piątek, 6 lutego 2015

Czystość niewskazana

Wczoraj odwiedziłam koleżankę, której urodził się prześliczny synek. Mieszkają tak sobie we czwórkę na poddaszu niewielkiego domku. Ciepło, miło i spokojnie. Na podłodze zabawki czteroletniej córki, misie i lalki w kolorach tęczy. Na pólkach oprócz książek okruszki ciastek, niedokończony lizak i spinki do włosów. W kuchni rozlany sok, którego Ania nie zdążyła jeszcze wytrzeć. Przy stole umorusana nutellą dziewczynka, która z zaciekawieniem mi się przygląda. Wstała, wrzuciła łyżeczkę do zlewu i tymi rączkami całymi w kremie czekoladowym poprawiła sobie włosy.
Tak powinien wyglądać dom. Dom, w którym są dzieci. Dom, który żyje, w którym się wiecznie coś dzieje. Dom, w którym wychowuje się zdrowe dziecko, spragnione odkryć i przygód.
A ja głupia kiedyś...
Pilnowałam, by w zlewie nie stał żaden pusty kubek czy garnek. Musiał lśnić, więc szorowałam go domestosem codziennie. Nie daj Boże jakaś resztka poobiednia znalazła się w koszyczku odpływowym, zgroza. W przedpokoju buty musiały być pochowane a piasek, który się z nich obsypał od razu zamieciony. Łózko w sypialni posłane równiutko, bez gór i dolin, narzuta wygładzona. Nawet jak on siadał na nim, by skarpety założyć, wracałam i poprawiałam. Kuchenne blaty robocze czyściutkie i na błysk. Idealnie ułożone ubrania w szafach, oddzielnie te na lato i na zimę. Okna czyste i lśniące, dywan trzepany raz w tygodniu. I baterie błyszczące, te w łazience i te w kuchni. Uchwyty przy szafkach kuchennych czyściutkie i szafki bez zacieków i tłustych plam. Podłoga na błysk, której się przyglądałam pod każdym kątem i wracałam po ścierkę, jak tylko jaki odcisk czy plamkę zobaczyłam. Chodziłam za dzieckiem swoim krok w krok i wycierałam, myłam, szorowałam. Chora na punkcie porządku. Nie mogłam w skupieniu obejrzeć filmu w tv, kiedy widziałam, że krzesło stoi nierówno, bądź poduszka przekrzywiona leży na kanapie. Zanim wyszłam na spacer, musiałam się upewnić, czy dom zostawiam w idealnym stanie, by wrócić do czystego i świeżego a nie wdepnąć na przykład w kleks jogurtowy czy w ziemniaka. Półki i meble wycierane codziennie, odsuwane kanapy, by pozbyć się najmniejszego kurzu.

Sporo mi z tego do dziś zostało. Co prawda nie pilnuję już syna, bo te rozmazane jogurty, upaćkane szafki czy rozlane soki to przeszłość. Coś, co minęło. Za szybko, bez mojej zgody.
Bo po tej wizycie u koleżanki zrozumiałam, że te plamy, te kotlety wdeptane w dywan, to pewien etap naszego życia, życia z dziećmi, które dorosną i opuszczą to poddasze. I wtedy zostanie czysty do granic możliwości dom, ale pusty taki. I przypomni się tą nutellę na małych rączkach, które chwytają za szyję, te plamy po soku, którego się już nie kupuje, bo komu? A człowiek niejednokrotnie skupia się w tych najważniejszych wspólnych chwilach z dzieckiem na rzeczach drugorzędnych, bezsensownych. One nie są wyznacznikiem wzorowej matki czy pani domu. Myślę, ze to właśnie te plamy, te odciski małych rączek na szybach są tym wyznacznikiem. Potwierdzeniem, że się daje dziecku możliwość doświadczania, poznawania i badania.
Tak sobie siedzę u tej koleżanki, patrzę na te ich pokoje, na te dzieci cudne i na ten nieporządek słodki. Na lizaka, który spadł z półki na dywan, został polizany dwa razy i znów odłożony. Bez sprawdzania, czy aby nic się do niego nie przykleiło.
Jaka ja głupia byłam, że pozwoliłam na to, by kran z zaciekami stał na drodze do naszej zabawy. Bo zamiast biegać ze ścierką, trzeba było ten czas na zabawy przeznaczyć.

I przypomniały mi się słowa Diane Loomans : 

 "Gdybym mogła od nowa wychować dziecko....
…malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości."

Mniej bym sprzątała, więcej napawałabym się tymi chwilami wspólnie spędzonymi.

***
Ciociu, a wiesz, że mamy na podwórku lodowisko?
Ale macie fajnie Zuziu.
No, mamy. Dziadek nie wiedział, że tata zrobił mi ślizgawkę i jak wieczorem nogą na niej stanął i się wypierdolił, to kazał ją tacie piachem posypać.

Znając siebie, ja bym ten piach zaraz zmiotła ;)

49 komentarzy:

  1. Pieknie napisalas, idę do Małej ciąć papierki. Na podloge!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na podłogę! I w nosie miej to sprzątanie ścinek, dobra zabawa ponad to!

      Usuń
  2. Kasia żebym ja ten post przeczytała WTEDY :))) mam takie samo odczucie ...nadzieja jedyna w nas jako babciach i teściowych żeby nie lustrować synowej i żeby on do tego głupiego wizerunku perfekcyjnej pani domu nie dążyła ...bo my przesadzamy ,a żadna przesada nie jest zdrowa ....w żadną stronę :))))) no dzieci bezstresowo wychowywane ...mądra ta twoja koleżanka ...młoda i mądra ......aż mi wstyd za siebie czasem :)))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym ja ten post napisała wtedy...
      Coś czuję, że apodyktyczną teściową będę, niestety ;)

      Usuń
  3. Genialny tekst, jakże prawdziwy.
    Dialog mnie na łopatki rozłożył i zobaczyłam Ciebie, jak Ty ten piasek zamiatasz.
    Uwielbiam!

    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam to zdanie, to też siebie z miotłą wyobraziłam ;)
      Dziękuję!

      Usuń
  4. :) kotlety wdeptane w dywan :) bosko! u nas brak dywanow, za to co rano latam z odkurzaczem co by kocie i psie wlosy wyodkurzac... a ze plamy na podlodze... juz sie przyzwyczailam ;) okna tez nigdy nie sa czyste, bo dzieciaki bawia sie na szerokich wygodnych parapetach :) te lizaki to skaranie boskie :) ale dzieciom sie oczy od nich swieca :)
    ach kochana, my matki polki w porzadku wychowane takie juz jestemy... ale czasem daje sie przerwac ten krag :) szczegolnie jak pojawia sie nowy dzidzius - po prostu brak czasu, i moze wtedy tez czlowiek dostrzega ze inaczej tez mozna ;)

    a lodowisko - bosko!

    usciski! aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasami trzeba solidnego kopa, by na oczy przejrzeć.
      Gdybym mogła raz jeszcze wychować dziecko....:)
      Lodowisko to dialog miesiąca!
      Ściskam ♥

      Usuń
  5. Mądrości nabywa się z wiekiem. Mówi się, że najpiękniejsze dzieci, to umorusane dzieci! Ja jestem zwolennikiem środka i normalności:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią, "mądry Polak po szkodzie" ;)
      Ja też za normalnością się opowiadam.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Trafiłam przypadkiem - zostanę na dłużej! :-)
    Tekst bardzo mnie ujął - może dlatego,że pokazuje prawdę o tym jak wiele tracimy zajmując się niepotrzebnym rzeczami. Nie musi być idealnego porządku - musi być nasz własny artystyczny nieład :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytaj sobie więcej teksów jej pani a wsiąkniesz na zawsze:)

      Usuń
    2. O to chodzi Marto.
      Miło mi Cię gościć u siebie, zapraszam :)

      Paulinko, dziękuję ♥

      Usuń
  7. Wprawdzie umorusanie ma swój wyraz w piękności, ja jednak z autopsji wiem ze te umorusane to na pewno szczęśliwe, szczęśliwe właśnie przez to o czym napisałaś doświadczanie bez przygan i pouczania i jeszcze jedno spostrzeżenie z życia, widziałem wiele dzieci siedzących na podwórku dupkami w kałużach i z gilami do pasa ale uwierzcie mi ze poza katarem nic więcej im nie było. A tym ze raczka raz w piachu a raczej w czymś co tylko piach przypomina a drugim razem na cukierku wkładanym do ust to już zupełnie się nikt nie przejmował. I co, i Wyrosły w szczęśliwym dzieciństwie w zdrowiu i do tego mają cudowne wspomnienia, tak to już jest ze nie zawsze to co nam się wydaje słuszne z zasady, jest najlepsze tu i teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą całkowicie.
      Kiedy dziecko ma szansę odkrywać, próbować i doświadczać (oczywiście w ramach rozsądku), kiedy rodzice poświęcają mu czas, pozwalają skakać po kałużach, siedzieć w piaskownicy to nic mu więcej do szczęścia nie potrzeba. Sama bym tak chciała jeszcze :)

      Usuń
  8. Dziękuję za ten post. Bardzo mnie wzruszył. Taka właśnie jestem jak napisałaś na początku. Chciałabym, aby wszystko było idealnie. W pewnym momencie mnie to już zmęczyło i powoli, powoli, właśnie mając w domu takiego maluszka, dochodzę do wniosku, że dom to nie muzeum a dziecko brudne - znaczy szczęśliwe. Jednak nieraz mam jeszcze te zapędy z przeszłości i mam wyrzuty właśnie, że się nie wyrabiam, że coś jest nie zrobione. Ten wpis znów mi przypomniał, że tak nie można. Jak dobrze, że o tym napisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym ja się w porę opamiętała tak jak Ty, a nie dopiero teraz. Czas dzieci nie powróci, wiec trzeba cieszyć się każda chwilą, słowem czy gestem. Jakie znaczenie będzie miał poplamiony dywan, kiedy dzieci opuszczą nasz dom?
      Pozdrawiam serdecznie ♥

      Usuń
  9. Cóż, dokładnie tak wygląda życie z małymi dziećmi. Moje są jeszcze na etapie lizaków na dywanie i ketchupu na obrusie...jednak dbam o nie i o siebie:)!!! Lizaka należy sprzątnąć, ręce mamusi uszanować a z ketchupem to se daj spokój kochany bo zazwyczaj Wito tak robi. Podłóż podkładkę i uszanuj obrus na stole bo to nie cerata. Myślę, że nie niszczę jego dzieciństwa bo nauczył się kochać mamę jaka jest. Często sam zwraca uwagę na porządek i estetykę wnętrza. To raczej dobre bo czystość to dobra rzecz:)
    Jednak pomiędzy dbaniem o dywan nigdy nie zapomniałam o przytulaniu dzieci, o słodkiej zabawie na ślizgawce:) I chyba nie jestem zbyt surowa chociaż młodzież wie, że o pracę mamusi dbać trzeba. W końcu nie są wychowywane beztresowo tylko na normalnych ludzi.
    Ucałowania serdeczne kochana Kaan ( bo dla mnie już zawsze nią będziesz)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, uczyć dzieci trzeba porządku, a najwięcej się uczą poprzez obserwację właśnie. Bo dajemy im przykład, choć jak patrzę na swojego syna, to mam wrażenie czasami, że mu te moje porządki bokiem wychodzą, że jest tak nimi nasiąknięty, że teraz dla zasady nie sprząta w swoim pokoju ;)
      Znów jestem kaan, nawet mąż mnie tak nazywa ;)
      Dziękuję Ci i ściskam ♥

      Usuń
  10. Dobrze, że czytam to teraz, wszystko przede mną :)))
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj, odpuść sobie sprzątanie ;)

      Usuń
  11. Może to dziwne, ale fragment: "Bo po tej wizycie u koleżanki zrozumiałam, że te plamy, te kotlety wdeptane w dywan, to pewien etap naszego życia, życia z dziećmi, które dorosną i opuszczą to poddasze. I wtedy zostanie czysty do granic możliwości dom, ale pusty taki" wdarł mi się w serce jak piękny wiersz... Słowa poetyckie o prozaicznej sprawie, coś co się wie, tylko ubrane w słowa - to wzrusza.
    Piszesz genialnie - już chyba o tym wspominałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anitko, bardzo Ci dziękuję.
      Wyłapujesz moje zwykłe zdania, pisane czasami na szybko, wczytujesz się i nadajesz im wartość niezwykłą. Szczęściara ze mnie, że mam takiego Czytelnika :)
      Pozdrawiam ♥

      Usuń
  12. Mi na szczęście nie długo zajęło otrzeźwienie, że jeśli nie wstawię prania o 10.00 tylko o 20.00 to nic się nie stanie, albo jeśli nie wyczyszczę kuchni na błysk z rana tylko popołudniu. Wiem, że ten okres kiedy dziecko jest małe tak szybko mija i zanim się obejrzę to ona już nie będzie chciała się ze mną bawić, tylko wychodzić ze znajomymi. Dlatego przymykam oczy na lekki bałagan ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze robisz, bardzo dobrze, matka siedemnastolatka Ci to mówi ;)
      ściskam ♥

      Usuń
  13. Kasiu musisz do nas zajrzeć bez zapowiedzi....rozgardiasz taki jak po huraganie....ale ja nie sprzątam bo nie mam siły....albo stoję w kuchni i gotuję kaszę specjalnie dla Wiki a ryż dla Franulka....albo po raz dziesiąty w tym tygodniu robię kopytka bo lubią....pozwalam ciąc na części kartkę prosto na dywan....biegać z ciastkiem.....na różne rzeczy pozwalam...a wtedy gdy mogłabym posprzątać to ja szyję:))))) Cytat wspaniały...wydrukuję go sobie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hally, ja gotuję ryż dla syna a ziemniaki dla męża ;)
      Fajnie tam musi być u Was, tak "zdrowo", normalnie i szczęśliwie. Kiedyś wpadnę bez zapowiedzi ;)

      Usuń
  14. I znów post idealny dla mnie ha ha ;). Ja codziennie uczę się luzu i staram się znaleźć jednocześnie złoty środek. Nie przeginać z ciągłym sprzątaniem, a jednocześnie uczyć dzieci od małego, że po zabawie sprzątamy wspólnie, a nie tylko mama, żeby tej mamie lżej było, żeby sama z tym wszystkim nie zostawała. Z drugiej strony wiem już, że nie muszę być perfekcyjną panią domu. Uwielbiam Twoje teksty Kasiu :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ciebie uwielbiam ♥
      Mądrze wychowujesz dzieci!

      Usuń
  15. Patrzę na odciski rączek Hani i Mikołaja na moich szybach i czuję szczęście ... :)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, bo to szczęście największe jest :)
      Ściskam ♥

      Usuń
  16. Eh, no tak to jest kochana. Na pewne rzeczy z perspektywy czasu patrzy sie inaczej. U nas poki co wszystko lsni, i tez zbieram wszystkie okruszki, ale my dzieci nie mamy, wiec przynajmniej takie mam wytumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój syn już nie gubi okruszków a nadal chodzę z nosem przy ziemi ;)
      Tak więc głupota z wiekiem nie mija ;)

      Usuń
  17. Dziś wpada do mnie teściowa. Wdepnęła w coś, co akurat Tośka na dywan wywaliła i ja nie zauważyłam. Pokazuje mi, że to kawałek parówki i pyta, jak długo by to tam leżało, gdyby nie ona? ;)
    Ja mówię, ze to nieistotne, te "kotlety wdeptane w dywan" (cytuję Ciebie), bo za kilkanaście lat za tym zatęsknię. Patrzy na mnie zdziwiona. Ja mówię, że KAAN tak napisała, i ja się z nia zgadzam. A ona na to, żebym ja tu KANTA nie cytowała, bo to filozof był i na życiu się nie znał a porządek musi być i basta.
    U mnie w domu "czystośc niewskazana" mówię i robię jej kawę.
    Kasiu, pomogłaś mi "pokonac" teściową!
    Love ♥
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, Twój komentarz rozłożył mnie na łopatki, śmiałam się trzy dni. Teściową masz genialną, zna Kanta, zacnie :)
      Dziękuję Ci ♥

      Usuń
  18. Niestety zbyt dużą wagę przykładam żeby właśnie tych kubków nie było, żeby podłoga czysta była, Oczywiście bez skrajności, bawimy się z dziećmi normalnie i potem sprzątam :-) Ale mogłabym czasami wyluzować na dobre by mi to wyszło. A jak widzę ostatnio małe dzieciątka to coś mnie rusza że ten czas tak szybko leci i że zegar tyk tyk..Uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas leci za szybko, tylko, ze się go nie cofnie niestety, tak samo jak wypowiedzianych słów. A luz potrzebny czasem każdemu, nie tylko w porządkach ;)
      Ściskam ♥

      Usuń
  19. Pięknie napisałaś jak zawsze Kasiu. Jednak jestem z gatunki takich uporządkowanych ludzi jak Ty,być może dlatego, że wyniosłam to z domu,,,zawsze jadłam przy stole a potem biegłam się bawić.Takim dzieciom w późniejszym życiu jest zdecydowanie lepiej, potrafią się organizować i mają więcej czasu. Dbałość o dzieci i porządek wcale nie wyklucza miłości i jestem pewna że tak właśnie było u Ciebie :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Margolciu, u mnie w domu rodzinnym z jedzeniem było tak samo - przy stole w kuchni. Za to teraz moja mama pozwala wnukom jeść wszędzie, nawet w wannie ;) Ale ponoć wnuki się bardziej rozpieszcza niż dzieci.
      Dbałam o porządek i o dziecko, choć wiem, że z tym pierwszym przesadzałam.
      Dziękuję ♥

      Usuń
  20. Ja też niestety z gatunku tych porządnickich. Staram się odpuszczać, bo lśniący dom przy trzylatku jest niemal nierealny. Ale niestety wydaje mi się, że to cecha z gatunku tych "nieuleczalnych".
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nieuleczalnych zdecydowanie. Choćbym na nos padała po pracy, jak widzę plamkę na podłodze, lecę z mopem ;)

      Usuń
  21. Oj tak. Ja mowie 'Kurz nie zajac, nie ucieknie' ;) Mam fazy na syf i nie robie nic. A mam tez etap wiosennych porzadkow i sprzatam w kolko. Ale dzieci wlasnie ucza, zeby na chwile przestac pucowac okno i ulozyc wierze z klockow. Czas szybko ucieka i pozniej bedzie sie tesknilo za tym wszystkim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta prawda. Kurz w domu będzie zawsze, dzieci kiedyś dom rodzinny opuszczą.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  22. Z pedantycznego zamiłowania do porządku można wyrosnąć. Dzieci nam w tym pomagają skutecznie. Coś o tym wiem. :D Jest tylko jedno "ale". Pierwsze dziecko nie nauczyło mnie za wiele, dalej byłam pedantką. Kolejne to już co innego... :D Wniosek nasuwa się sam. :) Pozdrawiam krajankę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można, co prawda trochę poluzowałam, ale niewiele.
      Tak, tak, o tym kolejnym myślę wciąż, nieustannie ;)
      Jesteś z Podlasia?
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    2. Pisałam bardziej o swoim doświadczeniu. Dzieci porządek wybiły mi skutecznie z głowy. Gdybym chciała utrzymać taki porządek jak kiedyś, musiałabym zapomnieć o sobie, o śpiewaniu, pisaniu i innych pasjach. Priorytety mi się zmieniły i na bałagan inaczej już patrzę. Ba, nawet sama potrafię go zrobić. :D Postanowiłam stanąć oczy w oczy ze swym wrogiem i udało się. :D Okazał się być do zaakceptowania. No cóż, moi domownicy pedantami już nie są, niestety. Wedle buddyjskiej zasady, człowiek musi zacząć zmiany od siebie, więc tak zaczęłam. Z czasem może moi domownicy również dojrzą do zmian... Byłoby fajnie. :)

      Nie tylko z Podlasia... Mijamy się czasem na szkolnych korytarzach, rozmawiamy. Mieszkamy niedaleko. :D

      Usuń
    3. Chyba już wiem, kto się kryje pod nickiem "Nitka".
      Miło mi bardzo - świat jest jednak mały :)

      Usuń