niedziela, 12 października 2014

Pani Irenka

Znów poniedziałek, co?
Sobota i niedziela szybko minęły, jak zwykle nie wyrobiła się Pani z porządkami i gotowaniem a tu do pracy trzeba iść.
A w tej pracy gwar, szum, płacz, pretensje i pytania - kto to wytrzyma? I w dodatku 5 godzin, całe, długie 5 godzin męki.
Tyle lat już Pani w tych "trudnych" warunkach pracuje i kto to doceni?
Przecież rzetelny z Pani pedagog, mądra kobieta, z doświadczeniem i z wiedzą. Nie musi się Pani szkolić, dokształcać, przecież  jest Pani skarbnicą wiedzy. 35 lat pracy do czegoś w końcu zobowiązuje. Prawda, Pani Irenko?
Niech się uczą te młode, co to nawet porządnie się do pracy ubrać nie potrafią, bo kto do pracy dżinsy zakłada? I tylko zerkają spode łba na mój fioletowy cień do powiek, ale na czym się one znają? Niech popracują trochę, to zobaczą, co to życie.
I ci rodzice, którzy Bóg wie czego chcą. A to nos nie wytarty, a to ton głosu podniesiony, a to rękawy mokre, bo dzieciak nie umie myć rąk i tak depczą ścieżkę do gabinetu dyrektora ze skargami. Kiedyś tego nie było - prawda, Pani Irenko?
No nie było, jak Boga kocham - inni ludzie kiedyś byli, inne dzieci. Rodzice jacyś dziwni, dzieci straszne, świat wariuje. Nie mogę przywyknąć, mam takie silne nerwobóle. I jeszcze nie mam z kim porozmawiać, pożalić się, patrzą na człowieka jak na durnia.
Najbardziej to mnie denerwuje ambicja niektórych współpracownic. Wymyślają bzdury takie, że w głowie się nie mieści. I mi uwagę bezczelnie zwracają, mówią co powinnam i co one by na moim miejscu zrobiły. Nigdy na moim miejscu nie będą!
Jeszcze co, siadać z dziećmi na dywanie. I to nie tylko te "nowe" tak się wygłupiają, moje rówieśnice także - że niby wiecznie młode, taki szpan, lizusostwo cholerne, by potem dodatek motywacyjny mieć większy. Ale nie, ja swój honor mam i miejsce swoje znam też. Od siadania to ja krzesło mam, biurko a nie na podłogę, gdzie zarazki tylko - bo to się dzieciak zmoczy, bo to brudne ręce o dywan wytrze i tam mam siadać? Nie zgłupiałam jeszcze.
I jak uczę dziecko kultury, bo z domu nie wynosi nic, kompletnie, to zmuszam do witania się ze mną a ta Ania, ta młoda, która niecałe dwa lata pracuje, to tylko uśmiechnie się do dzieciaka a ono leci od razu do niej i się tuli. I jak tu nauczyć, jak się nie ma sprzymierzeńca?
A najbardziej to mnie denerwuje jak zachwyca się niebieską trawą i żółtym niebem  na rysunku dziecka - pytam wtedy, jak mam je nauczyć prawdziwego postrzegania świata a nie życia w jakiejś durnowatej bajce, krainie Pana Kleksa? I co mi mówi? Że to kreatywność, że trzeba wspierać, pomagać - gówniara, studia ledwie skończyła i uczyć mnie będzie!!! Mnie, nauczycielkę z TAKIM stażem!
I czyta im codziennie i rozpuszcza dzieci - bo jak mówię siad "skrzyżny" to tak mają siedzieć, a pani zobaczy, jak one się zachowują teraz, jak im ta Ania czyta - nogi Kuby na półce, dziewczyny leżą i ona z nimi leży - mi to się w głowie nie mieści, durnota jakaś.
I ona niby uczona a po podłodze się z nimi przewala. W dzienniku ma zaległości, z rodzicami rozmawia jak ze znajomymi i dzieci przebiera, co to znów w majtki narobiły. Jeszcze ona zobaczy, jak ją o molestowanie posądzą. Nie po to ja studia kończyłam, żeby teraz tyłek dziecku wycierać.

Pani Irenko, czego życzyłaby Pani sobie z okazji Dnia Edukacji Narodowej?
Spokoju, normalnej pracy i niech się wszyscy ode mnie odczepią. I jak rodzice kupują kwiaty, to niech kupują sprawiedliwie. Bo wie pani, że rok temu, to ta cała Ania dostała od Gabrysia bukiet tulipanów? BUKIET. A ja, z takim poświęceniem, z takim doświadczeniem, dostałam jedną różę, JEDNĄ! Upokorzyli mnie, do dziś się pozbierać nie mogę. I to jeszcze kto? Rodzice tego Gabrysia, który zadaje sto pytań na godzinę, w oczy zagląda, przytulić się chce, absorbuje strasznie i co, docenili pracę moją? Guzik. Odwdzięczę się im, zobaczą jeszcze.

A czego życzyłaby Pani koleżankom nauczycielkom?
Zdrowego rozsądku im życzę, umiejętności pracy w zespole i pomocy starszej koleżance - szanowania jej i wspierania.


***

Gabryś poszedł wieczorem z rodzicami na spacer. Mama zobaczyła spadającą gwiazdę.
- Gabrysiu, pomyśl życzenie szybko, gwiazdka je spełni.
Gabryś przystanął, zamknął oczy i powiedział cichutko:
- Żeby Pani Irenka się do mnie odzywała.....

27 komentarzy:

  1. Kaśka!!! GENIALNIE!

    Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Pod niektorymi zdaniami moglabym sie podpisac:-) Trafione w sedno
    Pozdrawiam cieplo:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. suoer, ale niestety to zjawisko nie dotyczy tylko nauczycieli nauczania początkowego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże uchowaj przed zostaniem kiedyś taką Irenką...

    OdpowiedzUsuń
  5. Paniom Irenkom wszelkim aby się chciało dzieci zauważyć i wychować w czułości i poświęceniu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, to jest tak, że człowiek w tej edukacji serce całe i gardło zedrze, porani a i tak wdzięczność nieadekwatna do zasługi będzie.
    Boli.
    Sama jestem pedagogiem i takie refleksje w takie dni miewam....
    Całusy ze Sztokholmu,
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wystarczy to, że jak wchodzę do sali to dzieci odrywają się od zabawy i podbiegają do drzwi :) To dla mnie najlepsza i największa nagroda i wdzięczna jestem losowi za tę pracę.

      A chwile zwątpienia miewam też....w człowieka czasami wiarę tracę....
      Ściskam.

      Usuń
  7. Chyba nikt tak głęboko nie dotyka pewnych tematów. Boże - jak dobrze ,że Jesteś !!! Że Zmuszasz nas do refleksji, obserwacji , zmiany. Ogromnie Ci dziękuję♥ I chociaż pedagogiem nie jestem - z dziećmi pracuję ;)) A trafiają się twarde sztuki - oj twarde :))) Ale radość ogromną czuję ,że pomimo tego Panią Irenką się nie stałam. Że na dywanie dramę odgrywamy razem , że się śmiejemy i przytulamy. Że książkę czytamy na tym samym dywanie.
    TAk łatwo zatracić tę granicę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się po dywanie "przewalam", i pozwalam na to, by słuchali czytania mojego w pozycji swojej ulubionej, nie w siadzie, i przytulam, i nos wytrę i nie tylko nos :) Bo ja kocham swoją pracę i czasami, wstyd się przyznać, z pogardą na panią Irenkę zerkam ;)

      Twoje słowa mnie połechtały miło. Dziękuję ♥

      Usuń
  8. "Bo dorosłemu nikt nie powie: 'Wynoś się', a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak - nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie."
    Janusz Korczak - Kiedy znów będę mały.
    "Ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość: pamiętne zdarzenia, wspomnienia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej niż my pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi."
    Janusz Korczak - Prawo dziecka do szacunku.
    - pedagogiem jest każdy rodzic, Pani Irence życzę więcej uśmiechu i radości z życia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korczak....Mistrz! Nic dodać, nic ująć.
      Dziękuję :*

      Usuń
  9. ojjjjjjjjjjj kochana, my tu najwidoczniej tez mamy taka irenke, tyle ze wlasciwie jeszcze mloda i myslal by czlowiek ze jednak nie taka :(

    wspanialy post!
    pozdrawiam najmocniej!

    OdpowiedzUsuń
  10. ..NAJ NAJ PROSZĘ PANI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. buziaki socyste:)))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  12. No tak, wspolczuję pani Irence z całego serca, ale prawda jest taka, że świat się zmienia, zmieniamy się my i nasze oczekiwania. Dlatego jak widze, że moja siostrzenica jest od 5 lat przez taką panią Irenkę nauczana angielskiego, na świadectwie same 5 a zdania porządnie sklecić nie może, to czasami myślę, że pani Irenka powinna dla swojego spokoju i innych przejść do biblioteki, albo innego miejsca gdzie nadal będzie mogła przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie, ale może nie koniecznie nauczać angielskiego....to tylko taki przyklad, oczywiście nie moie, że to od razu dotyczy wszystkich pan Irenek :) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, ja też wszystkich pań Irenek nie krytykuję ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Jezusie w szkolnictwie same Irenki :))))))))))PRAWIE na wielkie szczęście :))))

    OdpowiedzUsuń