sobota, 28 lutego 2015

Bez podziałów

Źródłem wszystkich naszych bied jest porównywanie, powiedział Soren Kierkegaard i miał rację.

Pewnego dnia przyszła do mnie na zajęcia sześcioletnia dziewczynka. Śliczna, o nieziemskim spojrzeniu i bardzo mądra. Włosy niedawno ścięte przez mamę, nierówno, fryzura aż się prosiła o poprawienie. Nogawki w spodniach dresowych maksymalnie odtoczone, by służyły jak najdłużej jeszcze. Przyciasna bluza, w pięknym kolorze morza, który jeszcze bardziej podkreślał błękit jej oczu. Uśmiechnięta, szczęśliwa mała dziewczynka. Z miłością opowiada, jak wczoraj z tatą układała puzzle i pomagała mamie smażyć placki ziemniaczane. Pomyślałam sobie, żeby tylko rówieśnicy nie zaczęli porównywać, wytykać tych spodni przykrótkich, gnębić.

Pani Ania mieszka z dziećmi w jednym pokoju. Gdy syn poszedł do I klasy, kupiła na wyprzedaży farbę i odświeżyła pokój, bo syn chciał zapraszać do siebie kolegów. Ci przyszli raz. Nudzili się, oglądali pomieszczenie, zadawali mnóstwo pytań, byli ciekawi, jak to dzieci. Dlaczego jej syn śpi w jednym pokoju z mamą i rodzeństwem? Dlaczego nie mają komputera i fajnych zabawek, którymi można by było się bawić? Dlaczego nie ma specjalnych butów do grania w piłkę? Nie wiedziała, co powiedzieć, gdy syn patrzył na nią tym wzrokiem błagalnym, by coś w końcu wymyśliła. Nie wymyśliła nic, bo które z tych dzieci zrozumie, co to znaczy żyć skromnie, biednie?

Basia ma dwóch braci i dwie siostry. Uczy się w gimnazjum. Mieszkają z mamą na wsi, tata ich zostawił. Mama pracuje w fabryce mebli. Sama szyje im ubrania, przerabia to, co się da przerobić. Dzieci chodzą czysto ubrane, rówieśnicy czasami krytycznym okiem spoglądają na Basię, jednak nic nie mówią. Ona sama widzi, że odstaje od nich pod względem ubioru i gadżetów. Jednak na każdą klasową imprezę, przynosi najlepsze ciasta, pieczone przez mamę. Basia zdobywa puchary w zawodach sportowych. Biega jak antylopa, przynajmniej w tym jestem dobra, mówi. Nie tylko w tym i wymieniam jej cechy charakteru, z których może być dumna, których próżno szukać u innych, nawet dorosłych. Basia pąsowieje, uśmiecha się szeroko, jej oczy błyszczą, moje nachodzą łzami.

Jest rok 1990. W mojej klasie szał na dżinsowe spódnice. Koleżanki mają, przeważnie z pewexu. Moi rodzice wiedzą, że marzę o takiej. Tata jeździ i szuka, nie znajduje a na zakupy w pewexie nas nie stać. Mówię koleżankom, że też mam, jednak jest za zimno, by w niej do szkoły przychodzić. Zwodzę je tak długo jak się da. W końcu jedna z nich mówi, że jak w poniedziałek nie przyjdę w niej do szkoły, to znaczy, że kłamię, że wcale jej nie kupiłam. Jest piątek a ja przez dwa dni myślę, skąd ja ją wezmę? W niedzielę tata wraca z Białegostoku, wstąpił na rynek i kupił mi ją - czarną, dżinsową, wymarzoną spódnicę, którą zakładam w poniedziałek do szkoły.

Wszystkie dzieci z historii przytoczonych powyżej są dziećmi bardzo kochanymi. Dostają od rodziców czułość, czas i miłość. Jest między nimi silna więź i zrozumienie. Ale czy w dzisiejszym świecie to wystarczy? Dziecko w miarę upływu czasu, samo zauważy, że różni się od rówieśników ale co, jeśli koledzy wcześniej zaczną o tym mówić? Wytykać palcami? Porównywać? Jak przygotować na to dziecko? 
Tutaj rola rodziców, wszystkich, by od najmłodszych lat uczyć dzieci, że w życiu nie liczy się reklama czy metka na ubraniu, liczy się człowiek, jego wartość i wartości przez nas wyznawane.  Nie tylko dzieci są okrutne w ocenianiu innych, rodzice również i robią to czasami nieświadomie, w obecności dziecka, które potem powiela to zachowanie. Można mieszkać w rodzinie biednej i mieć miłości pod dostatkiem, ale można też żyć w rodzinie bogatej, gdzie miłości się nie znajdzie. Ale świat jest taki, że na miłość dziś mało kto zwraca uwagę, za to metkę przy spodniach widzi się od razu. Ale może być tak, że Antek nosi buty Sorel i spodnie za 200 zł, których nie może pobrudzić a Ewa nosi dziury na kolanach i cechy dziecka szczęśliwego.
Społeczeństwo nie lubi biedy, bo uważa, że za nią stoi alkoholizm, niezaradność rodziców a tak nie zawsze jest. Współczucie wzbudza w nas dziecko chore, dziecko biedne nieszczególnie. Trzeba by się zatrzymać, przypomnieć sobie, jak wygląda świat z dziecięcej perspektywy, sięgnąć w głąb serca, przeanalizować. Porównywanie boli, stała walka o miejsce w grupie wyczerpuje strasznie a ból, który w tym czasie wzrasta w dziecku przekracza jego wytrzymałość. I ta miłość wielka wyniesiona z domu nie wystarczy, ona nie stanie się tarczą ochronną. 


Na co dzień każdy z nas potrzebuje słów, gestów które potwierdzą naszą przynależność do jakiejś wspólnoty. W każdym z nas, niezależnie od wieku jest ogromne pragnienie bycia z innymi bez podziałów.

40 komentarzy:

  1. Pieknie napisane:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Szkoda, że takie właśnie :(

      Usuń
  3. mnie przeraża tylko to, że większość szydzi z biedy ......w ogóle nie rozumiem dlaczego dzieci są tak okrutne dla siebie .....dlaczego rodzice nie uczą ich współczucia ,empatii ...masakara ....echhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tego nie rozumiem, że dzieci właśnie. Mali ludzie, którzy się życia uczą a tyle w nich jadu, chęci by dominować. Przykre to bardzo i smutne zarazem.

      Usuń
  4. Tak, założy matka dziecku spodnie za 200 zł i jeszcze mu powie, ile kosztowały i że wygląda najpiękniej. Potem się dziwimy, ze takie kwiatki, że marka i cena jest ponad wszystko. Sami uczymy tego dzieci, nie skończy się to zanim się nie opamiętamy. Ale sami byśmy chcieli bez tych podziałów żyć, o tak!
    Bardzo dobry tekst, bardzo!

    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech te spodnie drogie noszą i co tam tylko chcą, ale to nie upoważnia ich do naśmiewania się z innych, do ubliżania, do wytykania palcami. Czasami sobie myślę, że w niektórych domach z dziećmi się nie rozmawia, bo jak zwracam uwagę dziecku, że źle postępuje, to jest zdziwione, jakby chciało zapytać "ale o co chodzi?" Czyli chyba nie rozróżniają za bardzo dobra od zła, niestety.
      Dziękuję.

      Usuń
    2. Świetny tekst. Bardzo ważny w czasach wszechobecnego konsjumpcjonizmu...
      Pozdrawiam
      Marta

      Usuń
    3. Dziękuję Marto :)

      Usuń
  5. Porównywania chyba się nie da uniknąć, niestety.
    A czy można być na to przygotowanym?
    Samo życie;-( też wielokrotnie odstawałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moglibyśmy przecież tak pięknie się różnić...

      Usuń
  6. Pamiętam jak ja odstawałam od reszty...i za wszelką cenę chciałam mieć to co inny by należęc do jakieś grupy.....z czasem zrozumiałam ze nie warto...że rówieśnicy powinni mnie lubić za to jaka jestem a nie za to co mam....i miałam grupę znajmych których było stać na wiele podczas gdy moich rodziców już nie. Teraz po latach wiem, że oni uczyli się czegoś ode mnie tak samo jak ja uczyłam się od nich:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrze bardzo, szczególnie to, że zdałaś sobie sprawę z tego, że się lubi człowieka za to, jakim jest a nie za to co posiada. Większości dzieci trudno to zrozumieć, na nic tłumaczenie, że jest mądre, że umie, one wiedzą , że odstają a rówieśnicy często im o tym przypominają, niestety.

      Usuń
  7. Mój synek jest teraz w grupie 4-latków w przedszkolu i już takie małe dzieci zwracają uwagę na to, czy ma nowe czy stare (czyt. noszone już jakiś czas) kapcie, czy nosi rajtuzy czy dresy... Straszne to. Ja na szczęście trafiałam w swoim życiu na osoby, dla których metki nie miały znaczenia. Chciałabym, żeby moje dzieci miały w sobie siłę, by stawić czoła temu światu, by być sobą, by nie czuć się gorszymi. Poruszyłaś ważny temat Kasiu. Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, dziękuję:)
      Oby wszystkie dzieci miały w sobie siłę i odwagę, by stawić czoła temu, z czym się nie zgadzają i umiały obronić tych, którzy są słabsi. Oby umiały podać dłoń leżącemu a nie go kopnąć.

      Usuń
  8. Temat bardzo wazny i porusza do myslenia ale tez i emocjonalnie. Obawiam sie jednak, ze rozwoj jaki nastepuje we wszystkich krajach dobrobytu dzieli spoleczenstwo na tych lepiej i gorzej sytuowanych, a i dalsze pokolenia wychowane w dobrobycie beda mialy trudnosci aby zauwazyc, zrozumiec tych mniej zamoznych albo biednych. Moze by taka kuracja 5:2 , tzn piec dni ubieram sie jak zwykle a dwa dni w tygodniu zyje i ubieram sie jak -ajskromniej, jak najprosciej, w stare ale czyste ubranie, w stare buty, bez ozdob bling-bling. Niech sie dzieje co chce, niech moi koledzy znajomi mnie nie rozpoznaja, niech komentuja, moze wtedy dowiem sie co przechodza ci ktorzy nie maja takich bogatych rodzicow. Dzieki i serdecznie pozdrawiam, :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, widać to coraz bardziej. Ubrania, gadżet, domy, samochody, chęć posiadania, stale niezaspokojone potrzeby i pragnienia, porównywanie, coraz bardziej będzie dzielić, zdaję sobie sprawę z tego.
      Kuracja to świetny pomysł, wart rozważenia.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Znam ten problem odposzewki, bo Ja też odstawałam... Nie było łatwo, ale było to dla mnie uczące.Nauczyłam się rozpoznawać fałsz w ludziach i z wieloma nie chcę mieć nic wspólnego.
    Zycie w dzisiejszych czasach nie jest łatwe.... Wystarczy przejść się tylko po blogach wnętrzarskich. Patrzę na te wszystkie wspaniałe domy (i nie piszę tego z zazdrości), ludzie którzy mają tyle, ciągle coś zmieniają, pędzą za przepychem i błyskiem i... nadal czują się puści, bo czegoś brak (czego?)
    Różnice i podziały były i chyba zawsze będą... Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, tylko żeby te porównania dotykały tych, którzy będą potrafili się obronić, a nie dzieci, które ufnie patrzą na świat i wierzą, że wszyscy są dobrzy, bez względu na stan posiadania.

      Usuń
  10. Podpisuję się i ja pod stwierdzeniem Kierkegaarda, o ile łatwiej by się żyło bez porównywania.
    Trochę przeraża mnie ta pogoń za metką, marką. Po takiej drodze gubi się przecież tak wiele ważnych rzeczy.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgubić łatwo, potem trudniej znaleźć, cofnąć wypowiedzianych słów się nie da, niestety a ludzie są czasami straszni w swoich ocenach, w swoich porównywaniach.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Ten cytat powinien dać do myślenia, bo gdzieś sami bierzemy w tym udział poniekąd. Nie dziwmy się więc dzieciom, że takie są, pracujmy nad sobą. Taka smutna autorefleksja mnie naszła :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nachodzi dość często, wszystko w tym życiu podlega ocenie, porównaniom i potem się dziwimy.
      Ech...

      Usuń
  12. Rodzice porównują dzieci między sobą. Dostałeś czwórkę? A co Ala? (nie daj Boże jak dostanie 5). Sąsiad ma nowy samochód, żona jakiegoś tam pracę dostała, dziecko przyjęte do przedszkola, widocznie po znajomości, film "Ida" dostał Oscara ale Kulesza miała brzydką sukienkę, itp. Dopóki dorośli się nie zmieną, nie zmienią się dzieci, taka prawda, niestety.
    Bardzo potrzebny i mądry wpis.
    Bardzo llubię.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dzieciom się daje przykład, a tak często dorośli o tym zapominają.
      Dziękuję :)

      Usuń
  13. Dzieci uczą się od nas. Znam dzieci z bogatych domów, które nie wywyższają się, nie tworzą zamkniętego kręgu 'swoich' i mają szacunek dla innych, dla każdego. Ale znam i takie, które potrafią wyśmiewać się z kolegi, bo ma 'niemodną' bluzke...

    Trafiłam ostatnio na jednym z blogow na tekst... 'dzieciecy personal shopper' dla tych, ktorzy nie wiedza, jak ubrac dziecko.
    Nasz konsumpcjonizm doprowadzi nas do zlego. Wszystko na pokaz, z metka, firmowe, takie same, z dizajnem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja takie dzieci znam i takich dorosłych też. Dlatego powtarzam, że dzieciom się daje przykład. Dawajmy zatem dobry przykład.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  14. Piękny tekst, aż mi się łza w oku zakręciła. Tak, bieda i jej odbiór w społeczeństwie to dziś ogromny problem. Dzisiaj świat i wielu ludzi jest nastawiony po prostu na konsumpcję bez umiaru. Cechą bardzo pożądaną jest umiejętność wpasowania się w pewne ramy. Chociaż tak chyba było zawsze... Człowiek, który nie pasował, zawsze był wyśmiewany, wyszydzany, odrzucany, bo taka jest natura człowieka. A dzieci są tego najlepszym przykładem.
    Nie zgodzę się jednak, że społeczeństwo nie lubi biedy, bo ta kojarzy się z patologią. Wydaje mi się, że to zbytnie uproszczenie. Mam wrażenie, że społeczeństwo nie lubi biedy, bo kiedy już ktoś ją dostrzeże, to wypadałoby coś zrobić, podjąć jakieś działania, a na to część ludzi jest po prostu albo za leniwa, albo mentalnie nie jest do tego przygotowana, albo najzwyczajniej w świecie egoistyczna. Bo pomoc innym zawsze wiąże się z dzieleniem się tym, co sami mamy. Nie możemy dać czegoś, czego nie mamy, więc musimy uszczuplić nasze zasoby - pieniędzy, czasu czy po prostu uwagi. Jeśli widzę, że komuś jest gorzej niż mi, to moim moralnym obowiązkiem jest pomoc tej "pokrzywdzonej" osobie. Ale wygodniej jest przypiąć łatkę, że im jest tak ciężko, bo sami sobie winni, bo alkohol, bo narkotyki bo coś tam innego... Mam wymówkę, żeby nic nie robić, bo przecież wszystko, co zrobię to i tak pójdzie w alkohol, narkotyki, więc będzie na marne. Więc lepiej nie podchodzić i oceniać z daleka...
    Smutne to. Ale można z tym walczyć, musimy z tym walczyć. I właśnie takie teksty jak ten to wyśmienita broń do tej walki...
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, jak pracowałam w pewnym ośrodku terapeutycznym to słyszałam nie raz, że ten czy tamten z rodziny patologicznej, bo spodnie ma znoszone, bluzę przyciasną, włosy przetłuszczone. Potem się okazywało, że matka samotnie dzieci wychowuje i próżno w tym domu patologii szukać.
      Ale masz rację, świetna uwaga - "społeczeństwo nie lubi biedy, bo kiedy już ktoś ją dostrzeże, to wypadałoby coś zrobić, podjąć jakieś działania, a na to część ludzi jest po prostu albo za leniwa, albo mentalnie nie jest do tego przygotowana, albo najzwyczajniej w świecie egoistyczna". Nie pomyślałam o ty, a to przecież oczywiste.
      Pozdrawiam cię Aniu i dziękuję za trafne spostrzeżenia, uwielbiam, jak mnie tacy ludzie odwiedzają :)

      Usuń
  15. Trafiłam tu z zestawienia Mądrych Rodziców. Piękny tekst!
    W mojej szkole było podobnie, przy czym dzieci najlepiej ubrane, z wysokim kieszonkowym "rządziły" klasą, utworzyła się sztywna hierarchia. Nauczyciele wcale nie próbowali tego prostować, wręcz faworyzowali te dzieci. Dlatego bardzo podoba mi się Twoje podejście i rozmowy z dziećmi.
    Ja należałam do grupy średniaków, więc specjalnie na tym nie ucierpiałam, ale doskonale pamiętam, że były też w naszej klasie dzieci gnębione, nielubiane.
    Zgadzam się, że jako rodzice powinniśmy tłumaczyć dzieciom, co jest naprawdę ważne w drugim człowieku i mieć nadzieję, że to zaprocentuje. Jednak z drugiej strony na studiach, na zajęciach z psychologii uczono nas, że w wieku szkolnym największy wpływ na dziecko i tak ma grupa rówieśnicza (nie pamiętam dokładnych liczb, ale procentowo wpływ grupy rówieśniczej jest podobno o wiele większy niż rodziców). Dziecko musiałoby mieć naprawdę silny charakter, odwagę cywilną i ogromną pewność własnej pozycji w grupie, aby nie poddać się mechanizmom nią rządzącym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Reniu Cię gościć u siebie, wpadaj jak najczęściej :)
      Pamiętam i ja ze swojej szkoły to faworyzowanie - uczniowie rodziców "wysoko" postawionych, bogatych, wpływowych stawiani byli na piedestale. Nawet pamiętam taką uczennicę, której ojciec był "kimś" i nauczyciele pozwalali, by opowiadała temat lekcji na ucho nauczycielce, bo się krępowała publicznie mówić i zawsze 5 dostawała. Ja się sprawiedliwości domagałam i za to mój tata co piątek się w szkole pojawiał i rozmawiał z dyrektorem ;)
      Dlatego powtarzam - rodzice, nauczyciele, obudźcie się!
      Ściskam♥

      Usuń
  16. Zastanawiam się ... Jestem mamą niespełna 6latka, który drugi rok już chodzi do przedszkola. Nie sądzę, by dzieciaki w tym wieku zwracały uwagę na ubrania (a dodam, że moje dziecko jest w przedszkolu niepublicznym). Nigdy nie zapomnę jaka mama jednego chłopca pytała mi się gdzie kupić sandały ze Spidermanem, bo kupiła adidasa a mały nie chce nosi, bo on chce ze Spidermanem i koniec.A nie były drogie. ;) Żadna tam marka.
    Nic nie robiło większej furory w przedszkolu niż skarpetki z hulkiem, a nikogo nie interesowało, że kupiłam je w jednej z sieciówek. Był zielony Hulk i koniec.
    Moje dziecko ma kurtkę z Baby GAP i dopóki ktoś nie przeczyta na metce to też tego nie wie. Moje dziecko ma buty do przedszkola za prawie stówę, ale on o tym nie wie. Jego koledzy w przedszkolu też pewnie nie wiedzą.
    Więc trudno wyobrazić mi sobie grupę takich maluchów - jak ktoś napisał nawet 4latków! - którzy zwracają aż tak uwagę na ubiór. Zwracają, ale pod innym kątem.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak jest w grupie przedszkolnej. Dzieci sześcioletnie przychodzą do mnie na zajęcia indywidualne, nie pracuję jako nauczycielka w grupie. Choć mogę śmiało stwierdzić, ze w tym wieku marka nie odgrywa znaczenia, raczej tak jak piszesz, postać z bajki czy książki. Ale wiem też, że są rodzice, którzy informują dziecko, ile dana rzecz kosztuje, bo taki maluch podchodzi do drugiego i mówi, że ma buty adidas za 200 zł, choć wiem, że mówi to nieświadomie, bo nawet pojęcia liczby nie zna, nie mówiąc o pojęciu złotówki ;) Bywają też takie dzieci, które idąc do przedszkola są przekonane o swojej genialności - najlepiej wygląda, najpiękniej śpiewa i rysuje, to mu wpajali rodzice zanim posłali je do placówki a potem zderzenie z rzeczywistością, że takich dzieci jest więcej, nie tylko ono, taki "geniusz" i zazdrość i płacz.Dzieci w szkole zwracają uwagę na wygląd, niestety - widzę i słyszę. Mało tego, potrafią powiedzieć, że np. Michał jest biedny, bo trzeci dzień w tych samych spodniach chodzi i ma kanapkę z paprykarzem (dziesięciolatki) a mama mówiła, ze jego tata nie pracuje i pije wódkę. Zastanówmy się, jakie tematy poruszamy przy dziecku? I dlatego tak jak napisałam, nasza w tym rola, by uczyć siebie i dzieci życia bez podziałów.

      Usuń
  17. Piękny tekst.
    Trafiłam tu przez zestawienie blogów z portalu Mądrzy Rodzice. I ciesze się, że zaglądnęłam tam i w tym tygodniu, bo znalazłam jeden z najlepszych tekstów jaki przeczytałam.
    Pozdrawiam Mama Trojaczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja Ci tej trójki zazdroszczę - tak pozytywnie.
      Jesteś moim wzorem, wiesz? ♥
      Dziękuję Ci za Twoje słowa.

      Usuń
    2. Ja twoim wzorem? hmmm a to ciekawe :)

      Usuń
    3. Tak, byłam na blogu Twoim, czytałam, podziwiałam zdjęcia - taka radość szczera z nich bije, miłość a ja się spotyka w pracy z matkami, które mając jedno dziecko mówią: "Pani kochana, bym już dziś oddała, bo mnie do szału doprowadza, gówniarz" i dlatego takie mamy jak Ty za wzór stawiam :)

      Usuń