czwartek, 8 stycznia 2015

A właśnie, że teraz

Dziecko chce próbować. Bez względu na to, w jakim jest wieku. Ustala granice, próbuje je przekroczyć i jak się uda, czeka na reakcję rodziców. Dziecko poszukuje. Coś je fascynuje, coś nudzi. Z jednych zajęć uciekłoby gdzie pieprz rośnie, na drugich chłonie wiedzę całym sobą. Zupełnie jak my. Dziecko segreguje informacje, skupia się na tych ciekawych. Dziecko pragnie akceptacji, chce by szanowano je i jego wybory. Zupełnie tak jak my. Dziecko chce czuć się ważne i zauważone. Chce, by je chwalić, dać choć słowo otuchy, zachęty i uznania. Zupełnie tak jak my. Dziecko, kiedy nie znajduje tego wszystkiego, szuka gdzie indziej. Facebook jest idealny – tam znajomi „polubią” je na każdym zdjęciu, nawet miły komentarz napiszą „Ślicznie wyglądasz”.
Kiedy ostatni raz dziecko usłyszało to od Ciebie? 
Dziecko szuka dalej. W grach komputerowych może dokonywać transakcji, decydować, kombinować, inni gracze liczą się z jego zdaniem. Jest kimś ważnym, znaczącym.
Kiedy ostatni raz dziecko usłyszało to od Ciebie?

Zawody sportowe. Bieg na 1000 metrów. Dziewczyny, gimnazjalistki jak struny stoją na starcie. Na trybunach nieliczni rodzice. Jeden ojciec wyje – „musisz wygrać, pokaż im, kto jest górą, pokonaj je, zgarnij złoto, słyszysz?!!!!”
Obok stoi ojciec innej dziewczyny. Uśmiecha się do niej, macha ręką, milczy. Do mety jako pierwsza przybiega córka pana krzyczącego. Drugi, cichy ojciec obejmuje swoją córkę i podchodzą pogratulować zwyciężczyni, której ojciec dumnie się pręży, jakby to on wypluł płuca i pokonał te metry by stanąć na podium.
- Udało mi się, tato.
- Wygrałaś, bo ci pomogłem, dopilnowałem, byś na treningi jeździła i buty nowe kupiłem. Wspierałem, trenowałem, gdyby nie ja, byłabyś dziś ostatnia na mecie.

Klasówka z matematyki, trudna jak diabli. Ania dostaje jedynkę. Na drugi dzień wpada do szkoły rozjuszony ojciec z pytaniem, co dostała Ewa, bo córka w domu mówiła, że piątkę, jak to możliwe? To Ania miała być najlepsza w klasie, nie po to ojciec w tyle zajęć dodatkowych inwestuje, żeby dziecko jedynki dostawało.Zero wdzięczności za trud wkładany codziennie w jej wychowanie!

Jola podśpiewuje w domu, podśpiewuje na lekcji. Uczy się średnio, dziennik zapełniony uwagami - brak koncentracji, nie usiedzi na miejscu. W domu ojciec i brat ją uciszają, bo od tych pląsów i śpiewów głowa boli, w szkole to samo. Matka wiezie dziewczynkę na badania do poradni, bo może ADHD?  Specjalista przeprowadza wywiad z matką, obserwuje dziewczynkę. Włącza radio i wychodzi z matką na korytarz. Dziewczynka zostaje sama, wstaje i tańczy do piosenki, która właśnie leci w radio. Podśpiewuje i wiruje, magia. Za weneckim lustrem widzi to matka. Zapisuje córkę na zajęcia taneczne, pani polonistka przepytując uczniów z fraszek Kochanowskiego pozwala, by Jola je zaśpiewała. Uwagi znikają z dziennika.
Pasja dziewczynki, w porę zauważona, niezdeptana. A gdyby trafiła na innego specjalistę, inną matkę, miałaby pewnie w opinii z poradni rozpoznanie ADHD.

To rodzice wiedzą, co najlepsze jest dla ich dziecka. Tak wynika z ich opowiadań. Żyły sobie wypruwają, by było kimś. A ono jest kimś, jest sobą. Czasami mam wrażenie, że ci rodzice tak naprawdę nie znają swoich dzieci. Nie rozmawiają, nie pytają a ten czas zapychają zajęciami dodatkowymi.

Jeżeli rodzice nie mają świadomości, że w wychowaniu dzieci kierują się swoimi niespełnionymi marzeniami, to nie widzą swoich błędów.  Najpierw musimy poznać  siebie, by móc poznawać swoje dziecko. Mimo tego, że jesteśmy już dorośli, wciąż mamy wątpliwości, setki pytań, podejmujemy nowe wyzwania, upadamy i staramy się podnieść. Musimy wiedzieć, do czego jesteśmy zdolni, czego sami chcemy, zanim zaczniemy wymagać tego od dziecka. A żeby to poznać, zrozumieć, musimy dać sobie czas.
Dzieci uczą się tylko wtedy, kiedy coś wzbudzi w nich ciekawość, zaintryguje. Dziecko chce poznawać nowe, odkrywać nieznane. Zadaje pytania, oczekuje odpowiedzi. Docieka, co niejednokrotnie irytuje zarówno rodziców jak i nauczycieli. Dostaje komunikat „Przestań i bądź cicho.” Kiedy sytuacja się powtarza, rośnie liczba uwag w dzienniczku, jest nacisk otoczenia, by się w końcu uspokoiło i dziecko, by sprostać tym oczekiwaniom postępuje tak, jak chce mama, tata czy nauczyciel. Dla dobra sprawy godzi się na nudne ćwiczenia, nieinteresujące je zupełnie zajęcia dodatkowe, by dostać pochwałę, by zadowolić rodziców, by mieć święty spokój.
Zajęcia dodatkowe, nawet jeżeli są atrakcyjne dla nas, wcale nie muszą być takie dla dziecka. W błędzie jesteśmy, jeśli myślimy, że dzień wypełniony zajęciami to najlepsza inwestycja w dziecko. Nauczyciel może rozkocha dziecko w jakiejś dziedzinie, ale nie zastąpi relacji z rodzicami. A podczas zwykłych rozmów budujemy z nim więź, fundamenty jego rozwoju. Nie wszystkich rodziców stać, by zafundować dziecku kilkudniową wycieczkę do Pragi. Nie wszystkich stać, by wydać na nowe buty dziecka kilkaset złotych. Ale wszystkich nas stać, by przytulić, pocałować, wysłuchać – to nic nie kosztuje a zaowocuje w przyszłości, zapewniam. To do nas należy rozbudzanie w tym małym, młodym człowieku wiary w siebie. Zauważamy jego sukcesy, jesteśmy obok, gdy przeżywa porażki. Takie relacje budują zdrową więź, dają oparcie, które potem pomaga w życiu dorosłym. Jeżeli chcemy, by dziecko w przyszłości umiało samodzielnie zaplanować sobie swój czas, pozwólmy mu na to teraz. Owocem tego będzie to, że podejmie w przyszłości ważne decyzje, bez oglądania się na innych.

Jestem za tym, by rozwijać u dzieci  zainteresowania, ale należy dać im swobodę, wybór, niech próbują. Prowadźmy rozmowy, dyskutujmy, doradzajmy, ale nie zmuszajmy. Niech to dziecko ostatecznie zadecyduje, jak chce spędzać czas wolny. Zaufajmy mu, na pewno w końcu wybierze dobrze.
Nie mówmy dziecku, że  zawiodło. Nie chwalmy, mówiąc „Cieszę się, że dostałeś czwórkę, ale gdybyś popracował bardziej, byłaby piątka. Cieszmy się, bądźmy dumni z dziecka, tylko bez tego „ale”. Kiedy zrobi coś złego, powiedzmy mu o swoich uczuciach – że nie aprobujemy takiego zachowania, nie możemy pozwolić na to. Nie atakujmy dziecka.
Kochajmy i akceptujmy nasze dzieci za to że są, a nie dlatego, że spełniają nasze plany i ambicje.  Dajmy im to, co nic nas nie kosztuje – miłość i czas.
Dzieciństwo powinno być tak piękne, żeby przez całe życie każde wspomnienie o nim przywoływało uśmiech na twarzy.I nasza w tym rola.

Mam przed oczami taki obrazek, który zobaczyłam kiedyś w sieci. Syn w wieku około 10 lat podchodzi do ojca, który czyta gazetę:
- Tato, możemy porozmawiać?
- Nie teraz.
Dzień drugi, ojciec ogląda telewizję:
- Tato, możemy porozmawiać?
- Nie teraz.
Kolejne próby kończą się fiaskiem, bo ojciec na telefon czeka,  coś naprawia, znów czyta albo ogląda telewizję.
I ostatni obrazek – ten sam syn w  wieku już około 15 lat, leży w swoim pokoju na kanapie, obok butelki po wódce, papierosy, jakieś inne używki, okropny bałagan.
- Synu, możemy porozmawiać?
- Nie teraz…..

28 komentarzy:

  1. Bardzo mądre słowa Kasiu - miło Cię poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. czasem tak sobie uswiadamiam, gdy sobie dla siebie samej chwile w ciagu dnia skradne, ze przeciez o te chwile mniej mam czasu dla moich dzieciorkow.... i straszne to uczucie.
    usciski kochana!
    aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, ale broń Boże nie zapominaj o sobie, szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci :)
      Więc daj i sobie chwilę na złapanie oddechu. Ty się zrelaksujesz a dzieci dzięki temu nauczą jak sobie organizować czas wolny, kiedy mama regeneruje siły :)
      Ściskam mocno ♥

      Usuń
    2. wiem wiem :) ale i tak najbardziej szczesliwa jestem jak synio do mnie sie pod kolderke wsuwa noca i mocno przytula :) niby w nocy obudzona a pierwsza mysl i tak jest " oooooo ja tak za toba tesknilam!" :)
      usciski <3

      Usuń
    3. Znamy to, znamy :)

      Usuń
  3. Wspaniałego roku ci życzę Najmądrzejsza na świecie. Bo jak ty napiszesz...Tak strasznie dobrze cię przeczytać, w pewnych momentach jesteś wyrocznią,ale to pewnie wiesz moja Kaan:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulinko, no co ja mam napisać?
      Wierzę w ludzi i w cały ten świat :)
      Dziękuję bardzo ♥

      Usuń
  4. Piękny mądry post.Twoimi zasadami kieruję się w moim życiu i jak narazie moje dzieci są moimi najlepszymi towarzyszami życia,które nie zawodzą mnie.JA im poświęcam swój czas,daję miłość i przyjaźń,wspieram duchowo i finansowo a one pięknei sie rozwijają i stają sie wspaniałymi ludźmi.Bardzo lubię tych ludzi:)))I podziwiam:)))No i czasami sie dziwię jak to sie stało,że są tacy fajni:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dzieciom się daje przykład - a Twoje miały wzór do naśladowania i stąd tacy fajni ludzie z Nich :)
      Gratuluję serdecznie ♥

      Usuń
  5. oj zgrzeszyłam Kasia nie raz ...i wiem o tym .....życie i wychowywanie łatwe nie jest ...moje dziecko jest z tych ,co to wszystko najlepiej wiedzą ,ale nie zamieniłabym go na żadne dziecko spolegliwe....... czasem JEDNAK mam po kokardy :))))))))))))) i wtedy grzeszę :))))))))))))) pięknie napisałaś ..
    .p.s.
    czasem mam wrażenie z obserwacji wynikające ,że dziecko jest tak na przyczepkę ...trzeba ubrać ,dać jeść i kupić grę ....a ono ma się uczyć i być grzeczne .....i słuchać rodziców ,bo oni przecie są nieomylni ...a nawet jak się pomylą ,to przeprosić nawet nie muszą ......buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, kto nie zgrzeszył? Ja nie wierzę w idealnych rodziców, sama nie jestem, choć się staram, jak każdy. A jeżeli tacy są, to chyba współczuję dzieciom i rodzicom - to życie bez emocji, pod kloszem, w "sztucznym" środowisku... Jak nauczyć dziecko rozpoznawania emocji, skoro ich w domu nie widzi? Jak się ma "po kokardy", to dziecko widzi, że też może mieć czegoś dosyć - i walnie poduszką o ścianę, trzaśnie drzwiami, popłacze - znajduje swój sposób na rozładowanie tego złego, co się w nim kumuluje.
      Ważne, by rozmawiać i akceptować, przyznawać się do błędów, bić się w pierś jak trzeba - a z tym u Ciebie nie ma problemu przecież :)

      Usuń
  6. Mam ciarki...
    Jak ja Ci dziękuję za takie wpisy, które mnie raz dwa do pionu stawiają.
    Wielbię !

    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie moje wpisy stawiają do pionu, to Ty sama "się stawiasz" :)
      Ściskam ♥

      Usuń
  7. Wow! Trafiony ... zatopiony ... przynajmniej w jednym punkcie . Ide odrobic lekcje, moze nie jest za pozno, w koncu dzieci szybko dorastaja. Udanego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Życie codzienne dostarcza bardzo wielu smutnych przykładów, a i ja sama tez nie jestem bez winy usprawiedliwiam się czasem, że zmęczona, że tyle pracy, bo dom budować trzeba... Na szczęście przychodzi tez opamiętanie i staramy się wszystko nadrabiać, bo czas tak szybko mija... A tego przytulania i całowania, "ochów" i "achów", to moje dziecko ma po dziurki w nosie, bo czasem słyszę "ale bawimy się bez rozmawiania o kochaniu zgoda?" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, no tak, więcej słów nie trzeba :)

      Usuń
  9. Wspaniały post!! Kasiu, ja jestem takim dzieckiem, które musiało się bardzo dobrze uczyć, nie sprawiać problemów, nie mogło mieć własnego zdania, bo "pyskuje", nie mogło mieć chłopaka, bo zajdzie w ciążę, nie mogło sobie nic kupować, bo trzeba oszczędzać pieniądze itd. Teraz mam 32 lata, kochającego męża, dwoje wspaniałych dzieci. Mimo to dotąd byłam zakompleksiona i zalękniona. Postanowiłam to zmienić i wraz z Nowym Rokiem zacząć pracę nad sobą. Jest coraz lepiej :). Nareszcie zaczęłam wierzyć w siebie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, tak bardzo Ci kibicuję i trzymam kciuki i cieszę się, że zmierzasz do celu :)
      Dziękuję za Twoje słowa na moim blogu, pozdrawiam ♥

      Usuń
  10. Chciałabym aby ten Nowy Rok niósł ze sobą Twoje przesłanie :)) Najlepszego KAsiu ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♥
      Wszystkiego dobrego!

      Usuń
  11. Jak zwykle Kasiu dajesz do myślenia i poruszasz coś ważnego, coś o czym czasami zapominamy. Na pewno przeczytanie Twojego postu pozwoli mi się ocknąć jeśli będę miała ochotę powiedzieć "Nie mam czasu" "Nie teraz"...
    Dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, ja myślę, że dziecko może od nas usłyszeć, "nie mam czasu", "potem". Rodzice to nie roboty, mają dni lepsze i gorsze, obowiązki, różne sprawy na głowie i nie można udawać przy dziecku, że zawsze jesteśmy gotowi na zabawę czy rozmowę.
      Mamy prawo powiedzieć "później", ale kiedy to mówimy, to określmy kiedy, np. "Teraz nie mogę się z tobą pobawić, ale jak zrobię sałatkę, to wtedy spędzimy razem czas". Choć rozmawiać też można podczas wykonywania różnych czynności domowych, ważne, by to było aktywne słuchanie.

      Musimy dać dziecku komunikat, że go słuchamy, ale np. jesteśmy zajęci, zmęczeni w danej chwili ale jak tylko poczujemy się lepiej, zrobimy co trzeba, to chwila wspólnej zabawy nastąpi. I co najważniejsze, dotrzymajmy wtedy słowa :)
      Ściskam.

      Usuń
  12. Co prawda sama dzieci nie mam i nie planuje, ale niestety obserwujac znajomych i spoleczenstwo jest jak piszesz...smutne to, bo rodzice zyja jak zaprogramowane maszynki i wielu waznych rzeczy nie zauwazaja. A szkoda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przez to dzieci tak samo żyją, bo skąd niby ten przykład mają brać? Szkoda...

      Usuń
  13. Pięknie napisałaś, Kasiu, (jak zawsze), ale czytając to miałam taką refleksję, że życie toczy się tak szybko i nierzadko w takim stresie, że zapominamy o tym, co najważniejsze, dajemy upust nagromadzonym nerwom i słabościom. Wielu rodziców na pewno wie, że trzeba dziecko chwalić, doceniać, a szara zawrotna i trudna codzienność kieruje naszymi czynami... łatwiej jest chyba też opiekunom i nauczycielom, niż rodzicom, (ja, jako niania i jako przedszkolanka zawsze wiedziałam, jak wspierać dziecko, ale rodzice zwykle chcą dobrze, to i po swojemu "wspierają". Może też tak byli wychowani?
    Nie mniej jednak bardzo dobrze, że o tym piszesz, takie myśli trzeba głosić.
    Oglądałam niedawno dokument o życiu Astrid Lindgren, wzruszenie ściskało mnie mocno za gardło, gdy widziałam, jak zza sejmowej mównicy (w Niemczech) mówiła głośno, że dzieci nie wolno bić. Wszędzie tak mówiła i doprowadziła w końcu do tego, że bicie dzieci jest dzisiaj uważane za przemoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci:)

      Astrid Lindgren kochała dzieci, więc ich dobro stawiała ponad wszystko, godna naśladowania. Nie wychowa się dziecka nie popełniając błędów, ważne, by zdawać sobie z tego sprawę i "dwa razy nie wchodzić do tej samej rzeki".
      Ściskam :*

      Usuń