sobota, 28 czerwca 2014

Biała sukienka

   Ile ja się nalatałam, by w końcu tę sukienkę białą kupić i na uroczysty apel kończący ten rok szkolny pójść. I te zadowolone miny dzieciaków zobaczyć, które przebierając nogami nie słyszą, co mówi dyrektor szkoły, tylko myślami są już na rowerach, nad morzem, w górach czy na Mazurach. I rodzice, którzy odpoczną od wspólnego odrabiania lekcji, sprawdzania zeszytów i pakowania kanapek.
Stoję sobie i zerkam na to poruszenie, na ten gwar i mrużę oczy od bieli, która mnie zewsząd oślepia - jak widać, nie tylko ja na biały strój postawiałam tego dnia.
Mój wzrok zatrzymuje się na malutkiej, drobnej kobiecie, stojącej samotnie pod ścianą i słuchającej wszystkiego, o czym się mówi. Na próżno szukać uśmiechu na jej twarzy. Syna swojego przywiozła, by mógł, tak jak inne dzieci uroczyście zakończyć pewien etap nauki. Ma 8 lat.
Nie cieszą się z wakacji, nie marzyli o nich. To będą długie dwa miesiące. Dni z ojcem, który pije i bije, to będzie tęsknota za ciepłym szkolnym obiadem i beztroską zabawą z rówieśnikami na przerwach.
Matka i jej syn, poważni bardzo, bez grama uśmiechu, z przerażeniem w oczach.
Tysiąc myśli kłębi się w ich głowach i mnóstwo pytań pozostaje bez odpowiedzi.
Czy dziś zrobi awanturę? Czy pójdzie spać spokojnie?
Bo ile razy dzwoniła po policję, by go w końcu zabrali, ile razy przyrzekała, że będzie zeznawać, tyle samo razy zmieniała zdanie i dla świętego spokoju kupowała mu kolejne piwo.
Ile razy jej synek opowiadał, jak ojciec matkę kopał i on ją bronił, obrywając równo, tak jak ona.
Ile razy do lasu uciekał z młodszym bratem, by nie patrzeć na to, co się w domu dzieje.
U sąsiadów się chował, głowę pod poduszkę wkładał, by nie słyszeć nic.


Ile ścieżek przez nas wydeptanych było do różnych instytucji, ile pism wysłanych do sądu i długie z nią rozmowy, że dla dobra dziecka musi zrobić wszystko!
Na razie bez skutku.
Co musi się stać, by ją w końcu coś ruszyło? Do jakiej tragedii dojść musi?  Co z niej za matka?
Nie mam prawa oceniać, bo nigdy nie byłam i mam nadzieję, nie będę w takiej sytuacji.

Stoi tak matka samotnie, wycofana i przerażona, i dumna zarazem, że może towarzyszyć w tym dniu swojemu synkowi.
I tak, jak inni rodzice, patrząc, marzą, by czas cofnąć, by ich dzieci tak szybko nie dorastały i z domu nie odeszły, tak ona marzy o tym, by to się wszystko szybciej stało i jej syn ten swój dom opuścił jak najszybciej, bo wszędzie będzie mu lepiej.
Patrzę na nią, jak łzę ociera ukradkiem, kiedy jej synek dumnie kroczy odebrać nagrodę od dyrektora za dobre wyniki w nauce. Patrzę, jak dumnie bije mu brawo i pierwszy raz, od chwili, kiedy nan nią patrzę, widzę uśmiech na jej twarzy.


Stoję tak w swojej nowej białej sukience a pod ścianą ona, drobniutka i silna zarazem.
W niemodnym swetrze i starych butach, ale jakby nieistotne to było.
I wartości nasze w życiu zweryfikować próbuję i marzenia.
Bo jedni o białej sukience marzą a drudzy o spokoju w domu.
I jedni nie doceniają tego, co mają a drugim do szczęścia tak niewiele trzeba.
Podbiega do niej jej synek, przytula się mocno i pokazuje swoją nagrodę. Cieszą się razem.
Ona poprawia mu białą koszulę, on kuca i zmoczonym śliną paluszkiem czyści swoje buty, bo lekko je zabrudził.
Wstaje, podaje jej  rękę i razem opuszczają salę.
Wiem, że oboje nie mogą doczekać się września.
Wiem, że nie wszystkie dzieci cieszą się z wakacji.

29 komentarzy:

  1. Płakać mi się zachciało :(( Wiem, o czym mowa.
    Pozdrawiam Cię i życzę miłych wakacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.


      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  2. Tak pięknie i wzruszająco napisałaś o naszej polskiej, trudnej rzeczywistości...
    Ileż bólu w ludzkich sercach, bo ktoś kiedyś coś zaniedbał ( mam na myśli wychowanie tych upadłych ojców, a czasami i matki się zdarzają).
    Najważniejsze, że pomagacie, że chłopiec przynajmniej w szkole ma ciepło wszelkie...
    A rodziny alkoholików są zazwyczaj również chore i nie tak prosto im pomóc...
    Pozdrawiam wakacyjnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to trudne jest - z jednej strony robi się wszystko, by pomóc, by wspomóc a z drugiej strony opór straszny.
      I moja myśl, czy warto? Czy ona w końcu na oczy przejrzy?
      I tylko wiara w to, ze warto, że dla dzieci przede wszystkim, daje nam kopa do dalszych działań.
      I nadzieja, że matka potrzebuje trochę więcej czasu by podjąć decyzję...

      Dziękuję.

      Usuń
  3. tak naprawdę nie ma wsparcia dla takich kobiet ......to one muszą myśleć jak swoje życie dalej ułożyć ...czy z dziećmi na poniewierkę iść lepiej ,a zanim w ogóle opuszczą dom, to czy upadły ojciec nie wpadnie w szał i nie zabije jej lub dzieci .....bo jak się zorientuje może być różnie ....dostanie też dodatkowo za wezwanie policji .... mój mąż się naoglądał takich sytuacji i te kobiety czasem jeszcze wierzą ,że będzie lepiej ,że się zmieni oprawca ,bo np żałuje tego co zrobił ,kiedy na moment trzeźwieje ......i ona potem zmienia zeznania ,a jak go chcą zabrać krzyczy i płacze ,że go kocha .....
    poza tym ..taka matka może nie pracująca myśli ,że co teraz zrobi ???? skąd weźmie na chleb dla dzieci ....woli znane zło niż niepewność ...... pewnie zresztą co przypadek to cała inna historia ...tu nie potrzeba urzędów, tylko ludzkich ludzi do pomocy ..... żal mi takich dzieci .....chociaż wiele dzieci z tzw porządnych domów mimo domu w którym jest i obiad i dobry markowy ciuch stoi potem pod budką z piwem ...ten chłopiec jeśli wytrzyma będzie dbał o swoją przyszłość ...za co mocno trzymam kciuki BUZIOLE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, tu właśnie jest problem, że matka niepracująca, z resztą, ojciec też nie.
      Ona oferty pracy dostała dwie, ale się boi zostawiać z nim dzieci, jak będzie musiała do pracy iść.
      Koło się zamyka...
      Pozostaje czekać na jej przebudzenie i doceniać to, co mamy.

      Buziole :*

      Usuń
  4. Świetne przesłanie.
    Bardzo dobrze ukazana przepaść pomiędzy naszym mieć a jej być.
    Ona sama musi podjąć decyzję, dobrze, że ma wsparcie.
    A synek przezył więcej, niż niejeden dorosły człowiek.

    Lubię czytać Twoje takie "trudne" teksty, życiowe takie.
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu za Twoje słowa.

      Usuń
  5. Kann, dziękuję! Dobrze ze ich widzisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo trzeba patrzeć tak, by widzieć...

      Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Zaczyna sie tak pieknie i ta biela sukienki i ta radoscia z konca roku i tymi pieknymi planami na wakacje, sielsko anielsko a tu nagle zwrot ... i wrzucasz nas w druzgocace tryby dramatycznej machiny rzeczywistosci jednego czlowieka jednej rodziny, lamiace serce , otwierajace oczy innym, wolajace o pomoc, o zrozumienie. Nagle przenosimy sie do tego dla czesci spoleczenstwa i rodzin realnego swiata i ich codziennych problemow , gdzie najblizsi walcza aby oswobodzic ze szponow uzaleznienia jednego z rodziny. Szamotani wewnetrznymi uczuciami nie moga sie zdecydowac co lepsze co wybrac, sami odnoszac rany w sercu. Moze ten zdolny chlopiec, ktory mimo trudnosci potrafil wykazac sie pracowitoscia i swoje checi do poszerzania swojej wiedzy przelozyl na sukces i dobre oceny w szkole, moze jego osiagniecia otworza oczy i serce temu, od ktorego oczekuje sie tradycyjnie byc wzorem dla mlodego pokolenia ? Moze w chwili jasnej zobaczy jaki cenny dar ma obok siebie ? Cenniejszy ♥ niz wszystko inne.

    PS: Te wlasnorecznie stworzone ozdoby i kwiaty i bujany konik, ile piekna w nich. Maja moc inspirujaca. Slonecznego lata i odpoczynku od codziennych trosk zycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to są różne strony życia, różne momenty, w których uczestniczymy.
      Dla mnie zakup nietuzinkowej sukienki był nie lada wyzwaniem, ale cóż to jest za problem, w porównaniu z tym, o czym pisze potem...
      To tak dla porównania, że czasami nasze "problemy" wcale nie są większe niż problemy innych osób, tylko my niepotrzebnie wyolbrzymiamy.

      Dziękuję Ci za te słowa, jakże mądre.
      Pozdrawiam i również życzę miłych wakacyjnych chwil.

      Usuń
  7. Kasiu, poraz kolejny tak bardzo się wzruszyłam, czytając Twój tekst. Zawsz ceniłam Cię za wrażliwość na krzywdę innych, jawny sprzeciw wobec niej i spostrzegawczość. Tym razem mnie powaliłaś na kolana. Ocieram łzę z bólu, gdyż to, co najtrudniej jest mi znieść jest krzywda i cierpienie dziecka. Cierpienie nie z powodu odebranego cukierka, płczu, że nie otrzymało zabawki, którą tak bardzo chcialo mieć, ale cierpienie z powodu krzywdy jaką doznaje ze strony osób im najbliższych, osób, ktore powinny je chronić, kochać, a tak bezlitośnie i skutecznie niszczą ich świat, radość życia, spokój wewnętrzy, szczęście, beztroskę, niszczą ich całe przyszłe życie tworząc rany, ktore niestety bardzo często nigdy się nie goją. Mam nadzieję, że mama znajdzie w sobie pokłady siły, aby zakończyć to cierpienie. Pozdrawiam. Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko,dziękuje za Twoje słowa.
      Liczę też na to, że matka odnajdzie tę siłę w sobie - dopinguję jej bardzo.

      Ściskam ♥

      Usuń
  8. Wzruszjacy post...az nie wiem co napisac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie i jego ciemne oblicze, niestety....

      Usuń
  9. Czasami warto przystanąć, wyjrzeć poza czubek nosa własnego, by dojrzeć więcej, widzieć szerzej.
    Dziękuję, że o tym napisałaś...
    Emila

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam i łzy mi ciekną po policzkach...jakie to smutne i niestety prawdziwe...wiele takich przypadków...a nie powinno ich być w ogóle...takie rzeczy nie powinny się dziać..nikt na to nie zasługuje:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nikt na to nie zasługuje, nikt!

      Usuń
  11. W tym całym morzu blogowego świata, nie każdy potrafi poruszyć tak czułe i wstydliwe struny.
    Strasznie smutna jest Twoja dzisiejsza opowieść ale pisząc tylko o radościach i białych sukienkach nie ma w nas miejsca na myślenie o innych.
    Ja tak, jak Ty widzę "te sprawy" i serce mi się kraje, że nie mogę wiele pomóc, że właściwie nie mogę zrobić nic.
    Jest coś pięknego w tej historyjce, (i wierzę, że w każdej ludzkiej historii jest taka perła) - to miłość tych dwojga, matki i syna. I ta nadzieja, że los się kiedyś odmieni. Na dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że los się odmieni, że syn będzie wsparciem dla matki i dumą jej za lat parę a miłości tych dwojga nic nie jest w stanie zniszczyć, co najwyżej umocnić, jeżeli to w ogóle możliwe.

      Usuń
  12. "Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem" Dante ...

    ... czyli kazdy z nas jest potencjalna nadzieja dla drugiego , badz czlowiekiem i zauwazaj drugiego , jestem tu , jestem tu dla ciebie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądre słowa.
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  13. ...ta prawda co tu o niej napisałaś, to aż boli.....
    ..eh....jakie to przykre, że Dzieciaki w takich sytuacjach są karane najbardziej.... a niby dlaczego....czy to ich wina, że akurat w takiej rodzinie przyszło im się urodzić....męczy mnie to czasami jak spać nie mogę....-dlaczego ten Świat nie jest sprawiedliwy...i dlaczego Dzieci cierpieć muszą...?...

    Miłego weekendu Kochana:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oluś, kilka razy dziennie sobie to pytanie zadaję i jak na razie bez odpowiedzi pozostaje...
      I czasami wątpię w tę sprawiedliwość, mimo optymizmu swojego.

      Usuń
  14. Myślę o tym poście już kolejny dzień… i taki smutek mnie znowu zalewa… Mimo to dziękuję Ci za tą historię.

    OdpowiedzUsuń