niedziela, 22 czerwca 2014

Są takie miejsca....

 Każdego ranka, na wpół senni a jednak rozgadani, z plecakami wypchanymi książkami i kanapkami, szliśmy na stację kolejową w naszym małym miasteczku.
Codziennie pokonywaliśmy 3 km trasy w jedną stronę.
Droga dłużyła nam się tylko zimą, bo wychodziliśmy z naszych domów, kiedy ciemność niechętnie ustępowała miejsca jasności a wracaliśmy, kiedy jasność przegrywała z ciemnością.
Chodziliśmy tak lat 4, by zdążyć na pociąg, który wiózł nas do naszych wymarzonych szkół ponadpodstawowych w większym mieście.
Szli ci z roczników 76 - 79, szli, bo wiedzieli, że właśnie dziś ich przyszłość się zaczyna.
Szli, bo w domach słyszeli, że trzeba dobre szkoły skończyć, by do czegoś w życiu dojść, by wykształcenie zdobyć i pracę mieć. To szansa, by w przyszłości nie tyrać tak ciężko, jak większość naszych rodziców, którzy nie mieli szansy takiej, bo na gospodarstwie pracować musieli od najmłodszych lat.
Dlatego sporo wśród nas buntowników było, którzy chcieli zmienić bieg historii rodzinnej, wyrwać się z tego "przedsionka" wielkiego świata, bo któż by Polskę Wschodnią za Krainę Mlekiem i Miodem Płynącą uważał?
Zbieraliśmy się na peronie, nasze słowa w jedno się zlewały, tupaliśmy nogą na znak protestu i nie tańczyliśmy tak, jak nam grali, choć w głębi duszy chcieliśmy te kroki poznać.
Przez te wszystkie lata  budynek naszej stacji kolejowej był świadkiem narodzin kolejnego dorosłego pokolenia naszej ojczyzny. Był świadkiem pierwszych świadomie wypowiedzianych słów pod adresem polityków, był świadkiem buntu przeciw zakazom i nakazom, był świadkiem pierwszych poważnych uczuć i upodlenia człowieka. Słuchał pięknej gry na gitarze ale też niejednokrotnie pozwalał oprzeć się tym, którzy za dużo wolności w żyłach poczuli.. Bo to miejsce, z którym się związaliśmy, traktowaliśmy niejednokrotnie jak azyl, gdzie każdy mógł się wygadać i wysłuchanym być, gdzie nikt nikogo nie wyśmiewał i każdy każdego rozumiał. Tam niejednokrotnie jeździliśmy rowerami nawet w weekendy - przyciągało jak magnes.
Szukaliśmy w sobie siły i nawzajem dawaliśmy sobie kopniaki motywujące do działania. Zaczynaliśmy się uczyć na błędach i szukaliśmy najlepszych rozwiązań. Nie pozwalaliśmy się innym staczać w dół, a kiedy przegrywaliśmy, długo dochodziliśmy do siebie.
Ktoś chciał prawnikiem zostać, ktoś lekarzem, nauczycielem czy pielęgniarką. Ktoś marzył o kapeli rockowej a ktoś inny o warsztacie samochodowym. Jedni mówili, że się uda, drudzy śmiali się z tego, bo twierdzili, że pieniądze nie są najważniejsze, bo to szczęście i miłość buduje świat.
Skończyliśmy szkoły, dziś większość z nas, po setkach przebytych kilometrów z CV w dłoni, od jednego pracodawcy do drugiego, ma w końcu stałe posady i dziękuje Bogu za pensję, za którą może godnie żyć.
Niektórzy do dziś ze swoich marzeń wyciskają ile się da, by na starość nie żałować ani chwili.
Inni pozostawili na zawsze ten wschodni grajdołek i znaleźli szczęście gdzie indziej.
Niektórzy, stojący kiedyś na tym peronie i marzący o wolności i decyzyjności, zawiedzeni rzeczywistością, nie mają ochoty na dalsze snucie planów. Bo co to za wolność, skoro każda nasza decyzja, zanim wcielimy ją w życie rodzi obawy i strach, czy damy radę na przykład kredyt spłacić?
Gdzieś kiedyś marzyliśmy chyba o trochę innym życiu, łatwiejsze i prostsze miało być.
Bo na tym peronie przy zielonym budynku wszystko kolorowe się nam wydawało i usta nam się nie zamykały.
Dziś bez słów znosić musimy niepewność i pesymistyczne nastroje otoczenia a programy telewizyjne nawet w połowie nie są tak barwne i wartościowe, jak to pokolenie młodych ludzi stojące kiedyś na peronie.
Kiedyś, jak ktoś z nas leciał w dół, widać było dłoń ku niemu wyciągniętą i tak do tego przywykliśmy, że nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że inaczej być może.
Kiedyś, podążając za modą, nosiliśmy lniane plecaki ze znakiem pacyfki i koszulki Jima Morrisona. W ten sposób wyrażaliśmy siebie. Dzisiaj, by być modnym, trzeba iść do przodu rozpychając się łokciami zapominając o moralności. 
My kiedyś inaczej szczęście pojmowaliśmy - szczęśliwi byliśmy wtedy na tym peronie, stojący osobno a jednak razem. Kiedyś otwarcie mówiliśmy o szczęściu, dziś wstydliwie i z lekką nieśmiałością o nim myślimy.

Czasami przyjeżdżam na ten peron, przyłożę ucho do zielonego budynku, by znów usłyszeć prawdziwe słowa, którymi się żyło, które się wypowiadało i słuchało, które były dla mnie i dla mojego pokolenia jak powietrze, jak pokarm, bo teraz karmieni jesteśmy najczęściej złudzeniami...


22 komentarze:

  1. Ja nie wiem, jak Ty to robisz, że tak piszesz...
    Czytam i czytam i łzy mi płyną, bo ja kiedyś na tym peronie byłam, wiesz? Stałam i fajki paliłam, bo to miejsce było jedyne, gdzie mnie mama nakryć nie mogła ;)
    I jest klimat, i moc jest i tyle inicjałów nożem wyrytych na tych deskach zielonych.
    I życie było inne i marzenia też.
    Kocham Twoje pisanie, trafiłam do Ciebie przez Julę :)
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.
    Aśka P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, paliłaś? Niemożliwe;) I zobacz, nikt z nas mamie Twojej nie doniósł;)
      A inicjałów na deskach sporo, to prawda.
      Dziękuję Ci Asiu za te słowa.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Wisuje sie tez w ten post, rocznikowo i tematycznie, tylko mnie wozil PKS :-) czas oczywiscie wiele zweryfikowa, ale tak, to byly chwile, kiedy czlowiek mogl sila woli gory przenosic!!piekne zdjecia, piekny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i góry wtedy takie lekkie się wydawały, w sam raz do przenoszenia :)
      Dziś jakby trochę kilogramów im przybyło;)
      Dziękuję Ci, Magdo!!

      Usuń
  3. O ja!!!
    Przepięknie!
    Chłonę....!

    OdpowiedzUsuń
  4. zupelnie inne to byly czasy, niestety... my nic nie mielismy, za to cala gore marzen i motywacji... dzis jak tak sie wokolo rozejrzec, to i motywacji brak i marzenia spelniaja sie prawie same... i jak tu te wartosci wpajac dzieciom, kiedy system wartosci w spoleczenstwie stoi na glowie.
    piekny post, a tego zielonego budyku az zal, ze tak stoi opuszczony :(

    pozdrawiam
    aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneto, mi się wydaje, ze wszystko wokół na tej głowie stoi, czasami boję się TV włączyć....
      A budynek popada w ruinę niestety, nikt na niego jak na razie pomysłu nie ma.
      Nikt z nas nie przypuszczał, że tak to wszystko opustoszeje w przyszłości...

      Dziękuję Ci i pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Ja nie znam ani tych czasów ani peronu, ale chyba rozumiem jednak, tak myślę. Tak napisalas, że nie trzeba znać aby wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, stokrotne dzięki :)

      Usuń
  6. u nas to był trzepak osiedlowy ,przy którym marzenia się snuło :))))) Kasia piękny tekst ,a kolorowych marzeń nie porzucaj na peronie ..trzeba wierzyć mimo wszystko ...buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia zabrałam ze sobą, czasami tylko tam wracam sprawdzić, czy jakiegoś przypadkiem nie zapomniałam ;)
      Dziękuję Aga :*

      Usuń
  7. U mnie takim miejsxem byl przystanek autobusowy i nadzieja ze się wyrwę tego miejsca..ze nie bede musiala tak ciezko na chleb pracowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w każdym zakątku Polski każdy miał swój "peron"...Fajne czasy to były:)
      Ściskam.

      Usuń
  8. Cudownie napisane! Są miejsca w których wiele osób, pokoleń ma swoje wspomnienia..Kocham takie miejsca. Tylko czasami jakiś taki żal czuję, że wiele miejsc się zmienia, nie są już takie same, ludzie się zmieniają, odchodzą..Tak nostalgicznie mi się robi i czuję że czas mega szybko leci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Asiu :*

      I ja takie miejsca darzę niezwykłym sentymentem i tęsknię czasami...
      Czas za szybko leci, za szybko....

      Usuń
  9. Piekny post! I ten budynek z dusza...piekne zdjecia tu widze na jago tle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Tak, budynek jest piękny, w sam raz na różne sesje zdjęciowe i z tego co wiem, często jest do tego wykorzystywany :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Kasiu przepiękne słowa ... tyle w nich prawdy i wspomnień ... nasze dzieci już inne ... ale to miejsce Twoje - CUDNE !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu :)
      Nasze dzieci inne, dzieci naszych dzieci też będą inne, tylko wspomnienia te same pozostaną i miejsca z nimi związane...
      Ściskam :*

      Usuń
  11. Piękne miejsce, chyba każdy w swoim życiu ma takie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślę, że każdy.
      Dziękuję :)

      Usuń