówi się o gimnazjach :)))

      Usuń
  3. Moje krótkie doświadczenie nie pozwala mi jeszcze dojść do takich radykalnych wniosków ale muszę przyznać, że niektórzy rodzice rzeczywiście pasują do tych grup, które tu opisałaś. Smutne to, zwłaszcza w tej perspektywie, że często Ci, którzy najwięcej mają do zarzucenia, tak naprawdę najmniej swemu dziecku poświęcają czasu :( Ja bym tu jeszcze gdzieś umieściła tych mądrych, mających zaufanie do nauczyciela ale interesujących się tym, co dziecko robiło w szkole. Tych, którzy nie pospieszają mówiąc "Ola już pisze literki", tylko wierzą, że skoro Jaś tak dużo wycina, lepi i wykleja, to widocznie tego potrzebuje. Tych, którzy doczytają, dopytają jeśli czegoś nie wiedzą ale nie są z natury społecznikami i nie mają potrzeby przebywania w szkole non stop ani decydowania o tym czy na Dzień Dziecka dzieci dostaną kolorowanki czy też lego. Tych lubię najbardziej i tym najbardziej ufam. Ci z Twojej ostatniej grupy są dla mnie najsmutniejsi :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, zgadzam się z tym - rzadko kiedy (w moim przekonaniu) rodzice, którzy mają wieczne pretensje poświęcają czas swojemu dziecku, bardziej to wszystko na pokaz niestety, by się usprawiedliwić przed sobą, że się jednak coś dla dobra dziecka robi...
      Nie pisze tu o wszystkich oczywiście, nie mierzę ich swoją miarą.
      Dziękuję za Twoje zdanie na ten temat, jestem ich bardzo ciekawa - i jako pedagog i jako matka :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Polecam się :) Ja w tematach, które są mi bliskie nie umiem utrzymac języka za zębami ;)

      Usuń
  4. Niestety świetna charakterystyka i widzę, że Ci nerwy puszczają... ale mimo wszystko z okazji zbliżającego się święta życzę dużo satysfakcji, zapału i energii do pracy :) Sam fakt, że się przejmujesz świadczy o tym, że Jesteś bardzo zaangażowana w swoją pracę
    pozdrawiam!
    marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci:)
      Największy żal mam do tych rodziców, którzy w ostatniej grupie się znajdują - szkoda mi bardzo ich dzieci jest i to oni w największym stopniu przyczynili się do powstania tego posta...;)
      Miło mi bardzo, że mnie odwiedziłaś♥
      Pozdrawiam serdecznie
      K.

      Usuń
  5. Kasiu,napisałaś ciekawie od tej drugiej strony.Ja kilka lat byłam nauczycielką ale przerwała moją pracę pierwsza ciąża,nigdy nie wróciłam do zawodu ale spotkała mnie niesamowita sprawa.Przez trzy lata pracy spotkałam w większości cudownych rodziców.Potem po latach stanęłam w szkole po drugiej stronie.Moje córki potem syn chodzili do małej szkoły,kierowanej przed dyrektora Pana i Władcę,który otaczał sie tylko rodzicami,którzy przypochlebiali mu się,popierali tylko jego pomysły.Żaden nasz pomysł nie przechodził bo nie był jego,Odpuściłam,ale nacisnęłam na odcisk i odczuły to moje dzieci,szczególnie syn.Bo dziewczyny były spokojne,dobrze się uczyły nawet bardzo dobrze,więc cieżko było się przyczepic.A syn mały zawadiaka więc:w I klasie już byłam na dywaniuku nie u wychowawczyni ale u Pana Dyr.bo z łazienki,wyszedł przez okno,potem było gorzej.Dużo gorzej.Cały mój entuzjazm,chęć pomagania uleciał.Ciągle słyszałam jaki mój syn jest zły,niewychowany i fatalny a on ciągle słyszał negatywy.Zdał egzaminy do klasy mat do gimnazjum z 3 wynikiem na 100 chętnych,świetnie napisał egzamin 6 kl....i zero ani pochwały ani gratulacji.Z wielką obawą czekałam na jego wrażenia z gimnazjum i szok!!!Wychowawczyni pisze email do mnie z krótką informacją co w szkole,na zebraniu jest konkretnie przygotowana,słucha rodziców,pozytywnie nastawiona,wie o czym mówi.Po jakimś czasie dostaję email z gratulacjami bo syn brał udział w zawodach,bo świetnie mu poszło.Szok!!!Nauczyciele wymagający ale potrafią dzieci zaangażować,nawet jeśli coś pójdzie nie tak,można nadrobić,poprawić.Mają chęć na dodaktowe zajęcia,dzieci chodzą na kółka.Oczywiście są rodzice niezadowoleni,ale są w mniejszości.I widzę,że tych o których piszesz negatywnie a których też spotkałam w podst.jest mniej.I nauczycielom dzięki temu jest łatwiej bo mają wsparcie w rodzicach na dobre ale i przede wszystkim gdy jest źle i trzeba skrytykować dziecko.Bardzo mnie to buduje.Sorry za tak długi komentarz ale nie umiem Ci opowiedzieć byle jak na szybko:)Zresztą jak zawsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZIĘKUJĘ CI BARDZO ZA TEN WPIS♥
      Wszystko o czym piszesz jest wszechobecne niestety, zdaję sobie z tego sprawę i widzę czasami za dużo niż bym chciała...
      Post o nauczycielach pojawi się tutaj również - każdy medal ma dwie strony i opisując jedną nie można zapomnieć o drugiej;)
      Pracuje w oświacie ładnych parę lat i to wystarczy, by móc napisać to i owo, te lata dają mi przyzwolenie na pisanie o tym właśnie.
      Cieszę się z każdej wizyty u mnie i wymiany zdań, doświadczeń.
      Zapraszam i dziękuję raz jeszcze :)

      Usuń
  6. Świetny tekst i bardzo prawdziwy! Gratuluję zmysłu obserwacji. Nie mogę doczekać się charakterystyki nauczycieli. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo ♥
      Co do charakterystyki belfrów - będę równie obiektywna, obiecuję :)

      Usuń
  7. Świetny post! Cieszę się, że odkryłam Twojego bloga. Masz niezwykły dar obserwowania rzeczywistości i przelania swoich spostrzeżeń na papier!
    Pozdrawiam ciepło
    Kaśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i również się cieszę z tej wizyty Twojej u mnie :)
      Pozdrawiam serdecznie.
      K.

      Usuń
  8. Fantastyczny tekst:) I wszystko to najprawdziwsza prawda:) tylko, ze jakoś ta prawda tak zasmuciła mnie, bo z tego wszystkiego wynika, że tak naprawdę niewielu rodziców interesuję się swoimi dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję CI:)
      Ja chcę wierzyć w to, że dzieci są dla rodziców nr1, że są ważne, że rodzice potrafią dostrzec w nich potencjał, że potrafią mówić im często, że je kochają, że dziecko jest dobre, że zdolne....
      bo "dzi­siej­sze mądre dziec­ko, to to, które wczo­raj wychowaliśmy...." - uwielbiam ten cytat.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam.
      K.

      Usuń
  9. Kasiu wpadłam życzyć ci wytrwałości w pracy ,nieustającego zapału i samych normalnych ludzi wokół :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filipinko kochana - DZIĘKUJĘ Ci bardzo ♥♥♥

      Usuń
  10. Super to napisałaś:-)))takie życie niektórzy się wczuwają za bardzo inni kompletnie gdzieś wszystko mają...Mam tylko nadzieję, że uda mi się zachować zdrową równowagę i nigdy nie popadnę w jakąś chorą skrajność...Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Równowagę zachowasz na pewno!
      Ściskam ♥

      Usuń
  11. Kiedy wczorajszym wieczorem przeczytałam ten wpis, długo się zastanawiałam nad tą charakterystyką rodziców. Nawet wpasowałam siebie w jedną z grup. Po przeczytaniu artykułu "Złe zachowanie" w przedostatnim numerze " Twojego Stylu" mam wiele przemyśleń i wniosków. Jestem rodzicem "niewidzialnym " bez wiary w dzieci i siebie i wiem, że bardzo zaszkodziłam tym wszystkim.
    Szkoda, że tak późno dotarło to do mnie.
    Czekam na wpis o nauczycielach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest za późno na naprawę czegoś - uwierz mi.
      Można być rodzicem wycofanym, bez wiary w swoje możliwości i to wcale nie musi być nasza wina, to raczej charakter, osobowość...I nad tym można popracować..a nawet trzeba. Pierwszy, najważniejszy krok już zrobiłaś - uświadomiłaś to sobie, teraz zacznij dostrzegać najmniejsze drobnostki, te miłe, które składają się na Wasze życie - coś się uda dziecku - pochwal je, zapiej nad jego talentem, to samo rób w odniesieniu do siebie. Warto i wszystko możesz zmienić, spróbuj, trzymam kciuki z całych sił!! :) i jestem z Tobą :)
      Pozdrawiam serdecznie ♥

      Usuń
    2. Dziękuję! Jestem zaskoczona odpowiedzią.
      To co napisałaś bardzo mnie poruszyło, ale walka o lepsze jutro z problemami edukacyjnymi z moim synem mnie powaliła na twarz.
      Mimo wszystko bardzo, bardzo dziękuję.

      Usuń
  12. Łzy wylewam nad Twoimi postami, taka płaczka jestem ostatnio, i jak pomyślę o krzywdzie dzieci a jest ich cała masa, to wstyd mi, ze ja dorosła myślę tylko o sobie, bo gdzieś tam małe dzieci cierpią chociażby a to tak WIELE na brak miłości i zainteresowania. Chwilami czuję się jak bezradne małe dziecko ale a dorosła jestem więc egoizm odrzucam i cieszę się że mam zdrowe, mądre dziecko, tylko częściej muszę mu to mówić i nie tłumaczyć się zmęczeniem. Czasem zapominam jak ważne jest wychowanie i bycie blisko tych którzy nas potrzebują. Moje dziecko bardziej niż kiedykolwiek. Jakim rodzicem jestem ? Tak, to dobre pytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś wspaniałym rodzicem, skoro się nad tym zastanawiasz:)
      Ściskam Cię najmocniej jak potrafię ♥

      Usuń
  13. Excellent website. Plenty of helpful info here.

    I'm sending it to a few pals ans additionally sharing in delicious.

    And naturally, thank you for your effort!

    My web-site: Sim Lock Iphone

    OdpowiedzUsuń