czwartek, 23 stycznia 2014

Oczy szeroko otwarte

  Ten pośpiech, ta anonimowość, te domy wielkie i te mniejsze, ginące we mgle. Ten zapach, nigdy
niepodrobiony, zapach miasta. Parki, sklepy, pęd życia i wszystko lepsze, piękniejsze, niż w moim miasteczku maleńkim. I ludzie wielcy się wydawali, jak ja im zazdrościłam tego wielkomiejskiego życia. Ileż razy wracając ze stolicy, wierciłam dziurę w brzuchu mężowi, by rzucić to wszystko tutaj i wyjechać - na spotkanie z przygodą, szansą i marzeniem.
W tej mojej mieścinie nic mnie nie trzymało, nic nie było tu takie, jakie bym chciała, żeby było...
Kilka lat trwał sen o "big city" .
Aż pewnego dnia:
- "Ja przepraszam panią, czy wie pani może, gdzie tutaj nocleg znajdę? Jedziemy z Poznania, zatrzymaliśmy się na chwilkę, na obiad, ale tutaj, w pani mieście jest tak pięknie, chcemy zostać i spokojnie je zwiedzić..".

Moje miasto, w którym przyszłam na świat. Moje drogi, mój park, w którym pierwszy raz smak piwa poczułam, mój most drewniany, moje drzewa, kamienie i ławki, to powietrze czyste i rześkie, nie do skopiowania. Piękne to wszystko, takie swojskie.
Ilekroć do niego wjeżdżam, wita mnie rozpostarte jak wachlarz. Za zielonymi drzewami skrywają się domy, których dachy błyszczą zmyte letnim deszczem a w słońcu lśnią kościelne wieżyczki. Na chodnikach w równiutkim rzędzie w glinianych donicach prężą się w słońcu czerwone pelargonie. Na niebie tęcza  - wydaje się, że łączy początek i koniec rzeki przepływającej przez miasto. Drewniane mosty, dzwonnice, budynki z XIX wieku, magiczne i moje przecież.
Łąki i lasy, w różnych odcieniach zieleni, pomagają swoimi kolorami pesymistom nadzieję odnaleźć.
Dostrzegłam to w końcu!

Nie można nie lubić miejsca, w którym się przebywa, bo na dłuższą metę staje się to męczące i albo poszukasz sobie innego, albo nauczysz się dostrzegać piękno wokół siebie.
Zazdrościłam innym ich miast, mówiłam o nich pięknie i wierzyłam, że najlepiej jest tam, gdzie mnie nie ma. Moja ulica wydawała mi się zawsze brzydka i nijaka, za to ulica w innym miejscu była najwspanialsza. A przecież to tutaj gdzie jestem, jest najpiękniej, bo ja tworzę świat wokół siebie i ode mnie zależy, jak go postrzegam.
To tak, jak z modną sukienką - to nie znana metka mnie zdobi, to ja jestem ozdobą tego ubrania:)

  


20 komentarzy:

  1. Czasem do pewnych rzeczy się dorosta, z innych wyrasta. Pięknie napisane:)

    OdpowiedzUsuń
  2. powróciłam z mężem córką w rodzinne strony ja po 13 latach mój m po 18 a córcia jak wyjezdzała miała dla latka....i bardzo cieszymy się że postanowiliśmy zatrzymać się tu na stałe a duże miasto zostanie w pamięci na zawsze.To tu znam każdą uliczne,tu zaznałam swoją pierwszą miłość,tu zrywałam kwiatki dla babci do wazonika,znajome twarze,które witają mnie bardzo serdecznie co mnie cieszy i sprawia uśmiech na twarzy nie tylko mojej.Ale najważniejsze,że moje dziecko odnalazło się w nowej sytuacji bardzo dobrze i nie tęskni za dużym miastem.Dlatego szczerze mogę napisać kocham swoje miasto i okolice.
    Pozdrawiam ciepło iście mrożnej wielkopolski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz też tak mogę powiedzieć ;)
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  3. miałaś szczęscie Kasiu ...ja kocham swoje miasto, ale żyć wolę i oddychać czystszym powietrzem...pewnie gdybyś wyjechała wracałabyś teraz do siebie :) no to teraz chcę fotek twojego miasta !!!!!buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam właśnie to czyste powietrze na wyciągnięcie ręki ;)
      Fotki? Po co Ci fotki? Na żywo zobaczysz ;)

      Usuń
  4. Masz świętą rację! Należy pokochać miejsce w którym sie żyje lub je zmienić. Zamieniłam Warszawę po 26 latach na małą wieś. Piękna i skromną i tu odnalazłam swoje serce. Dziękuję za mądrą refleksję. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jest w tej wsi, coraz więcej osób (z moich obserwacji) wraca...

      Dziękuję:)

      Usuń
  5. Oj pięknie to ujęłaś...taki spokój, ład i harmonia - to lubię. Również kocham swoje otoczenie....budowałam je 28 lat;) warto zatroszczyć sie o higienę swojego terytorium;)

    pozdrawiam www.ladyofthehouse.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda....
      Witam i zapraszam, i dziękuję :)

      Usuń
  6. Potrzeba czasu! My też przerabialiśmy różne scenariusze, ba! nawet się wyprowadziliśmy do cywilizacji ;) Okazało się jednak, że wszystkie drogi w końcu prowadzą tutaj :) Nie mówię, że jestem zachwycona pod każdym względem, wiem, że nie będzie łatwo przede wszystkim dzieciom, bo w mieście perspektywy, dostępność wszystkiego większa ale tak sobie myślę, że to nie jest najważniejsze. Najważniejsze, żeby mieć poczucie znalezienia swojego miejsca, a wtedy wszystko jakoś tak się składa w całość. My już też zdecydowaliśmy. Mam nadzieję, że dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tak myślę Madziu, dokładnie tak i też się zdecydowaliśmy:)
      Pozdrawiam i dziękuję.

      Usuń
  7. Kasiu....powiem szczerze..marzy mi się Warszawa...uczyłam się tam i to było miasto moich marzeń....mimo propozycji zawodowych wróciłam....do mojej 20.000 tys miejscowości..i mieszkam w Redzie,prazuję tu i w Gdyni a firmę mam w maleńkiej gminie Gniewino,,,gdzie mam swoje miejsce na ziemi w Nadolu....i tak...żyję w maleńkich plamkach na mapie....i jestem szczęśliwa:)Wpadnij do mnie na candy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wcale nie takie malutkie plamki, a znane jakie :) Ważne, że szczęśliwa jesteś :)
      Dziękuję ♥

      Usuń
  8. Zgadzam się!!! - nic nie dodam, temat wyczerpałaś ;)
    Porównanie z sukienką świetne.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana...trafiłaś w sedno....i choć czasami myślę, że w dużym mieście by mi się podobało...to tylko do chwili jak się w nim na dłużej znajdę....i korki zabiorą bezlitośnie czas, który mogłabym spędzać z Rodziną....od razu to moje uwielbiam bardziej i bardziej....:)
    Ściskam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się obudziłam ze snu o wielkim mieście wtedy, gdy zobaczyłam, jak pani wieszała uprane spodnie na metrowym sznurku, w starej kamienicy, a sznurek nie był na balkonie, tylko w oknie na zewnątrz. Zrozumiałam wtedy, jakie mam szczęście, że moje sznurki mają 50 razy więcej długości i są zamocowane na balkonie ;)
      A korki? o tak, zniechęciły też ;)
      Ściskam!

      Usuń
  10. Święta prawda Kasiu,,nic dodać nie pozostaje, bo jak zawsze pięknie wyczerpujesz temat :)Wspaniale się czyta :)))***

    OdpowiedzUsuń