niedziela, 14 grudnia 2014

Czwórka z plusem

Leżymy razem na kanapie. Rozmawiamy, opowiadamy sobie różne historie. Jest dumny z tej czwórki z plusem z historii, bo uczy się z tego przedmiotu codziennie. Nauczyciel wymagający ale pięknie potrafiący przekazać wiedzę, opowiadający tak, że jest się złym, kiedy dzwonek dzwoni na przerwę, chciałoby się trwać w tym zasłuchaniu dzień cały. Uczył i mnie ten Pan Profesor, bo syn mój wybrał to liceum, do którego ja ponad dwadzieścia lat temu uczęszczałam. Opowiadałam mu o Nim, o Jego podejściu do ucznia, pochyleniu się nad każdym, ale też o pilności i szacunku, jakiego wymagał od młodego człowieka dla drugiego człowieka. Mówię mu, że ta czwórka z plusem to jest nie lada wyczyn, wiedząc, że niełatwo o taką notę u tego Pana. Ja chyba takiej oceny nigdy u Niego nie miałam – mówię.
Przeglądamy razem mój pamiętnik z czasów liceum. Mój syn czyta, ogląda rysunki, śmieje się, docieka i nagle – miałaś czwórkę mamo, zobacz, 8 marca napisałaś, że dzięki Bogu z testu z historii masz cztery. No fakt, pamięć mnie zawiodła – teraz ja dumnie się prężę na tej kanapie. Nudny ten mój pamiętnik jak flaki z olejem – bo kto pisze o ocenach i wiecznych marzeniach? Marzę o wielkiej miłości, o podróży, o tym i o tamtym. Że się budzę codziennie i postanawiam, że ten dzień będzie szczęśliwy? I tak każdego dnia. Nic konkretnego. No, może rysunek stworzony przez mojego brata, kiedy razem z osiemnastki kolegi wracaliśmy, on mnie prowadził, bo ja uwierzyłam, że piwo i wino można mieszać, oj namieszałam wtedy….
Takie moje spokojne życie zapisane na stronach dwóch pamiętników. Urwały się te zapiski, kiedy poznałam swojego ówczesnego męża. Od tego czasu wszystko spisywałam w pamiętniku, który noszę w sobie, w sercu.
I ku zdziwieniu mojemu, czytając niedawno strony zszarzałego pamiętnika, widzę, że mało się we mnie zmieniło. Historii nadal się uczę – wyciągam z przeszłości wnioski na przyszłość, i choć niczego nie żałuję, wiem, że czasami nie było warto w pewnych zdarzeniach brać udziału. Zasypiam dziękując za przeżyty dzień i budzę się z postanowieniem, że dziś będzie lepsze od wczoraj, choć wczoraj i tak było dobre.
Uważam, że wszystko rodzi się w naszej głowie. To, jak chcemy świat postrzegać, czy widzimy drugie dno, skupiamy się na rzeczach niewartych roztrząsania czy przeciwnie, cieszą nas drobnostki – a to śnieg, który iskrzy jak diamenty, albo śpiew ptaków wiosną. Umiem doceniać to co mam i uczę tego swoich bliskich. Czasami nawet przedobrzę, bo ostatnio słyszę od syna – no i co z tego, że z biologii może być dwója za test? Mamo, najważniejsze jest zdrowie, rodzina i marzenia. Czy ja za dwadzieścia lat o dwói pamiętać będę? Ja się będę cieszył, że budzę się w swoim domu, w swoim pokoju a ty jak zwykle krzątasz się obok i co pięć minut pytasz, czy coś zjem – to będzie ważne, mamo.
To od nas zależy, czy będziemy się cieszyć z tego, że jest dobrze, czy będziemy z uporem czekać na to, by w końcu przyszło to złe? Ja, nawet jak to złe przychodzi, bo przecież przychodzi, do każdego, pod różną postacią, traktuję jako dobry znak, bo wiem, że potem znów przyjdzie to dobre. Taka równowaga, by się nie zatracić, by z pokorą czekać na to dobro i nie dać się złamać temu złu.
Tak z pewną dozą ironii starać się zmieniać nasze życie, na które mamy wpływ. Działać po swojemu, wysłuchać dobrych rad ale decyzję podjąć samodzielnie. Ile ja tych „życzliwych” porad wyrzuciłam do kosza i dumna dziś z tego jestem. W świecie, w którym żyjemy jest moda na to, by karmić ludzi sensacjami, złymi informacjami. Te dobre zazwyczaj na końcu programu podają i poświęcają na to pół minuty. Wyłączasz odbiornik, składasz gazetę i, no tak, nic dobrego, samo zło. A przecież u sąsiadki zdrowy syn się urodził, koleżanka firmę otworzyła, odebrałaś dobre wyniki badań. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki, dzieje się obok i daje nam porządnego kopa do dalszego działania. Dlatego wolę obejrzeć dobry film a nie wiadomości, pochłaniam książki, gazet codziennych do rąk nie biorę. Zatrzymuję w kadrze piękne chwile, bo fotografia stała się moją pasją. Daję sobie czas. Daję czas innym.
Daję sobie czas na chwile słabości – na płacz, tupanie nogą, na to, by wypić dwie butelki wina z koleżanką (tylko z piwem już nie mieszam). 
Bo żadnych emocji nie można tłumić w sobie. Ważne, by się nie ograniczać. By nie żałować, że się nie cieszyło wtedy, kiedy była ku temu okazja. 
I  szczerze się cieszyć tą czwórką z plusem i broń Boże nie pytać, dlaczego to nie piątka? 
Bo piątka jest pospolita, a kto dziś czwórki z plusem dostaje?
I nie żałujmy pochwał sobie, innym. Uczmy latać, nie podcinajmy skrzydeł, dostrzegajmy wysiłek i podziwiajmy siebie i innych za to. Nie starajmy się za wszelką cenę zobaczyć drzazgę w oku innego człowieka, może najpierw wyjmijmy belkę z własnego oka?
Dana jest nam możliwość wyboru  ludzi, z którymi chcemy przebywać, rzeczy, sytuacji, zjawisk. Korzystajmy z tego. Wybierajmy to, co czyni nas szczęśliwymi. Nie tkwijmy na siłę w toksycznych relacjach, nie uczestniczmy na siłę w chorych sytuacjach.

Daję sobie czas na marzenia, na układanie koncepcji tego życia po swojemu. Robię to każdego wieczora, dopisuję linijka po linijce scenariusz moich kolejnych lat. Może dane mi będzie u schyłku życia przejść się po czerwonym dywanie by odebrać Oscara? 
I powiem im wtedy, że kochałam swoje życie nad życie!

24 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Gratuluję :)
      Ja z geografii zdawałam, 4 dostałam.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. To jest najpiekniejszy tekst :) Jest w nim tak duzo prawdy i dobrych sugestii na zmiany , na to aby sie nie bac podjac decyzje o zmianie, wszystko po to aby zyc pelna para a nie tracic energii na to czego nie mozna zmienic. Toksyczne srodowiska, uklady w ktorych przebywa sie funkcjonujac (albo i nie) przez lata, zostawic to wszystko i szukac czegos nowego, czegos co pozwoli na nowo rozwinac skrzydla. Dodalas mi sil Twoim przeslaniem dzisiaj !
    A czworka z plusem to najlepsza ocena, po pierwsze potwierdzajaca bardzo wysoki poziom wiedzy, a jednoczesnie stanowiaca przekaz ze sa jeszcze w Tobie duzy talent i takie poklady kapitalu ktory mozna uruchomic i wykorzystac w dalszym rozwoju , ze nie ma niczego co Cie powstrzyma w dazeniu do mistrzostwa.
    Dziekuje serdecznie ! Grudzien zmienil kolory na bardziej pogodne ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby się jeszcze człowiek tych zmian tak nie bał, brał życie w swoje ręce, umiał decydować a porażkami się nie zrażał, bo żadna z nich nie jest ostatnia, tak samo jak sukces:)
      Ja lubię te czwórki Jego, chyba bardziej niż piątka Go motywują.
      Bardzo Ci dziękuję za te słowa, dają mi "kopa" do pisania, działania.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. dobra robota! syn juz wie co jest najwazniejsze.

    ale jak ty tak o nauczycielach i historii... tez mialam taka cudowna pania od historii w liceum :) madra i dobra i jeszcze taka ze wielka radosc sprawialo uczenie sie tego przedmiotu :)

    i jakby co to jeszcze tylko szybciutko chce tobie i twoim kochanym zyczyc wesolych swiat. spokoju i szczescia rodzinnego w te dni :)
    pozdrawiam serdecznie!
    aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko kochana, jak ja lubię Twoje wizyty, to, że się ze mną dzielisz cząsteczkami swojego życia, za co dziękuję ♥
      I szczęśliwych świąt życzę i wszystkich szczęśliwych dni!

      Usuń
  4. Zastanawiam się, co mam ci napisać Kochana...
    Całkowicie popieram pozytywne podejście do świata,ludzi, bark rozpamiętywania przeszłości. Staram się tak żyć od kilku lat i strasznie mi się to udaje. Bardzo często mam uczucie, że wszystko się dobrze układa, życie toczy się, jak powinno. Jednak wiesz co? Chronię ten mój świat coraz częściej przed ludźmi. Coraz częściej zamykam swoje drzwi, nie chcę słuchać utyskiwań i zrzędzeń. Podtruwają mnie takie toksyczne relacje. Bo wiadomo, jak mawiają różni, ja to nie mam problemów co nie?
    Najważniejsze to każdego dnia wstawać z uśmiechem, pozytywnie patrzeć i kochać swoich najbliższych, kochać ich na zabój. I wtedy nie ważne czy jest czwórka z plusem z historii bo dwója to też zaliczenie. Choć ja oczywiście wolę te lepsze oceny u moich dzieci. Przytulam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulinko, podpisuję się pod tym obiema rękami - co jak co, ale wieczne zrzędzenia i narzekania wysysają ze mnie energię najbardziej. I chylę czoło za Twój osobisty sukces.
      Ja poszłam nawet krok dalej i nie przejmuję się zupełnie anonimowymi, niekulturalnymi komentarzami na moim blogu, bo wiem, że to są ludzie nieszczęśliwi, źle życzący innym i światu w ramach rekompensaty własnych niepowodzeń. Tutaj kłania się psychoterapeuta, nic na to nie poradzę ja, skromny pedagog;)
      Ściskam :*

      Usuń
  5. Kasia historia pokaże co byłyśmy warte jako matki :))) czego nauczyłyśmy nasze dzieci i co im zaprocentowało na przyszłość :)) ja mam czasem dołki kiedy wstaję i świat wcale mi się nie podoba i zazdroszczę ,że Ty potrafisz tak cieszyć się każdym dniem ....ja się tego powoli uczę :) m.in od Ciebie :))
    aha przypomniało mi się coś :)))) moje dziecko ostatnio chciało poprawić ocenę na lepszą i na pytanie pani dlaczego mu tak na tym zależy odpowiedział ,że chce by jego mama była z niego dumna ...na forum klasy wiesz ile to znaczy dla mnie ??? nie bał się co powiedzą jego koledzy dla których MATKA ,to tylko STARA czasem :))) no i jestem z niego DUMNA !!!!buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnych synów mamy, niezaprzeczalnie!
      Aga, i ja mam dołki, oj mam, czasami nawet wyjść ciężko, ale tak jak pisałam, silna babka jestem i się mobilizuję raz dwa. Ale to pewnie dlatego, że zaraz po urodzeniu, w trzeciej dobie życia stoczyłam walkę o to życie, która trwała 4 miesiące i chyba stąd te moje przewartościowania się biorą.
      Buziole:*

      Usuń
  6. mogłabyś mi przysłać trochę tej zimy ? :-) Dziękuje

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasiu Twoje teksty są jak wizyta u specjalisty...leczą przede wszysfkim umysł i dają moc do działania...;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę pomyśleć nad gabinetem z kozetką ;)
      Dziękuję ♥

      Usuń
  8. Piękny tekst, mądry syn, trafne spostrzeżenia, życiowa dojrzałość. Jak ja lubię Ciebie czytać. Uściski

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoje teksty jak terapia, tyle, że nic płacić nie trzeba, choć tez na kozetce leżę ;)
    Uwielbiam!!!

    Iza

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Cię czytać. CHoć czasami zaczynam się zastanawiać nad swoimi dniami i tym cieszeniem się z chwili
    Mam czasem kiepskie dni, na szczęście mijają i przychodzą lepsze. Podobnie moje dzieci, nie zawsze wszystko dobrze. Dziś dziewczynka miała kiepski nastrój zmęczona, a ja cierpliwości brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Asiu.
      I u mnie dni takie, że czasem wstawać się z łózka nie chce, siły brak i chęci na cokolwiek, ale resztki mobilizacji, samodyscypliny, schowane gdzieś głęboko tak żyć nie dają - kopią, szturchają, jęczą i chcesz czy nie, zaczynasz działać i wpadasz na wysokie obroty - i tak się życie właśnie toczy.
      Oby nam się chciało chcieć i żebyśmy w tych trudnych dniach potrafili dojrzeć skrawek piękna, niech to nawet będzie słońce za oknem czy tańczące krople deszczu na szybie. Bo tak jak kiedyś napisałam, "życie z pozoru zwykłe, niezwykłym darem jest".
      Mocno ściskam ♥

      Usuń
  11. Każdego dnia się tego uczę...
    Pozdrawiam Cię Kasiu serdecznie
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się uczę, cały czas...:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Też pisałam pamiętniki :) Chyba przez cztery lata podstawowoki, cale liceum, a potem jeszcze dlugo na studiach :) Nie wracam do nich...ale moze kiedys zaczne :) Moze musi minac wiecej czasu...ale u mnie w przeciwienstwie do ciebie caly czas cos sie dzialo :) Jedna historia gonila druga :) Ale ja to juz tak mam, ze wszedzie mnie pelno :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też totalnej nudy nie było - byłam wszędzie, gdzie coś się działo. Tylko teraz, jak to czytam i porównuję z życiem teraźniejszych nastolatek, to nudy totalne w tych pamiętnikach ;)
      Ściskam :*

      Usuń