piątek, 20 marca 2015

Poczekalnia

W poniedziałek pojechałam do lekarza. Takiego, co to się w chirurgii onkologicznej specjalizuje. Przy oku mi coś wyrosło i nijak nie mogło się zgrać z moim wyglądem. Odciągało wzrok rozmówcy od moich oczu pięknych i zębów białych. Trzeba to było usunąć. Telefon, umówiona wizyta i podróż do Białegostoku. Bywać w gabinetach lekarskich to ja nie lubię. Leków nie łykam, przeziębienie i ból gardła po trzech dniach same mi mijają. Jednak nie zanosiło się, by ta narośl zniknęła, miałam wrażenie, że się powiększa. Więc trzeba było się pozbyć pasożyta.
Makijaż, balerinki, wiosenny płaszczyk i w drogę. Uwielbiam tak raz na jakiś czas samotnie gdzieś wyruszyć. Tylko ja, auto i radio. Mam czas na przemyślenia, na marzenia i jak śpiewam, to nikt nie słyszy i nikt się nie boi.
Dotarłam cała i zdrowa i nawet miejsce na parkingu pod gabinetem lekarskim na mnie czekało. Ludzi ogrom. Byłam dziewiąta w kolejce, godzinę przed czasem. Potem ludzie tylko już dochodzili i dochodzili. Na poczekalni kobiety w różnym wieku. Każda z czymś tu przyszła. Siedzę i patrzę na nie. Zastanawiam się, co je tu przygnało? Wyjmuję książkę z torebki, by się rozluźnić przed wizytą, jednak nie rozumiem nic z tego, co czytam. Obok mnie młoda dziewczyna, blondyneczka śliczna zagląda mi przez ramię. Mówię, że próbuję czytać, jednak stres chyba za duży. Rozmawiamy, mówi, że zmiana na plecach ją niepokoi, rozrasta się i ciemnieje. Pyta, z czym ja przybyłam. Pokazuję jej tą narośl swoją przy oku. Kiwa głową na znak, że widzi i rozumie. Na krześle w kącie siedzi kobieta około lat 45. Ściska w dłoni szarą kopertę z wynikami badań, jak sądzę. Patrzy przed siebie, taka nieobecna zupełnie. A oczy takie smutne ma, mam ochotę przytulić ale wiem, że nawet by nie poczuła. Wchodzi jej mąż, siada obok, obejmuje, ona płacze. Szlocha i cała poczekalnia milknie, zamiera. Po pewnym czasie nie tylko ona płacze. Zastanawiam się, czy ma dzieci, co jej jest? Coś poważnego pewnie, skoro siedzi w kolejce do najlepszego onkologa w mieście. Mąż ucieka wzrokiem, spuszcza głowę i mocno ją tuli do siebie. Tak sobie myślę, że gdybym miała taki czarodziejski pierścień, co to się go przekręca na palcu, wypowiada życzenie a ono się spełnia (w jakimś filmie widziałam), to bym o zdrowie dla niej poprosiła. Czekają w tej kolejce a czas się dłuży strasznie. W końcu wchodzą razem do gabinetu, na poczekalni nikt nic nie mówi, każdy nasłuchuje, choć i tak nie usłyszy, bo radio gra dość głośno. Wychodzą, mąż uśmiechnięty, ona zapłakana, ale myślę, że to teraz łzy szczęścia bardziej. Wszyscy oddychamy z ulgą. Patrzymy na siebie porozumiewawczo, my, obcy sobie ludzie i uśmiechamy się do siebie. Tym jej szczęściem się cieszymy, jakby na nas właśnie spadło.
Ten lekarz to złoty człowiek - słyszę jak jedna pani mówi drugiej. Tu codziennie kolejki takie, że się ludzie nie mieszczą w poczekalni, ale on każdego przyjmie, każdemu poradzi, z każdym porozmawia. Kuzynka mówiła, że przyjmuje dopóty, dopóki ostatni pacjent nie wyjdzie. Serce ma złote człowiek, choć na twarz pada.
Wchodzę. Ogląda, uśmiecha się do mnie, rozmawiamy, prowadzi na zabieg. Kilka zastrzyków mi robi w policzek, podziwiam kobiety, które się ostrzykują botoksem w celu poprawienia urody, ja zdecydowanie kurze łapki wybieram, nie zniosłabym tych regularnych zastrzyków. Potem laserem parę razy traktuje tego mojego intruza. Makijaż mi spływa, lekarz się śmieje, że na zabieg umalowana przychodzę. Ale jak to, do miasta jadę przecież - mówię. Śmiejemy się razem. Wychodzę, życzę zdrowia kobietom siedzącym na poczekalni. Wzajemnie - krzyczą wszystkie.
Wracając do domu, zatrzymuję się na małą kawę. Piję i myślę o tej kobiecie i jej mężu. Wszystkie moje sprawy, które dotychczas wydawały się najważniejsze, najtrudniejsze do rozwiązania stają się błahe. W nosie mam to, że "koleżanka" z pracy ma kolejnego focha, że ktoś coś powiedział o mnie, a to kłamstwo podłe jest, że architekt się spóźnia z dokumentacją. To takie nieistotne zupełnie. Od tego świat mój się nie zawali przecież. Podjeżdżam pod blok, w oknie dwie moje buzie kochane, roześmiane i ja, taka szczęśliwa, że tej koperty szarej w ręku nie trzymam.
A wszystko inne jest mniej istotne.

34 komentarze:

  1. śpieszmy się kochać ludzi ......:) buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś taka prawdziwa, że chyba nie ma czytelnika, którego byś jeszcze do siebie nie przekonała.
    Piszesz tak cudnie!
    Z niecierpliwością czekam na każdy post.Tak wiele rzeczy uświadamiasz, to znaczy ja niby to wszystko wiem, ale jak Ty napiszesz to wiem i czuję jeszcze bardziej.
    To niezwykle. Uwielbiam Cię!

    Iza

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja siedziałam kiedyś w takiej poczekalni, a w domu czekał na mnie kilkumiesięczny synek... Zdrowie jest najważniejsze. Jak jest zdrowie, wszystko się ułoży. Szkoda, że w codziennym życiu tak często o tym zapominamy. Kolejny bardzo dobry wpis Kasiu :). Pozdrawiam Cię ciepło :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Olu, pisałaś mi kiedyś o tym, kciuki tak mocno zaciskałam, by wszystko w porządku było.
      Ściskam ♥

      Usuń
  4. Az mi ciarki przeszły po placach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie toczy się życie, choć bym wolała, żeby poczekalnie przy gabinetach lekarskich były puste...

      Usuń
  5. Jeżdżę na wizyty do lekarza do B-stoku i też mam podobnie...
    Auto,muzyka,przemyślenia i ja...
    I obserwuję ludzi,z którymi czekam w kolejce do lekarza i rozmawiam z nimi.
    I nieraz se myślę,że zacytuję:
    "Poczucie zdrowia zdobywamy tylko przez chorobę."
    - Georg Christoph Lichtenberg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwy, mądry cytat.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Zgadza się, to wszystko jest nieistotne. Zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że też człowiek musi się w taki sposób przekonywać o tym.
      Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Kazdy wpis na tym blogu jest przesaczony uczuciem do ludzi, od przyjazni, milosci do braterstwa. Mysli i odczucia ida w slad za tytulowym ... tam gdzie serce moje ... To jest piekne i wspaniale sie czyta i refleksje pozostaja na dlugo.
    Zycie dane nam raz toczy sie jak dlugo nam to dane. Gdy cos zaczyna dolegac budzi sie niepokoj o nasze zdrowie, zycie, czy to juz czas. Czesto wtedy dopiero przypominamy sobie ze kazdy dzien jest niepowtarzalny, ze to skarb, ktory powiinnismy wykorzystac jak najlepiej. Jest jednak tak wiele co kusi, pochlania nasz czas, czasem niepotrzebnie. Jak to przesiac to co wazne od tego co moze sie przydac w przyszlosci, to niewatpliwie sztuka umiec to zauwazyc. No wlasnie, jak to czynic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak to czynić.
      Z natury lubimy narzekać na wszystko. Umiemy po mistrzowsku szukać drugiego dna. A takie piękne rzeczy nas omijają. Przecież na co dzień mamy za co być wdzięczni - za poranek, który nas budzi słońcem, za kraj, w którym nie myślimy o tym, by się do schronu dostać, bo bomby lecą z nieba a dzieci płaczą z głodu, za buty nowe, za dwie sprawne ręce i oczy widzące. Wychodzę z założenia, że ludzie są dobrzy z natury, tylko pewne sytuacje zmuszają ich do takich a nie innych posunięć. Niektórzy ranią bardzo, wiem, bo doświadczyłam nie raz, dlatego wyznaję zasadę, że traktuję ludzi z wzajemnością - nie uśmiecham się do tych, którzy uśmiechu nie potrafią odwzajemnić, nie zabiegam o tych, którzy dobrego słowa powiedzieć nie potrafią ale w ogień pójdę za tymi, którzy wiernie stoją przy mnie, na dobre i złe, bez względu na to, kim jestem i co robię, tak po prostu, są. Takie oddzielenie "ziarna od plew" ułatwia życie.
      To moje zdanie, bo jak masz czyste otoczenie, to i myśli masz takie i życie jest wtedy łatwiejsze.
      I skupiam się na rzeczach naprawdę ważnych, ale tego uczy się człowiek całe życie ;)
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.

      Usuń
    2. Dziekuje za bardzo wartosciowe porady, duzo racji w tym co podajesz. Zycze bardzo duzo zdrowia , uscisk, Gosia

      Usuń
    3. Pozdrawiam serdecznie Gosiu :)

      Usuń
  8. Och, wiem, o czym piszesz, bo przechodziliśmy to samo (i też w B-stoku) z mężem- są już dobre wyniki, ale zobaczenie tam, tak wielu ludzi i przejście takiej poważnej choroby- zmienia perspektywę widzenia także swojego życia. I zdrowia życzę, bo jeśli człowiek jest zdrowy, wszystko inne też się ułoży. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mawiała moja babcia - człowiek, który ma zdrowie, jest najbogatszy na ziemi. Teraz wiem, ile racji miała.
      Dziękuję

      Usuń
  9. Zgodzę się z tobą. Zdrowie w życiu jest najważniejsze a jak jego zabraknie to wszystko inne może się schować. Choćby najlepsze było. Wracaj do zdrowia moja Kaan!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulinko, ja myślę, że ta narośl, to nic poważnego, czekam na wyniki wycinka, ale jestem dobrej myśli.
      Zdrowia się nie kupi za żadne pieniądze, a jak się ma, to się nie docenia, często się głupio traci a jak się straci, to się robi wszystko, by odzyskać, nie zawsze skutecznie, niestety.
      Dziękuję ♥

      Usuń
  10. Z okiem mnie wystraszyłaś, bo ostatnio takie wiruchy i pod okiem wyskakują. Teściowa mojej siostry też na zabiegu była. Moja mama i Jerzyk pod okiem z wiruchem...
    A w takiej kolejce myślenie się zmienia i można inaczej spojrzeć na wszystko.
    Zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, posiedzieć chwilę pod takim gabinetem, popatrzeć na ludzi, porozmawiać i wracasz do domu, w którym doceniasz już to, co masz. Szkoda, że takie sytuacje nam oczy otwierają.
      Dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  11. Szczera prawda ..spieszymy się , a takie chwile dają do myślenia nad tym co się w życiu liczy najbardziej :/. Zdrówka Ci życze i oby jak najmniej takich incydentów :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak Ty coś opiszesz to tak, jakbym była tam z Tobą.
    Masz taką nadludzką wrażliwość, tak pięknie świat opisujesz, bez kolorowania , ale cudnie tak, że czytać się chce i chłonąć każde Twoje słowo.
    Niesamowita jesteś.
    Uwielbiam Twojego bloga!
    JOANNA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Joanno, to miłe bardzo :)

      Usuń
  13. zdrowia kochana ci zycze z calego serca!!!!! wystraszylam sie przez tego chirurga-onkologa... taka poczekalnia to czasem naprawde oczy otwiera...
    usciski!!!!
    aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♥
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  14. Taka poczekalnia z pewnością stawia do pionu, od razu człowiekowi wylatują z głowy głupstwa, którymi się zamartwiał.
    Całuję

    OdpowiedzUsuń
  15. Wpis jak zawsze chwyta ze serducho. Myślę, że każdy powinien się raz na jakiś czas znaleść w takiej poczekalni. Wtedy ludzie może bardziej docenialiby co mają. Żeby się zatrzymali i zastanowili nad swoim życiem. Ja w takich poczekalniach często bywam, bo ciągle ktoś z otoczenia na raka choruje, jedni dostaja druga szanse, inni odchodza na zawsze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Bo mają wiele, a stale narzekają.

      Usuń
  16. I ja trzymam mocno kciuki za dobry wynik bo inny być nie może! Moja kuzynka też w ubiegłym miesiącu miała to samo i wszystko okazało się w porządku :)) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń