wtorek, 25 lutego 2014

Szacunku!

Materiał na ten post zbierałam od dawna i wcale się nie cieszyłam, kiedy się okazało, że z tego co mam, mogę stworzyć nowy wpis.
Poruszam jednak ten temat nie dlatego, że chcę się mądrzyć, uczyć kogoś czy krytykować. Piszę, bo tak jak każda matka, każdy człowiek, pedagog, popełniam błędy, uczę się na nich i cieszę się, kiedy ktoś mi na coś oczy otworzy i uświadomi pewne rzeczy - bo zdarza mi się schematami myśleć i powielać pewne niekoniecznie dobre zachowania.
Pod każdym zdarzeniem ograniczę się do krótkiego komentarza, refleksję zostawiam Wam.
***
Mikołajki w szkole, tworzę gazetkę ścienną, w szatni matka rozmawia z ośmioletnim synem.
- Mamo, trzymaj tylko ten prezent mocno, zanim buty zdejmę, dobrze?
(Matka milczy).
- Ciekawe, co od Adama dostanę w prezencie?
(Matka milczy)
- I czy on się ucieszy z prezentu ode mnie?
Matka - a czemu ma się nie ucieszyć, co? Dwadzieścia złotych pieszo nie chodzi, można by było za te pieniądze coś na obiad kupić do domu a nie w błoto wywalać. Rok temu co dostałeś od Kuby? Jedną marną bombonierę a dla niego zapakowałam i klocki, i kredki, i słodycze. Teraz będzie tak samo - Adam da ci "g....o" a ty dla niego znów konkretną paczkę.
Spróbuj mi tylko znów bombonierę przynieść, to ja ci dam Mikołajki, zobaczysz!
I czemu taki skrzywiony idziesz?

Jednym zdaniem, w ciągu minuty odebrano dziecku radość z tego dnia.
Udało się też zasiać ziarno niepokoju w tym małym serduszku.
***
Rodzice prowadzą do przedszkola dziecko, które nie chce tam iść, wyrywa się, płacze.
- Nie rycz, ile czasu ryczeć będziesz jeszcze? Masz sześć lat a zachowujesz się jak mały bobas.
- Ja nie chcę tam iść, zabierz mnie mamo do domu!
- Masz iść i być grzeczny. Niech mi tylko pani powie, że się znów wiercisz przy stole i  latasz jak głupi po sali, będzie kara. 
- Ale jak mi swędzi ręka to się wiercę i jak biegam, to zapominam, że mi smutno - płacząc mówi mały smyk.
- Trudno ci wysiedzieć w spokoju 5 godzin? To taki wyczyn wielki? W sobotę będziesz siedział cały dzień i zobaczymy, czy jesteś w stanie - odpowiada ojciec.

Dorosłemu mogą spłynąć łzy po policzkach, szuka wtedy pocieszenia i zrozumienia, i on wtedy nie "ryczy", on płacze.
I o dorosłym ruchliwym człowieku mówi się zazwyczaj pozytywnie, twierdząc, że taki "szyty, bity na klej brany jest", że obrotny, że załatwi wszystko...
***
 Idzie pani z małymi dziećmi na spacer.
Każde ma na kurtce czerwone serduszko, ze względu na Walentynki. Serduszka nie ma tylko jedno dziecko. Pytam dyskretnie panią, dlaczego przy kurtce Jasia nie ma nalepki?
Pani mi odpowiada, już niezbyt dyskretnie:
- Dzieci, dlaczego Jaś nie ma serduszka?
- Bo był niegrzeczny, przeszkadzał pani, biegał, krzyczał i pani mu serduszka nie dała, bo pani takich dzieci nie kocha.

Pani - zgasiła, sponiewierała, zniszczyła, podeptała....
***

Matka czeka na dziecko przy szatni. Z piętra schodzi uczennica kl.I.
- Mamo, a wiesz....
- Jak ty wyglądasz? Zapnij te buty, przecież kupiłam ci specjalnie z rzepami, ale tobie nawet takie zapięcie nie pasuje. I guziki masz krzywo zapięte, czego cię uczą w tej szkole? A gdzie druga gumka do włosów? Znów zgubiłaś? Będziesz chodzić rozczochrana. Idź szybko się ubierać, bo nie mam czasu.

Nie ma w życiu nic ważniejszego, niż rozmowa z dzieckiem.
Rozmowa to dialog...
***

Sklep:
- Mamo, kupisz mi takiego lizaka? Ola ostatnio miała, mówiła, że pyszny.
- A za co mam ci kupić tego lizaka? Za to, że pani mnie tydzień temu do szkoły przez ciebie wezwała i nagadała, jaka ty jesteś niedobra? Ty wiesz, jak ja się czułam? Zapomnij, za tamten dzień nic ci już nie kupię, skończyło się!
Dziecko głowę spuściło nisko....

Najwcześniejsze lata życia dziecka tworzymy my, rodzice. Zapisujemy tę pustą księgę, kartka po kartce. Nie zawsze nam się uda pisać poprawnie i bezbłędnie.
Z tej książki potem czerpie nasze dziecko, bierze ją pod pachę i wkracza w dorosły świat.
Zadbajmy o to, by miało się z czego uczyć, by wiedziało, że bez względu na to, na której stronie otworzy księgę, znajdzie tam naukę i wskazówkę, że nie będzie musiało długo tych kartek przewracać, by szukać.
I szanujmy siebie, szanujmy dziecko (i swoje i obce), jego sukcesy i porażki też.
Pozwólmy mu ufać i cieszyć się dzieciństwem, opatrujmy krwawiącą ranę ale nie dopuśćmy do tego, by serce krwawiło.
Dziecko to mały człowiek, czuje, rozumie, analizuje, kocha i pragnie być kochanym.
Nie krytykujmy, nie osądzajmy, nie podcinajmy skrzydeł - bądźmy przykładem.




52 komentarze:

  1. :( prawdziwe

    OdpowiedzUsuń
  2. Dorzucę swoją historyjkę, rynek w Krakowie, upał, lato. Matka z córką przysiadły na brzegu fontanny. Dziewczynka bawi się wodą, chlapie trochę.
    Matka - O patrz jaka fajna woda, pochlap się trochę.
    Kilka kropel leci na spódnicę matki.
    Matka - Co robisz! Jak ty się zachowujesz!? - potrząsa dzieckiem i bije po palcach - Nigdzie nie potrafisz się zachować!

    Jak mawia mój mąż: Nikt ci tak nie do....li jak własna matka.
    Łzy zakręciły mi się w oczach po tym tekście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia inna ale jakże podobna, przesłanie to samo - smutne ale rzeczywiste.
      Dziękuję Ci.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Szczególne ta druga - tutaj oboje rodziców myślących jednakowo, może się ockną?
      Dziękuję.

      Usuń
  4. Poryczałam sie.
    Twój tekst powinien byc rozwieszony w każdej szkole, przedszkolu, przystanku. Smutne a jakie prawdziwe niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję.

      Ważne, żeby w porę się obudzić a może dać się komuś obudzić i zacząć inaczej, lepiej?
      Mam nadzieję, stale...

      Usuń
  5. Ja też się poryczałam...

    Dziękuję Ci Kaan...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak łatwo kilkoma słowami zniszczyć radość nie tylko w "małym " człowieku .... i jak często nikt się nad tym nie zastanawia ...smutne to bardzo .... i warte wielu chwil na przemyślenie ...
    Dobrego dnia Kaan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo słowa Olu trzeba czasami umieć zamienić, zamiast mówić "Guzdrzesz się", powiedzieć "kocham cię"- dwa słowa, ale zdziałać mogą wiele...
      Dziękuję Ci.

      Usuń
  7. Ciarki mam na całym ciele i łzy w oczach. Ale i zadanie domowe odrabiam czytajac ten post, bo pomimo wszelkich błedów i słabości warto ten temat powielać, wracać do niego. Warto choćby o ten jeden błąd mniej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mądrze napisałaś - "o jeden błąd mniej", to już sukces na drodze zmian.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Ciarki mam na całym ciele i łzy w oczach. Ale i zadanie domowe odrabiam czytajac ten post, bo pomimo wszelkich błedów i słabości warto ten temat powielać, wracać do niego. Warto choćby o ten jeden błąd mniej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lekcja na najwyższym poziomie i Ty ją wyłożyłaś, dziękuję :)
    Ale to podsumowanie na końcu posta - mistrzostwo świata!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu, mądrzyć się nie chciałam;)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  10. Jak to wszystko dobrze widać z boku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo czasami patrząc z boku na coś, dostrzegamy to, co umyka.
      Ta obserwacja uczy i mnie stale i powoduje, że analizuję, zastanawiam się i wyciągam wnioski.
      Dziękuję.

      Usuń
  11. Każdy rodzic popełnia błędy, ale trzeba się starać aby tych błedów popełnić jak najmniej...bo jak mawia przysłowie "czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie bedzie umiał"...a kto ma uczyć nasze dzieci jak nie my sami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym Hally spotkała rodzica, który by mi powiedział, że żadnych błędów nie popełnia, to bym pomyślała, że albo kłamie perfidnie, albo jest święcie przekonany, że wszystkie racje są po jego stronie, ma klapki na oczach, zero elastyczności i wierzy tylko sobie. I szkoda by mi było jego dziecka bardzo, i jego z resztą też.
      A przysłowie? Uniwersalne, ponadczasowe, tylko odchodzące w zapomnienie niestety.
      Dziękuję Ci

      Usuń
  12. Ja się podpiszę pod słowami Halinki. Dosłownie to samo miałam na pyśli po przeczytaniu Twoich słów Kasiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to mądre przysłowie jest:)
      Dziękuję.

      Usuń
  13. Kasia trudno siE nie zgodzić choć bez bicia przyznam się, że czasem nie słucham ,bo moje dziecko gada na okrągło :))) no ale po mamusi to ma i co ważniejsze przymyka na to oko ..jak jest coś ważnego powtarza MAMO słyszysz mnie ???? i wtedy wracam na łączność :))))buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga i mi się zdarza wyłączyć, potem znów zaskoczyć, tym bardziej, że na głowie sporo. Tylko w tych moich przykładach nie ma uzewnętrzniania się dzieci, tu głos mają rodzice.
      Dziewczynka chciała się z matką czymś podzielić, nie dane jej było niestety...I to przeraża mnie najbardziej.
      Dziękuję. Ściskam :)

      Usuń
  14. Kasieńko, właśnie za tę spostrzegawczość i wrażliwość na drugiego człowieka cenię Cię najbardziej. Najbardziej dotknęła mnie pierwsza historia. Czasem pod presją czasu, w obliczu wielu codziennych problemów zapominamy o tym, że różne sprawy, problemy, które dla nas wydają się błahe i nieważne, a które dręczą i niepokoją nasze dzieci są dla nich ogromnymi górami do pokonania. Czasami po prostu chwila rozmowy z dzieckiem, chwila uwagi i okazanie zrozumienia w tych błahych dla nas sprawach znaczy dla dziecka więcej niż wymarzona zabawka, znaczy po prostu tyle co "Synku/córeńko kocham Cię najbardziej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszy/a na świecie", ale wypowiedziane bez słów, a to dzieci odczuwają najbardziej. Najważniejsza jest miłość i szacunek do dziecka i musimy pamiętać o tym. Dziękuję Kasieńko, że otworzyłaś oczy również dla mnie. Mi również zdarza się popełniać błędy, ale dzięki takim tekstom jak ten mogę się na te błędy uczulić :) Dobrze jak tak ktoś popatrzy na to wszystko z boku, a z boku właśnie widać najlepiej :) Jesteś świetnym pedagogiem i obserwatorem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, bardzo :)

      Usuń
  15. Prawdziwe spostrzerzenia, mądre słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie pisze te historie...
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  16. Ciężko jest zmieniać wzór w tym łańcuszku wychowania powielanym od pokoleń. Mam nadzieję, że jednak udaje mi się zauważać problemy moich dzieci.
    Pozdrawiam-H

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko, ale warto i trzeba chcieć.
      Jestem pewna, że Ty je zauważasz.
      Dziękuję Ci.

      Usuń
  17. Aż mam gęsią skórkę... Ale takie sytuacje niestety są na porządku dziennym, czasami mam ochotę się wtrącić i potrząsnąć takim rodzicem, żal aż ściska serce. Nie mówię, że jestem idealną matką, pewnie gdyby poszperać w przeszłości niejeden grzeszek by wylazł na wierzch, ale zawsze staram się mieć dla dziecka taki szacunek jakiego sama wymagam dla siebie - toż to taki sam człowiek jak ja, tyle że mniejszy, a przez tę swoja niewinność o wiele bardziej kruchy i podatny na poobijanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, a kto tych grzeszków nie ma?
      Ważne, żeby się w porę opamiętać i uświadomić sobie pewne sprawy, swoje postępowanie i konsekwencje, które niesie ono za sobą.
      Bardzo Ci dziękuję za Twój głos tutaj.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  18. Rodzice jak rodzice oprócz wzorców z ich własnych rodzin zwykle nie maja przygotowania do wychowywania dzieci i czynią to intuicyjnie, więc popełniają błędy, nie wszyscy są otwarci na dokształcanie się … . Tej jednak sytuacji z „Panią Przedszkolanką jak sądzę, to bym nie pozostawił bez konsekwencji. Twoja pozycja zawodowa i społeczna powinna tylko ułatwić sprawę. Zauważać błędy to jedno a walka z nimi to drugie, gorąco Cię do tego zachęcam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że to postawa rodzica załatwi sprawę, nie zawodowa czy społeczna postronnej osoby, obserwatora. Uważam, że świadomi, dojrzali, myślący elastycznie rodzice będą mogli i chcieli wyrwać się ze stereotypów. Rodzice, którzy mają czas i ochotę rozmawiać z dzieckiem. Rodzice, którzy dają przykład swoim zachowaniem i zaszczepiają w dziecku zaufanie do siebie. Kiedy te wszystkie kryteria są spełnione, wówczas Jaś powie mamie i tacie, co go spotkało w przedszkolu i rodzice zrobią z tym co zechcą. Nie można przeżywać życia licząc na to, że "cudzymi rękami będziemy żar z pieca wynosić". Bądźmy odważni i zawalczmy o swoje dziecko.
      A ja zauważam błędy, i walczę z nimi - ale to są MOJE błędy...i zachęcać mnie do tego nie trzeba ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Zgadzam się z Kaan w 100% - najlepiej jest zwalić czarną robote na kogoś, ale tu chodzi nie o kogoś, tu chodzi o nasze dziecko, więc kto ma mu pomóc jak nie rodzice???
      Świetna riposta!!!
      Pozdrawiam
      Jola

      Usuń
    3. Sama prawda w 100% tez się zgadzam, tyle ze dziecko cierpi….
      Zaległości zaś w wiedzy służącej wychowaniu będziemy odrabiać jeszcze przez kilka pokoleń, bo ta są wady systemowe i społeczno-kulturowe, które nie znikną od zaraz i dzieci nie są temu winne. Nie zapominajmy ze Nauczyciele są w większości autorytetem dla rodziców i taki rodzic może myśleć ze to słuszna metoda wychowawcza.
      Miłego dnia

      Usuń
    4. Przepraszam, że się wtrącę do Waszej dyskusji, ale ten post nie po prostu uderzył, zaraz mam zamiar go polecić i chciałabym coś od siebie dodać.
      Kaan, myślę że Połówka ma rację w jednym- kiedy widzimy takie sytuacje powinniśmy reagować, dlatego, że Ci dorośli, nawet rodzice nie są właśnie na tyle dojrzali, żeby samemu zauważyć te swoje błędy. Ty je widzisz, potrafisz się przyznać i z nimi walczysz, ale myślę, ze żaden dorosły z opisanych przez Ciebie sytuacji nie rozumie tego, nie widzi że robi dziecku krzywdę. Ty jako pedagog masz ogromny wpływ na rodziców- ja sama wiem po sobie że ciocie ze żłobka mojej córci są dla mnie wzorem- bo to one studiowały kilka lat to jak się małymi dziećmi zajmować, ja jestem laik, zielona matka od niewiele ponad dwóch lat, co ja mogę wiedzieć. To noralne ze ufamy nauczycielom, wychowawcom. I oczywiście, ze to rola rodziców, nie chodzi o zwalenie roboty na kogoś innego tylko o to żeby w miarę możliwości uświadomić dorosłym ich błędy.
      Z resztą tym postem mnie tez uświadomiłaś, że ja też przechodzę nad tym do porządku dziennego, a powinnam zareagować.

      Usuń
    5. Dziękuję za zdanie.
      Ja nie napisałam w tym poście, że zareagowałam, ale tez nie napisałam, że nie.
      Chciałam tym postem poddać pod rozważania pewne kwestie, zaszczepić w rodzicach, nauczycielach ziarenko niepewności "Czy ja na pewno dobrze robię?".
      Przedstawiłam to jako obserwator, bo czasami ktoś z boku patrzący inaczej sytuacje postrzega. W tej roli, obserwatorami bocznymi są moi czytelnicy, którzy tak jak ja, poniekąd patrzą, widzą, czują i im się rozjaśnia.
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za zajęcie stanowiska w dyskusji :)

      Usuń
  19. Ojej takie rzeczy i takie słowa padają w kierunku dzieci? Ech przypomina mi się co ja słyszałam... I jeszcze bardziej chcę się starać!! Dla mojego synka!
    Dziękuję za te kilka przykładów, otwierają oczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te słowa!
      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam :)

      Usuń
  20. Witam:)
    Z pozycji dorosłego wiele spraw i sytuacji wygląda inaczej.
    Pamiętam, kiedyś jedna z pań psycholożek w szkole dla rodziców doradziła nam, by rozmawiając z dzieckiem przyklęknąć przed nim, by jego twarz mieć przed sobą. By nie rozmawiać z pozycji dorosłego, bo wtedy przytłaczamy je sobą. Prosta rada, a efekt był zadziwiający. To nie moje dziecko zadzierało głowę wysoko, by mnie zrozumieć. To ja musiałam zniżyć się do jego poziomu, by wysłuchać... A słucha się wtedy naprawdę uważnie. Sprawdziłam:)
    Niestety, wielu rodziców traktuje dzieci, jak swoją własność, więc mogą z nim robić, co zechcą.
    Janusz Korczak jest wciąż uniwersalny. Dziecko, to nie maluch, który kiedyś będzie dorosły. To po prostu Człowiek. Tyle, że troszeczkę mniejszy. A uczucia i wrażliwość ma takie same.
    Tekst świetny, bo zmusza do myślenia. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK, TAK, wszyscy chętnie sie powołuja na Korczaka tylko jakos nie widze chętnych do nasladowania, a juz najmniej w tzw. "Ciele Pedagogicznym" - niestety

      Usuń
  21. Dziękuję. Takie historie otaczają nas codziennie. Ale trzeba przystanąć, zastanowić się i spróbować coś zmienić. Jakże ważne żeby zacząć od siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację!
      Dziękuję Ci:)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  22. Bardzo dobry tytuł dałaś Kasiu,,,bo właśnie, o ile rodzice kochają swoje dzieci to jednak ten szacunek gdzieś im umyka. A takie osoby jak ja, które dzieci nie posiadają, to są chyba jeszcze bardziej wyczulone na przykłady o których piszesz.
    Miłego wieczoru ***

    OdpowiedzUsuń
  23. Mój syn wyjechał na obóz sportowy daleko, bo aż w góry my przecież mieszkamy prawie w samym centrum. Tęsknił choć ma już 12 lat. Było ciężko dużo sportu, dużo piłki i mało rodziny. Na trzy dni przed ich powrotem spotkałam ojca jednego z obozowiczów. Po krótkiej rozmowie pan mówi: jedziemy na 5 samochodów do nich w odwiedziny, zabieramy ich żeby się nie musieli męczyć w tym autokarze. Posiedzimy, popijemy, pobawimy się. Oj będzie się działo będzie zabawa.....
    Z mapą pod nosem opracowywałam plan swojej po syna podróży. Mąż powiedział: a ci pozostali? jak się będą czuli.......
    Kacper wrócił tym autokarem razem z 12 pozostałymi /12 się rozjechało po zabawie rodziców/. Wrócił a ja miałam ścisk macicy jak się z siostrą czule witał.

    Moja Mama zapytała mnie ostatnio - w kontekście jakiegoś zdarzenia w szkole - Dorotka jak myślisz czyja to wina ucznia czy nauczyciela. Bez wahania odpowiedziałam - rodzica.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz ile bym mogła dodać takich przykładów, też nie jestem idealna, czasami powiem coś trzego żałuję, ale pomimo że w biegu pędzie zawsze staram sie porozmawiać, wysłuchać, i mam nadzieję że moje dziecko nigdy nie poczuło się tak jak te w omawianych przez ciebie przypadkach..dokładnie tak nie podcinajmy skrzydeł i nie bądźmy okrutni...Pięknie to wszystko opisałać. Smutne jest to bardzo, że jesteśmy czasami tak krótkowzroczni, nieczuli...

    OdpowiedzUsuń
  25. Myślę, że słowo klucz znajduje się w tytule tego posta.

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję Wam bardzo dziewczyny za te mądre słowa, za przykłady.
    Szacunek to słowo magiczne, warto o nim pamiętać - i w stosunku do siebie, i do dzieci, i do innych, o ile ci inni na szacunek nasz zasłużą ;)
    Pozdrawiam Was serdecznie ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. Ciągle mam schiza, że jestem nie dość dobra dla moich dzieci, ale... tak bym nie umiała. Masakra :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy umieją niestety...

      Pozdrawiam i zapraszam.
      K.

      Usuń