niedziela, 7 września 2014

Miłością łatajmy dziury

Zakładam, że Wasze dziecko dzięki Waszej pomocy, oswoiło już lęk i obawy przed powrotem/pójściem do szkoły. Wierzę, że pomogliście mu rozładować stres i napięcie związane z tym wydarzeniem. Wiem, że rozumiecie jak ważne jest dawanie dziecku przykładu, dlatego z chęcią opowiedzieliście mu o swoim pójściu do szkoły, o swoich wówczas lękach i nadziei. Wasze dziecko wie, że zasady obowiązujące w szkole są ważne i potrzebne, wprowadzone reguły i harmonia, dają dziecku poczucie bezpieczeństwa. Nigdy w domu, w obecności dziecka nie podważaliście autorytetu nauczyciela, nie straszyliście go "nowym światem". Wasze dziecko nie usłyszało z Waszych ust zdania: "W szkole to dopiero zobaczysz, co to życie" lub "Po wakacjach różki Ci w szkole przypiłują". Przeciwnie, Wasze dziecko usłyszało od Was, że szkoła to wspaniałe miejsce, gdzie oprócz tego, że zdobywa się wiedzę, poznaje się nowych ludzi, uczy obowiązkowości i empatii. Nauczyliście swoje dziecko jak stawić czoło niepowodzeniom  - ono wie, że żadna porażka nie jest ostateczna, podobnie jak sukces.
Nie boicie się Wy - nie boi się dziecko.
Tak było? Gratuluję Wam Rodzice :)

Zrobiliście wszystko, co można było zrobić, by przygotować dziecko do przekroczenia progu szkoły. Stworzyliście atmosferę przyjaźni, akceptacji i spokoju. Odprowadziliście dziecko pod szkołę, zamknęło za sobą drzwi i weszło na lekcję.

Temat: Moje wspomnienia z wakacji - rysunek, opowiadanie, wiersz, dialog.

Ola lat 11
"Wakacje minęły, pozostał żal
te dwa miesiące to był istny szał.
Lato w mych uszach nadal gra,
kocham je bardzo, jak Justina Timberlake'a"
Pani nauczycielka - "Co to za bzdury?!"

Niezależnie od tego, jak dobrze przygotujecie dziecko na powrót/pójście do szkoły, nie odpowiadacie za metody nauczania, za to, jaki pedagog trafi się w klasie Waszej pociechy. I kiedy Wasze dziecko wróci ze szkoły ze łzami w oczach, zawiedzione i smutne, zakładam, że:
Mądra mama/tata
Bardzo mi się Twój wiersz podoba, możesz go jeszcze raz przeczytać? O, słyszę tęsknotę w tym wierszu za minionym czasem. Lato to Twoja ulubiona pora roku, tak jak wszystkie piosenki Timberlake'a - świetne porównanie. Pani nauczycielka być może, nie wie, kto to jest Justin, dlatego nie zrozumiała Twojego wiersza. Ty nie znasz wykonawców, których piosenek ona słucha, ona nie ma pojęcia o twoim idolu. Może kiedyś będzie taka lekcja, na której będziecie mogli porozmawiać o swoich zainteresowaniach muzycznych? 

Julek lat 10
"Narysowałem tęczę i Warszawę, bo tam spędziłem wakacje. Ta tęcza mi się spodobała"
Pani nauczycielka - "Zawiodłeś mnie... Ta tęcza jest kolorowa, a u ciebie cały rysunek szary, co ty dziecko, kolorów nie widzisz? Kredek nie masz? No co to za praca? Spójrz na rysunek Tomka - roi się od kolorów, jego praca jest na szóstkę, a twoja? Trója i tyle."
.... i kiedy Wasze dziecko wróci ze szkoły ze łzami w oczach, zawiedzione i smutne, zakładam, że:
Mądra mama/tata
Jaki śliczny szkic. Ująłeś bardzo szczegółowo na tym rysunku wszystko - i kościół, i te stoliki w tle, nawet panią, która siedziała przy nim i piła kawę. I widzę nawet ten samochód na parkingu, który tak ci się spodobał. Widzę, że najbardziej utkwiła ci w pamięci ta tęcza, dlatego ją narysowałeś. 
Twoja pani nauczycielka pewnie nie wie, że stolica jako miasto nie spodobała ci się ze względu na hałas, kurz i te szare budynki wokół. Pewnie dlatego tak ją przedstawiłeś?  Gdyby miała czas na dłuższe rozmowy z wami o wakacjach, na pewno byś jej to wyjaśnił.

Iza lat 10 
"Wakacje minęły bardzo szybko, jednak udało mi się pojechać z rodzicami do Paryża - spełniło się moje największe marzenie. Zobaczyłam Luwr i Wieżę Eiffla, płynęłam po Sekwanie i znam kilka zwrotów po francusku.Te wakacje były fantastyczne."
Olek - "Proszę pani, ona kłamie, nigdzie nie była, widziałem ją codziennie koło bloku".
Pani nauczycielka - "Kłamstwa nie tolerowałam, nie toleruję i nie zamierzam tolerować! Jak możesz pisać nieprawdę? Paryż, też mi coś! Mnie nie stać na takie wycieczki a co dopiero twoich rodziców. Powinnam ci jedynkę wstawić. Siadaj!"
.... i kiedy Wasze dziecko wróci ze szkoły ze łzami w oczach, zawiedzione i smutne, zakładam, że:
 Mądra mama/tata
Bardzo marzysz o tej wycieczce prawda Izo?  Widzę, że sporo wiesz już o Paryżu - wymieniłaś zabytki, znasz nazwę rzeki a w domu słyszę, jak powtarzasz słówka francuskie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się zrealizować Twoje marzenie i pojedziemy do Francji. Spróbujemy odłożyć trochę pieniędzy - sama tez bardzo bym chciała zobaczyć to miasto. Marzenia się spełniają, trzeba tylko mocno tego chcieć, możesz to powiedzieć swojej pani.


W życiu jest czas i na śmiech i na łzy - wszystko to czegoś uczy, zbliża do siebie, pozwala docenić to, co się ma, pod warunkiem, że potrafimy to zrobić. Nie pochyli się nad drugą osobą ktoś, kto nie zna słowa miłość. W życiu zawsze natrafimy na takie osoby, które nas obedrą z tego, co mamy, zawstydzą, nie zrozumieją. Ważne, by był ktoś, kto da  ubranie zastępcze i powolutku załata dziury.
Bo cokolwiek by się działo w życiu dziecka - dobrego czy złego, ono musi wiedzieć, że dom to jego przystań a rodzice mający czas na wysłuchanie, wsłuchanie się i zrozumienie zawsze tam na nie czekają. Bo łatwiej iść przez życie z poczuciem bezpieczeństwa pod rękę. 
I tak, jak wierzę w mądrych rodziców, tak wierzę w mądrych pedagogów!



26 komentarzy:

  1. Gdyby mi wychowawczyni w taki sposób jak Ty tutaj, przekazywała wiedzę, dawała instrukcje, dopingowała i wierzyła we mnie, to bym na skrzydłach leciała na każdą wywiadówkę.
    Ty jesteś pedagogoiem? Jeśli tak, to zazdroszczę szkole, rodzicom i dzieciakom!
    Dziękuję
    Danusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jestem pedagogiem - uczę i uczę się sama, nadal i tak chyba do końca życia już będzie ;)
      Mam nadzieję, że jeszcze Cię kiedyś skrzydła poniosą na jakąś wywiadówkę...:)
      Dziękuję Danusiu!

      Usuń
  2. hej moja droga :) ten post to tak na dobranoc sobie przeczytalam :) jutro u nas pierwszy dzien szkoly mojej dla starszej dziewczyny, a pojutrze rusza mlodsza do boju :) cala jest podekscytowana i tak bardzo juz chce do szkoly :) mam tylko nadzieje na pania, ktora rzeczywiscie podola wyzwaniu - lilka juz umie czytac i liczy tez troche :) - co by sie dzieciak nie zaczal nudzic na lekcjach ;) .... a ja z jednej strony ciesze sie ze juz takie duze i do szkoly ida a z drugiej chcialabym je miec jeszcze takie malusie slodkie :)

    pozdrawiam serdecznie i dobrej nocki zycze :)
    aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, poradzi sobie na pewno, skoro już takie podstawy ma :)
      Ja zdecydowanie wolałabym, by moje dziecko było jeszcze takie malusie, żeby szkoła była odległą przyszłością, bo jak tylko próg jej przekroczy, to czas zacznie lecieć ze zdwojoną prędkością.
      Życzę Wam samych sukcesów ♥

      Usuń
    2. no ja na szczescie mam jeszcze jednego takiego malusiego :) dla oslody trzylatka ;) ale on tez rosnie ;) nic tylko lapac czas za ogon i korzystac z kazdej chwilki i kazdego usmiechu :)

      Usuń
  3. Kasiu jaki piękny post. Piękny dla nas rodziców i piękny dla nas pedagogów. My w tym roku obie z Hanią wkroczyłyśmy w nowe. Ona pewnym krokiem i z uśmiechem weszła do przedszkola ja na spotkanie z tym wszystkim czego nauczyłam i nie nauczyłam się przez ostatni rok w czasie studiów. I chociaż dla siebie nie o tym marzyłam to powoli dostrzegam, że ta sytuacja to kolejne wyzwanie, kolejne doświadczenie i ogromna szansa dla mnie jako "świeżego" oligopedagoga, a przede wszystkim człowieka człowieka. Ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci :)
      Nowe zawsze trochę przeraża, boimy się tego, wypieramy. Jednak czasami dziecko nas do pionu stawia, kiedy pewnie i z uśmiechem wychodzi naprzeciw nieznanemu. Dlatego czasami w środku rozrywa mnie ta niepewność, ten strach, w głowie się setki pytań kotłuje ale staram się jakoś nie "zarażać" tym dziecka, tym bardziej, że ono tak jak Hania - z radością i nadzieją zmierza ku nowemu :)
      Trzymajcie się, powodzenia!!!
      Nam pedagogom o tyle łatwiej, że jakieś podstawy posiadamy, teoretyczne ;)

      Usuń
  4. Popieram, takie nastawienie jest dzieciom potrzebne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja rownież popieram ! :)

      Usuń
    2. Popieram i ja!

      Dziękuję Wam :)

      Usuń
  5. Amen :) do wydrukowania i na lodówkę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Co mi z tego przyjdzie, że się z tobą zgodzę? Mam nadzieję, że przeczyta ten post jak najwięcej ludzi, młodych, rozbuchanych. Że siądą i zastanowią się nad swoim stosunkiem do dziecka, metodami wychowawczymi swoich rodziców i poszukają ideału. Wiesz, Kaan kochana, w swoim życiu nie miałam zbyt wiele przykładów rodzicielskiej miłości, rodzice wcześnie zmarli. W tym czasie tworzyłam w głowie ideał mojej rodziny. Taki będzie dom, taki mąż, takie dzieci i taka ja- matka. Ideał gonił ideał i mam dzisiejszy obraz. Córa lat 11 podchodzi do mnie i mówi- moja ty Poziomko! W moim światopoglądzie to sukces- ona zawsze może na mnie liczyć, ja na męża itp. Płyniemy wszyscy jedną Arką (jak nazywamy małżeńskie łóżko) razem ze zwierzętami, jesteśmy bardzo blisko, mamy tylko siebie, kochamy się. A dzieci nigdy nie słyszą od nas złego słowa, zawsze doceniamy choć czasem wiadomo jak jest;) Mam nadzieję, że wychowujemy silnych, pewnych siebie młodych ludzi.
    Dobra- lecę:)
    Dziękuję, miło cię było przeczytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zamieszczam tu kolejny z rzędu post, liczę po cichu, że trafi do niektórych, że może ktoś na chwilę przystanie, zastanowi się, a może kilka dni "trawić" będzie? Ja tak mam, kiedy kończę czytać jakiś artykuł, książkę...
      Paulinko, udało Ci się stworzyć dom, do którego każdy będzie chciał kiedyś wracać, to sukces największy tym bardziej, że wzorców nie miałaś...Wielcy jesteście, bo czasami niektórzy czytający dziesiątki poradników nie potrafią teorii przekuć w praktykę a Wy się sercem kierujecie i cuda tworzycie.
      Ktoś powiedział, że "Amatorzy zbudowali arkę, profesjonaliści titanica".
      Płyńcie zatem tą arką na falach miłości, płyńcie :)

      Usuń
    2. Kaan, za takie słowa? Wielka jesteś i bardzo ci dziękuję!

      Usuń
  7. Dobrze, że to napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytalam ten post kilka razy. Jezeli to przypadki z rzeczywostosci to plakac mi sie chce i krzyczec . Ladny wiersz , swobodna kompozycja a nauczyciel krytykuje,nie zauwaza talentu tworczego i nie wspiera checi do dalszego pisania. W drugim przypadku potok slow i komentarzy krytycznych, w czesci do osoby ucznia (kolorow nie widzisz) co jest niedopuszczalne, zamiast do meritum sprwy Nota bene w Warszawie jest jedna tecza, ktora okresowo zmienia swoje kolory , raz jest wielokolorowa raz szaro-czarna, wiec taka szara tez istnieje. I dalej nauczyciel ktory daje wiare slowom innych uczniow i na tej podstawie wyciaga wnioski do oceny innego ucznia ...
    Nauczyciel ktory nie widzi ucznia i jego wysilku wlozonego w prace tworcza , nie wykazuje zainteresowania tym jak uczen wpadl na ten pomysl , jak myslal gdy to rysowal, dlaczego wybral takie wlasnie opowiadanie o swoich wakacjach, ktory krytykuje zanim zdazyl pomyslec i przeanalizowac sam, wykazuje jawny brak szacunku w stosunku do najmlodszego pokolenia, czego uczy co przekazuje mlodej generacji, ze tak mozna sie odzywac, ze tak mozna traktowac innego czlowieka. Mam nadzieje ze to tylko pojedyncze wyjatki niechlubne wsrod pedagogow, ktorzy wychowuja najmlodszych . Probuje wyobrazic sobie co ci mlodzi uczniowe odczuwali, moze nie wszystkie uczucia potrafia ubrac w slowa, ale to gdzies zostaje, zostaiwa slad, jaki bedzie owoc tego? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to są niestety przypadki z rzeczywistości. Może czasami nieświadome? Nie wiem. Trudno jest mi oceniać "koleżanki" po fachu. Wiem tylko, że rola rodziców jest tutaj najważniejsza, bo jak dziecko dostanie jeden "policzek" od pani nauczycielki a drugi od matki/ojca, to z trudem się podniesie.

      Dziękuję :)

      Usuń
  9. Czasem bronię się przed komentarzem, czasem w ogóle przed tym żeby Cię czytać, bo bardzo do mnie przemawiają Twoje słowa, są jak kręgosłup moralny... po takiej lekturze, zawsze jest zaduma, i kolejność ważnych dla Nas rzeczy... a poza tym, nie stoję jeszcze twardo na ziemi i często oczy me spocone. Chyba nadal uciekam i nie potrafię zmierzyć się z rzeczywistoscią... staram sie naprawdę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, przyjdzie czas, że i oczy wyschną i na ziemi twardo staniesz, tylko czasu trzeba, a on do każdego innym krokiem idzie.

      Ściskam i dziękuję ♥

      Usuń
  10. Zaczytuję się w Pani blogu od momentu polecenia przez Mądrych Rodziców. Codziennie po trochę, ile czasu znajdę dla siebie. Jeszcze trochę do końca mi zostało. Przy każdym wpisie, mam ochotę się zatrzymać, napisać, że piękny, że taki prawdziwy, mądry. Teraz łzy w oczach mi się pojawiły, gdy przeczytałam te historie i przypomniałam sobie mojego trzylatka, któremu pani w przedszkolu powiedziała, że czarny jest brzydki. A on właśnie czarnego tego węża chciał mieć. Przytulałam, trzy łzy otarłam i tłumaczyłam, że czarny też jest piękny, skoro mu się podoba, to zawsze może taką kredkę wybrać, a ta pani widocznie inny kolor bardziej lubi, jak na przykład jego kuzynka w różowym zakochana.
    Marzenie mam takie by moje dzieci trafiały tylko na takich pedagogów jak Pani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój trzylatek jest szczęściarzem mając taką mamę, która potrafi patrzeć w tym samym kierunku co dziecko :)
      Bardzo Ci dziękuję za te słowa, bardzo ♥
      Pozdrawiam serdecznie.
      Kasia (nie pani) ;)

      Usuń