niedziela, 15 lutego 2015

Dawać i brać

"Bardzo lubię dostawać prezenty, ale jeszcze bardziej lubię je dawać". Która z nas nie wypowiedziała przynajmniej raz w życiu tego zdania? Ja często i to nie chodzi tylko o prezenty. Lubię nie tylko sprawiać komuś przyjemność jakimś drobiazgiem ale i miłym słowem, gestem, często wyciągam pomocną dłoń. To ludzkie, empatyczne i gdzieś od kolebki zakorzenione w każdym z nas. Dawanie i pomaganie to przecież wielka przyjemność. Ale co, jeżeli w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tego, że nie przynosi ci już ono tyle satysfakcji, że nauczyłaś otoczenie, że ty zawsze pomożesz, podarujesz, wesprzesz, załatwisz, poświęcisz swój czas i swoje pieniądze? Bo ludzie zaczęli to wykorzystywać, bo słowa "dziękuję" nie słyszysz, bo nie możesz na nikogo liczyć, kiedy pomocy potrzebujesz. Zamiast mieć pretensje do ludzi, że cię wykorzystują i są egoistami, płakać w poduszkę i potykać się o kolejną pustą butelkę po winie wypitym w samotności, zastanów się, jaki sama miałaś udział w tym przedstawieniu? Nie wiesz nawet o tym, że ciągle grałaś rolę pierwszoplanową, Oscara otrzymujesz za swój altruizm. Przez ten czas pokazywałaś innym drogę a oni wiernie podążali Twoim tropem.
Kiedyś pracowałam w ośrodku dla osób niepełnosprawnych. Było nas pięć, każda z nas miała pracownię i przypisaną do niej grupę uczestników. Z reguły przypadało po ośmiu na każdą terapeutkę. Bywało, że któraś z nas była nieobecna (choroba, wyjazd, szkolenie) i wówczas kierownik przydzielał uczestników koleżanki do którejś pracowni. Z reguły padało na moją, gdyż zaopatrzona była w komputery, co stanowiło nie lada atrakcję dla osób niepełnosprawnych. Kiedy po paru dniach pracy z szesnastką uczestników (schizofrenicy, ludzie z epilepsją, z porażeniem mózgowym) opadłam z sił całkowicie, poszłam do kierownika i zapytałam, czy nie można by było tych osób podzielić tak, by do każdej z grup trafiło po dwóch. On zaniemówił. Wyjaśniłam, że padam z nóg, że muszę mieć oczy dookoła głowy przez 7 godzin i jest mi ciężko.
Strasznie się zdziwił, popatrzył na mnie i skwitował: "Pani jest ciężko? Przecież pani dotychczas nigdy nie narzekała".
Bo durna myślałam, że tylko mięczaki użalają się nad sobą, ale kurde, kosztem czego? Własnego zdrowia?
Moja koleżanka pracowała od najmłodszych lat. Jeździła po świecie, zarabiała dobre pieniądze, przywoziła prezenty rodzinie i znajomym. Miała dobrze prosperującą firmę. Pomogła bratu spłacić pięć rat kredytu, rodzicom zafundowała wycieczkę na Majorkę, siostrę zabierała często na zakupy do Londynu. Chrześniakom dawała pieniądze bez okazji. Trwało to dość długo. Aż pewnego dnia wspólna rodzinna kolacja postawiła ją do pionu. Siostra pochwaliła się domem po babci, który przepisali na nią rodzice, brat z kolei kupił działkę budowlaną pod Warszawą. Za co kupił? Za pieniądze, które dostał od rodziców i które oni skrzętnie gromadzili na koncie przez wszystkie lata swojego życia. A ona? Co ona dostała? Nic.
Bo przecież świetnie sobie radziła. Nigdy o nic nie prosiła. Nie wtajemniczała w problemy, by zaoszczędzić rodzicom stresu, więc skąd miało im przyjść do głowy, że będzie chciała uczestniczyć w podziale majątku?
Przez lata pokazywała, że jest samowystarczalna. Uczyła ich tego każdego dnia. Nie wiedzieli nic o jej potrzebach, widzieli tylko to piękne luksusowe życie. Rodzice, choć postąpili nie fair, nie jako jedyni są odpowiedzialni za zaistniałą sytuację.
Nikt się o nas nie zatroszczy, jeżeli sami tego nie zrobimy.
Dawać ale i brać, taka niepozorna wymiana jest zdrową relacją międzyludzką.Wtedy nie będzie żalu do innych, że ci grają w grę, którą sami wymyśliliśmy.
Bardzo trudno jest dawać temu, kto nie chce brać, to stawia nas w głupiej sytuacji, nie wiemy jak się zachować. To prawda. Bo dając zakładamy, że dana osoba przyjmie coś od nas ale dziś wiem, że najtrudniej jest dawać tym, którzy tylko biorą i czekają na więcej.

36 komentarzy:

  1. Ciężki, ale pewnie bardzo prawdziwy temat.
    Sama bardzo lubię dawać i sprawia mi to ogromną radość i mimo wszystko mam nadzieję pozostać z naiwną wiarą, że to ma sens:-)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawanie ma sens. Tylko jak dawać mądrze? Jak za bardzo nie przyzwyczaić innych do tego, żeby na dzień dobry zamiast pytania "co u ciebie" nie zobaczyć od razu wyciągniętej dłoni?
      Podczas dawania też trzeba być ostrożnym, bo "najtrudniej jest dawać tym, którzy tylko biorą i czekają na więcej"
      Ściskam :*

      Usuń
  2. "durna myślałam, że tylko mięczaki użalają się nad sobą, ale kurde, kosztem czego? Własnego zdrowia?" - właśnie. A co do sytuacji z pomocą/brakiem pomocy rodziców, właściwie mam podobnie. Tyle, że uświadamiam ich o tym jak się czasami czuję.
    Tak czy siak, są ze mnie dumni i ja również, a dumy bym nigdzie nie kupiła.
    Piękne zdjęcia, szczególnie gęsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo warto rozmawiać, nie czekać, nie odwlekać, bo zdarza się, że ktoś postępując tak czy inaczej nie ma pojęcia, że może nas ranić - bo skąd ma wiedzieć, skoro zawsze tak było i nikt nigdy pretensji nie zgłaszał.
      Mówić o swoich potrzebach szczerze i otwarcie nie oznacza, że się narzeka czy jest się mięczakiem.
      Dziękuję ♥

      Usuń
  3. Łatwo się przyzwyczaić do posiadania takiego niezawodnego koła ratunkowego... Zdrowy egoizm jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdrowy egoizm - o to mi właśnie chodzi :)
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  4. Historia koleżanki jest mi dokładnie znana... Zawsze lubiłam dawać, swego czasu walono do mnie z każdym problemem i wysysano całą energię...Od rodziny ja i Ukochany zawsze dostawaliśmy najmniej bo przecież my nie mamy problemów a kasa płynie szeroką rzeką... Przykłady mogłabym mnożyć:)
    Dziś nauczyłam się rozpoznawać ludzi, którym warto dawać swój czas, energię czy wszelką pomóc i powiem ci, ze to przerodziło się w prawdziwe przyjaźnie. Tak więc- dobro procentuje. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strzeżmy się wampirów energetycznych ;)
      Mój cytat, jeden z ulubionych to: "Kiedyś traktowałam ludzi dobrze, teraz z wzajemnością" - może i chamskie, może egoistyczne, ale to dzięki ludziom właśnie ta myśl mi przyświeca.
      Pozdrawiam ♥

      Usuń
  5. Kurcze, ta historia o Twojej koleżance to jakby z mojego życia wycięta... Znam ten ból. Lata pomagania, wysyłania paczek i pieniędzy, które każdy chętnie brał i się nawet nie zastanawiał, że biorę pieniądze z konta na minus... Bo trzeba bratu pomóc, auto mu się popsuło, a bez tego nie da rady zarabiać na rodzinę... Bo drugi brat ma piątkę dzieci i im ciążko związać koniec z końcem... I tak dalej i tak dalej........... Kiedy Ja coś chciałam w zamian - była burza obelg i kpin, że jak to? Ja tyle lat w Niemczech, a nic się nie dorobiłam?
    Dawać i brać... To jest zdrowa zależność, ale jeżeli istnieje to w równowadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, bo się wszyscy szybko do wygody przyzwyczaili, nie spodziewali się, że możesz też czegoś potrzebować, no bo jak to? Ty? Niemożliwe!
      Dlatego moim zdaniem taki zdrowy egoizm nie zaszkodzi, bo nikt o nas nie zadba, jak sami tego nie zrobimy. Wiem to na 100 %.
      Równowaga musi być!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. a ja to już przeżyłam ....przypominiała mi się mama cioci mojej ,która miała ośmioro dzieci ...jedni żyli luksusowo ,bo im się powiodło ,u innych było biednie ,bo choroby się przytrafiły ......dostała kiedyś matka staruszka jakąś większą sumę pieniędzy ,,,wezwała swoje dzieci i powiedziała im ....że każdemu daje taką samą ilość pieniędzy ,a od nich zależy co z nimi zrobią ....ci bogatsi zrzekli się wtedy na rzecz tych którym los nie szczędził troski.....mądra matka wychowuje mądre dzieci .....:)))) buziole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, brzmi jak jakaś przypowieść, baśń. Piękny gest, mądra matka - wezwała wszystkie dzieci, wszystkie! I one podjęły samodzielną decyzję. Żeby tak było wszędzie i u wszystkich.
      Buziole :*

      Usuń
  7. Ostatnio przeczytałam słowa Meryl Streep " Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, uśmiechania się do tych, którzy nie chcą się uśmiechać do mnie, i do kochania tych, którzy mnie nie kochają" I od pewnego czasu moje "przyjaciółki są tylko znajomymi. Długo było mi z tym źle, ale przekonuję sama siebie, że to zdrowe dla mnie.
    Pozdrawiam serdecznie -H

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam te słowa M.Streep. Proste i mądre i dają do myślenia, do zmian zachęcają. Ja pochwalam wszelkie zmiany, które mają na celu poprawę naszego samopoczucia, które sprawiają, że możemy odetchnąć pełną piersią i uśmiechnąć się do siebie. Fajnie, że Ci się to udało :)
      Ściskam ♥

      Usuń
  8. Jest cos w osobach, ktore zawsze pomagaja innym, cos co jest wazne dla nich samych, ich samopoczucua, to poswiecenie dla innych cos niesie ze soba. A tam za rogiem zespol wyczerpania, depresja a moze nawet zwolnienie z pracy bo nie ma juz wiecej energii do dania, komu taki potrzebny? Czy moze liczyc na pomoc innych? Nie, bo kto chce wpasc w taka sama sytuacje? Czy wypalenie nalezy to meritow w C V ? Jest wielu, ktorzy Maja ten dar wczucia sie w sytuacje innych i nie wahaja sie pomoc , chwala im za to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez sensu takie poświęcenie - z jednej strony daję siebie innym a z drugiej, tak jak piszesz, za rogiem czai się apatia i wyczerpanie. Kosztem siebie? Nie warto, naprawdę nie warto. Empatii nie potępiam ale do zdrowego egoizmu zachęcam bardzo.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Bezgraniczne poswiecanie sie jest grozne, dla tego kto sie tak poswieca. Od dzisiaj zdrowy egoizm, czyli uczciwe mowienie nie jak nie moge, koniec kropka, nie ma innego wariantu.

      Usuń
  9. znowu z zycia piszesz, kochana...

    pozdrawiam najserdeczniej!
    aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te moje teksty z życia wzięte takie, bez polotu, fantazji, przyziemne ;) Nie to, co "50 twarzy Greya" ;)
      Ściskam ♥

      Usuń
  10. Kasiu, dziękuję za ten tekst :). Ja dotąd też myślałam, że jestem samowystarczalna. Dbanie o dom, o dzieci, o męża to ostatnio sens mojego życia. Tylko, że w tym wszystkim zapomniałam o sobie, zapomniałam jak się prosi o pomoc. Znów muszę się tego uczyć. Dotąd wydawało mi się, że to ja wszystko zrobię najlepiej, najdokładniej. Jeśli nie pracuję, to wszystko powinno być na mojej głowie, potrzeby innych na pierwszym miejscu. Takie teksty jak ten dają otrzeźwienie. Dziękuję Kasiu :). Nawet nie wiesz, że w pewnym sensie jesteś moją terapeutką. Wskazujesz właściwą drogę, dajesz wskazówki, a przede wszystkim dajesz do myślenia. Dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oleńko, na nic by były moje wskazówki, moje przemyślenia, gdybyś sama nie chciała zmian, gdybyś nie zwracała uwagi na to, co podpowiada Ci serce a co rozum. Wszystko zawdzięczasz sobie, te moje teksty to tak tylko dla relaksu czytasz;)
      Ściskam mocno ♥

      Usuń
    2. Oj Kasiu, długa droga jeszcze przede mną... Myślałam, że będzie łatwiej, że szybciej zmienię w sobie pewne rzeczy, wyprostuję... Ach...
      Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  11. Trafiłam przypadkiem z bloga Hally i pierwszy post czytam...o moich myślach. O tym, co ostatnio właśnie mi tak w głowie siedzi. O pomaganiu, a w zasadzie o 'uzależnieniu' od pomagania...Bo i chyba tak to można nazwać w moim przypadku. W kłopoty pakuje mnie chyba naiwność;) Bo ta druga strona niekiedy uzależniona od przyjmowania pomocy i wolania o nia, czasami przekracza granice...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to my przyzwyczajamy otoczenie do tego, że biernie potrafi czekać na naszą pomoc nie oferując niż w zamian. To chore. Dawać i brać, to moim zdaniem zdrowa relacja międzyludzka i nie ma tu mowy o egoizmie ;)

      Witam serdecznie u siebie i proszę się rozgościć :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Uwielbiam to Twoje pisanie, no uwielbiam.
    Ola ma rację, jesteś jak drogowskaz, potrafisz zasunąć kopa i oczy otworzyć.
    Uzależniłam się od Twojego bloga, wiesz?

    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, bez przesady. Same jesteście sobie drogowskazem, sterem i okrętem. Silne babki takie z Was:)
      Dziękuję Ci bardzo ♥
      To uzależnienie akurat nie zagraża życiu lub zdrowiu ;)

      Usuń
  13. No właśnie taka jest przykra prawda. Ludzie widzą tylko to co chcą widzieć. Zawsze ten najlepszy,czy najzdolniejszy ma najtrudniej,ponieważ o Niego nikt się nie troszczy. Otoczenie zbuduje sobie swoją wizję i tej wersji kurczowo się trzyma.
    Mój narzeczony juz kilkakrotnie mi powiedział,że jestem naiwna. Ze zawsze martwię się za innych/o innych i,że wystarczy jeden telefon o dowolnej porze żebym stała na równych nogach, gotowa do działania. Tylko,że niestety (o czym również się niestety przekonałam) to nie działało w dwie strony. Teraz uczę się asertywności i unikania chorych układów, na rzecz prawdziwych przyjaźni, w których faktycznie warto dać z siebie wszystko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo czasami nieświadomie wpuszczamy się w kanał i pokazujemy innym, jak mają nas traktować, często niestety zapominając o sobie, o swoich potrzebach, o asertywności. Ważne, by w porę zrozumieć (narzeczony bardzo mądry) i się ocknąć, bo to na dłuższą metę ciąży coraz bardziej.
      Pozdrawiam Cię :)

      Usuń
  14. ...a ja przyJszłam dać całusa i ukochać....

    OdpowiedzUsuń
  15. Najlepiej pomagać jest tak żeby lewa ręka nie widziała co robi prawa. Cicho i bez splendor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewidzialna ręka?
      Gdyby tak było można ze wszystkim i ze wszystkimi ;)

      Usuń
  16. Zawsze byłam skrępowana dostając prezent. Pewna część tego zjawiska została mi do dziś. Podobnie jak prośba o pomoc. Ja sama. Ja! Duża doza empatii sprawia, że często daję się mimowolnie wmanewrować w czyjeś problemy, Kłopoty, Poświęcić, oddać całą sobą.Po co? Ano po to, żeby później dostać po łbie. A ręce wyciągane są nadal nader chętnie.

    Szkoda, że czasem brak tego wyważenia...

    Pozdrawiam!

    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie z nas Zosie Samosie, z jednej strony dumne, że świetnie sobie radzimy a tak naprawdę niemądre w tych swoich poczynaniach.
      Jednak wszystko można zmienić, lepiej późno niż później ;)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  17. Jeśli zbyt wiele osób przyzwyczai się że pomagamy to potem tak to jest...Wszystko jeszcze zależy jaka jest druga strona, bo przyzwyczajenie jedną stroną, a kwestie związane ze sprawiedliwością, równością i jakimiś takimi ludzkimi odczuciami to inna sprawa.
    Ale fakt że czasami jeśli staramy się we wszystkim być dobrymi, samowystarczalnymi , inni wkoło też tak nas postrzegają...
    Dlatego zawsze chociaż postarajmy się pomyśleć co byśmy poczuli na miejscu innej osoby. Nie zawsze jest na to chwila i czas, ale warto. Ja się staram i będę. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sami budujemy swój wizerunek. Czasami jest tak, że ktoś zapyta, czy pomóc, czy czegoś potrzebujemy i od razu mówimy "nie". Mówimy raz, drugi, potem już nie pytają, przyzwyczajają się do naszej samowystarczalności.
      Ja to zmieniam, nawet kiedy wiem, że sobie poradzę, pytam, czy ktoś zechciałby mi pomóc;)
      Ściskam

      Usuń