środa, 21 stycznia 2015

Intuicyjnie

Czuję się zaszczycona, że mój syn wybrał sobie nas na rodziców.
Wszystko na tym świecie dzieje się po coś. Tak czasami sobie myślę, że każde zdarzenie pociąga za sobą kolejne, bez jednego drugie się może nie wydarzyć.
Mój syn zdecydował się pojawić w naszym życiu wcześnie. Bo nie każda dziewczyna w wieku 20 lat jest przygotowana na to, by zostać mamą. Strach, który z reguły bierze się z niewiedzy, opinia publiczna, spinanie się, chęć walki i pokazania światu, że się podoła. Dziś, po tych 17 latach myślę zupełnie inaczej. Po co udowadniać coś komuś? Ludziom, z którymi nie spotykasz się na co dzień, z których opinią nie liczysz się wcale. Którzy najwięcej wiedzą i rady potrafią udzielać na temat wychowania czyjegoś dziecka a sami polegli na polu bitwy.
A jak pani to dziecko wychowuje? Która z nas tego nie słyszała?
Wychowuję tak, jak mi się chce.
Kiedy mamy ochotę, to rozmawiamy pół dnia, pieczemy razem ciasto czy robimy sałatkę ale bywa i tak, że potrafimy spędzić pół dnia przed telewizorem czy komputerem.
Kiedy mam ochotę, to lepię pierogi z jagodami na kolację a jak nie, to kupujemy pizzę mrożoną i podpiekamy w piekarniku.
Jak chcę być stanowcza, to mu za żadne skarby tych chipsów nie kupuję, ale bywa, że ulegam.

I mogłabym z racji swojego zawodu, wypisać tu dziesiątki różnych metod, jakimi trzeba się kierować wychowując dziecko. Ale nie będę przebijać poradników, których na rynku jest zatrzęsienie, nie będę się mądrzyć, swojego zdania bronić, przekonywać, roztrząsać.
Nie wiem, które metody są najlepsze, ja działam intuicyjnie.
Zawsze zadaję sobie pytanie, jak bym się czuła, gdyby ktoś przy mnie zareagował tak, jak ja przy dziecku swoim? Przypominam sobie, jak czasami przykro mi było, gdy ktoś moje „problemy” ignorował. Staram się tych błędów nie popełniać.

Mówi, że ta biologia go stresuje? To nic, że przez myśl mi przeleci „Dziecko, jaki stres? Stres to przeżywała twoja prababcia gdy jej męża na rozstrzelanie zabrali podczas wojny", ale miałam i ja 17 lat i wtedy pryszcz na czole przed dyskoteką to był stres największy i on ma prawo tak to wszystko teraz odbierać. Więc mówię, że rozumiem, że widzę, że się stara i zawsze służę pomocą.
Chce czasami zostać w domu, naładować akumulatory, pospać sobie do południa? Pozwalam mu na to, bo widzę, że się uczy wieczorami, uczciwie informuje o ocenach, nie wagaruje. Tym zdobywa moje zaufanie i ja mu je okazuję. I usprawiedliwienie piszę i szczerze wychowawcy mówię, że czasami daję mu odsapnąć.
Nie męczę pytaniami, nie dociekam, nie pouczam, nie sprawdzam stale. Znam jego hasło na fb, on zna moje. Nie zmienialiśmy ani razu. Nie loguję się na jego konto, szanuję jego prywatność, bo przecież chcę, by moja poszanowana była.
Nie używam „ja to w twoim wieku”, bo ja co w jego wieku? Nie miałam sekretów? Nie byłam zakochana? Nie złościłam się na rodziców?
Pozwalam, by próbował, by szukał, odkrywał w sobie pasję. Był basen, był taniec, karate, języki obce. Z każdych tych zajęć coś wyniósł, każde z tych zajęć miało wpływ na jego poglądy, postawę.
Kiedy je na mieście (rzadko to się zdarza), wysyła mi sms, że obiadu w domu nie zje. Ok, też kiedyś wolałam zapiekankę zjeść w towarzystwie koleżanek. Nie robię problemu, nie zrzędzę, że stałam, gotowałam, a on nie docenia. Przecież poinformował.
I często słyszy też o naszych potrzebach. Kiedy oglądamy film a on wchodzi chce przełączyć na inny kanał, protestuję. Nie robię z siebie matki uległej „Oglądajmy to, co ty chcesz synu”, ani matki cierpiętnicy „Chciałam ten film obejrzeć, ale to nic, to ty jesteś najważniejszy, może kiedyś mi się uda”. Staram się być matką asertywną.
Kiedy chcę, by usłyszał coś miłego, to mówię mu to wprost i chwalę często. Nie krytykujemy w obecności innych. Problemy roztrząsamy we trójkę.
Wyobraźcie sobie sytuację, że ktoś o was mówi źle, wy stoicie obok i słyszycie „pani Iza w dwa dni pojęła to wszystko, a pani Ania to jakoś nie może tego ogarnąć, a tydzień pracy ma już za sobą”.
Miło?
A stałe wywyższanie?
Nikt tak jak ty nie rysuje, nikt nie ma tak pięknych włosów, jak ty. Nikt tak się ładnie nie ubiera. Żadne dziecko tak nie potrafi śpiewać i tańczyć, jak ty. Jak ty coś powiesz, to aż miło posłuchać. I idzie takie dziecko do szkoły i co? I tam dziesiątki takich dzieci spotyka – pięknie rysujących, recytujących, wyglądających. Rozczarowanie, bo przecież babcia i rodzice mówili, że tylko on, a tu inni też. Czy to możliwe?
Ano, możliwe. Nie rób z dziecka "pomnika", bo kto z nas jest idealny? Co będzie, jak dziecko zda sobie sprawę z tego, że nie spełnia tych oczekiwań? Bo rysunek nie wyszedł a kolega taki piękny wykonał, a inny śpiewa tak, że kamień kruszy.
Ile czasu można ten mit podtrzymywać? Idealne dziecko idealnych rodziców? Nie ma takich dzieci, nie ma takich rodziców. Chyba, że chcesz wierzyć w to, że masz idealne dziecko by mówić o sobie „idealna matka” – współczuję, bo odbierasz w ten sposób prawo dziecku do pomyłki, do złości, do smutku. W przyszłości będzie starało się za wszelką cenę sprostać wymaganiom. Ja bym oszalała.
Dziecko nie musi być idealne. Ty też nie.

Tak, takie relacje mam z synem, tak go wychowujemy, po swojemu. W swoim życiu (na studiach) przeczytałam dwa poradniki dotyczące wychowania dziecka. Jeden to czysta teoria. Nie lubię szkoleń w formie wykładów, nie będę wychowywać dziecka według definicji. Wychowanie to bardzo trudny, złożony proces, niech zatem będzie świadomy.
 
Pewne błędy popełniamy nieświadomie, ważne, by czasami ktoś nam je uświadomił. I robił to mądrze, bez ataku i chamskiej krytyki.
I oby intuicja nie zawodziła a miłość obustronna pomagała pokonywać przeszkody.


20 komentarzy:

  1. Mądrze napisane, mądre rodzicielstwo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bo przeciez najwazniejsze jest, zeby pamietac ze tez sie kiedys takim bylo :)
    usciski!
    aneta

    OdpowiedzUsuń
  3. Staram się właśnie tak wychowywać choć przyznaję, że często mnie ponosi i porównuję się z innymi tzn genialność moich dzieci:) Takie małe grzeszki:) Za to zdecydowanie im powtarzam, że pomnikiem nie jestem i tysiące głupot robiłam, na wagarach byłam, fajki w szkolnym kiblu paliłam itp. W takich chwilach widzę zachwyt w oczach u starszej:) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja takie grzeszki miałam, ale w sumie nie przeszkadzają mi one ;)

      Usuń
  4. Kasia są rzeczy ,które w nerwach zawalam :)))) przyznam się ,że i matką idealną idealnego dziecka CZASEM chcę być ,żeby np nie dać powodów do złego gadania ....ale choćby czasem na rzęsach się stawało ,to i tak źle mówić będą ,bo się tym karmią :)))...więc opamiętywuję się CZASEM :))))) cała reszta wygląda podobnie ...... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadać zawsze będą, ja to wiem ;) rób tak, by Tobie i Twoim bliskim było dobrze.
      Ściskam ♥

      Usuń
  5. Kasiu ... gdyby wszyscy tak ... ech świat inny byłby ... ale jak piszesz nikt nie jest idealny ;)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Olu nasz świat był serdeczny, całego nie zmienimy.
      Ściskam ♥

      Usuń
  6. Poradniki to czysta teoria. My rodzice, potrzbujemy opinii, dowodu na to, że coś działa. Twój syn jest tym dowodem, Twoje metody też.
    Takich "lekcji" mi trzeba.
    Dziękuję :)
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasiu tak jak piszesz nie ma recepty, złotych rad, salomonowych mądrości, bo dzieci różne, a i my różny dajemy im przykład, nie zawsze chlubny ale takie życie. Błędy nie są tylko po to żeby się ich wstydzić ale i po to żeby się na nich uczyć. Pozwólmy uczyć się też naszym dzieciom. Tego bym sobie życzyła na przyszłość. Dystansu i zaufania do mojego mądrego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo do błędu, każdy ma prawo do naprawienia go, nie każdy o tym pamięta.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Można Ciebie czytać godzinami, tyle tu prawdy i mądrości życiowej w Twoich słowach...

    OdpowiedzUsuń
  9. Rodzicielstwo to niesamowity dar, i to od nas samych zależy jak nasze dziecko będzie w przyszłosci postrzegac świat, czy będzie miało w nas oparcie, a tym samym łatwiej mu będzie przezwyciężać problemy. To my dajemy mu siłę.
    Piękny post, taki prawdziwy.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudno przestac czytac :) Swietne teksty o rodzicielstwie! Bardzo mi z Twoimi opiniami po drodze. Naprawde dobrze uslyszec glos madrej kobiety, madrej matki, ktora nie udaje kogos, kim nie jest. Bardzo do mnie przemawia Twoja blogowa naturalnosc, uczciowosc i prawda.
    Wchodzenia w skore dziecka nauczyla mnie moja najmlodsza siostra (6 lat roznicy miedzy nami). Jakos tak sie stalo, a moze naturalnie potoczylo, ze bardzo duzo czasu z nia spedzalam odkad byla rozumiejacym dzieckiem, a ja zdolnym do opieki dzieckiem: odprowadzalam do przedszkola, uczylam skakac z rozbujanej hustawki, czytalam ksiazki, pisalam gazetke (dla tego jednego czytelnika), dawalm buziaki na dobranoc, uspokajalam i odganialam strachy. Zrozumialam wtedy (a sama bylam smarkata przeciez) jak bardzo jej problemy roznia sie od moich, tzn. nie sa w moim odczuciu zadnymi problemami. I pomyslalam, ze tak samo rodzice widza moje problemy, a co dopiero najmlodszego dziecka... Bylo to dla mnie budujace odkrycie. Nie zalamalo mnie w zaden sposob, nie zamknelam sie w sobie, nie zbuntowalam przeciw temu, a stawalam sie czesto rzecznikiem swojej siostry: rodzicom czy rodzenstwu trzeba bylo czasami przypomniec, ze to moze jest dla nas smieszne, ale to jest wlasnie TERAZ OLBRZYMI DLA NIEJ problem. Ta empatia to chyba jedyny taki bagaz, z ktorym rozpoczelam swoja przygode matki. Reszta to intuicja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za takie mądre słowa. Miło się je czyta. Dorośli zapominają, że dziecko to człowiek, ze swoimi problemami, troskami i radościami. Serce mi się śmieje, kiedy czytam, że ktoś to rozumie, ba!, nawet innym stara się tłumaczyć.
      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam zawsze:)
      Kasia

      Usuń