poniedziałek, 30 marca 2015

W kinie i w życiu

  Z racji swojego zawodu, czasami jeżdżę z młodzieżą do teatru, kina czy opery. Młodzież z reguły jedzie, bo przepadają lekcje, bo dzień jest luźny i w ławce siedzieć nie trzeba. Mało kto jedzie po to, by naprawdę coś z tego kulturalnego dnia wynieść. W takich miejscach, wiadomo, spotyka się młodzież z wielu szkół. Jestem wtedy świadkiem różnych sytuacji, jakie mają miejsce na sali kinowej.
Mama mi opowiadała, że kiedyś pójście do kina było świętem. Siedziało się na tej sali jak w amoku, czekając na seans. Każde słowo wypowiedziane przez aktora starało się zapamiętać, by potem móc do niego wracać, analizować. Filmy Kurosawy, Hitchcocka, Wajdy to uczta, z której wychodziło się sytym. Czasy się zmieniły, zmienili się ludzie. Dziś kino jako miejsce straciło na wartości. Nie chodzi mi o filmy czy reżyserów, dziś nadal trafiają się perełki. Obecnie odbiór filmu przez młodzież pozbawiony jest jakiegokolwiek klimatu, jaki towarzyszył ich rówieśnikom w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych. Dziś oglądanie filmu to przede wszystkim wygodne rozłożenie się na fotelu, podjadanie popcornu i zapijanie go coca-colą. Znudzona młodzież co pięć minut sprawdza godzinę na telefonie, oślepiając tym samym siedzących obok lub z tyłu. Ktoś w kogoś rzuci popcornem, komuś wyleje się cola, ktoś założy bluzę, bo zimno, ktoś zdejmie, bo za gorąco. Niedawno koleżanka mi powiedziała, że przerwano seans ze względu na to, ze młodzież klas licealnych zachowywała się karygodnie. Na zebraniu z rodzicami, kiedy poruszyła ten temat, usłyszała, że przesadza, że dzieci są grzeczne, tylko film był nudny.
Wychodzimy z gimnazjalistami z filmu pt."Kamienie na szaniec". Oczy czerwone od płaczu. Słyszę:
- Pani się nie wzrusza, ten film to science fiction. Głupota totalna.
I myślę sobie, czy te dzieci naprawdę mówią to, co czują? Czy tylko chcą się głupio tą swoją "dorosłością" popisać? A może zwrócić uwagę na siebie, zaistnieć, zabłyszczeć?

W ubiegłym tygodniu pojechaliśmy do teatru oddalonego od naszego miasta o 50 km. Jak zwykle oprócz nas, dużo innych uczniów wraz z wychowawcami, opiekunami. Siedzimy, spektakl się zaczął i słyszę, jak za mną pewien uczeń z innej szkoły, nastolatek robi balony z gumy do żucia a one dość głośno pękają. Nauczyciel zwraca mu uwagę, jednak to nie skutkuje.
- Jeżeli nie przestaniesz, wyprowadzę cię.
- Jak mnie pani wyprowadzi, to mi zwróci 14 zł, bo tyle bilet kosztował.
I nadal robi te balony. Uwagę zwraca mu aktor grający na scenie. Chłopak się uspokaja.
Jestem zbulwersowana.
Jaki szacunek i do kogo będzie miało to dziecko? Wychodzi spod klosza, gdzie rodzice zamiast czasu swojego podsuwają mu pod nos wszystko, co tylko mogą a ten nastolatek każdego dorosłego jak kolegę traktuje.
A rodzice, kiedy mówi się im o tym zachowaniu dziecka, bronią się agresywnie. A wina zawsze leży po obu stronach, nawet jeżeli się nam wydaje, że tym razem to nie my jesteśmy winni.
Roszczeniowość rodziców udziela się dziecku, w pewnym momencie wymyka się spod kontroli i nic nie można zrobić. Takie dziecko nie wie, jakie normy obowiązują w społeczeństwie, nie ma autorytetów. Nauczyciel jest od tego, by zadowolić dziecko, by czuło się szczęśliwe i zauważone.

Wracamy z kina. Idę za grupką młodzieży i słyszę:
- Nauczyciele to mają dobrze, jadą z nami i za darmo filmy oglądają. A jak idziesz ze "starym" to płacisz. Patrz jakie chamstwo.
- A kiedy byłeś w kinie z rodzicami? - pytam nastolatka.
- Nie chodzę ze "starymi" do kina, bo czasu na durnoty nie mają, to po pierwsze a po drugie, to obciach totalny - odpowiada z uśmiechem.
Co się dzieje z tymi dziećmi? Co z nimi będzie? Kto zapomniał ich wychować? Jak można doprowadzić do tego, by dziecko wstydziło się własnych rodziców?
Dziś uczeń w szkole ma dużo praw. Czasami więcej niż nauczyciel.
Dziś dziecko ma w domu dużo swobody. Więcej niż rodzice.

Obecnie dużo jest informacji w mediach na temat złych nauczycieli - kneblowanie, zaklejanie buzi, obrażanie i nic tego nie tłumaczy, nie usprawiedliwia. Nikt nie powie, że na wycieczce szkolnej nauczyciel swoim płaszczem dziecko okrywa, bo mama zapomniała bluzę do plecaka włożyć. Że kanapkę oddaje głodnemu dziecku a na drugi dzień mama przychodzi z pretensją, że synek okulary w szkole zgubił i pani nie dopilnowała. To się zdarza, tak jest, są dwie strony medalu. I tak jak nie każdy może być lekarzem, policjantem czy strażakiem, tak nie każdy powinien być nauczycielem. I ciśnie mi się na usta zdanie, że i rodzicem nie każdy powinien być, skoro swoim zachowaniem przykładu dawać nie potrafi.

28 komentarzy:

  1. Smutna prawda. Pamiętam w szkole podstawowej, jak do Domu Kultury na przedstawienia chodzilismy. Aktorzy ze sceny uciszali dzieciaki...

    A niedawno z Irkiem bylam w tym samym DK na teatrzyku dla dzieci (od 4 lat). Jeden chlopiec wbiegal na scene, robil miny, wchodzil za zaslonke aktorow. Mama stala obok i usmiechala sie. Aktorzy przerwali spektakl, bo zrobilo sie duze zamieszanie.
    Tu juz zaczyna sie nasza nauka dla dzieci, jak zachowac sie w takich miejscach, jak teatr. W takim wlasnie wieku.
    Ja Irkowi pokazuje, ze ubieramy sie ladnie, bijemy brawo, opisuje rekwizyty, scene. Ale jak jest przedstawienie to jest przedstawienie. Ogladamy. Smiejemy sie. Bawimy sie, kiedy aktorzy wprowadzaja taki element do teatrzyku.

    Juz dawno nie bylam w kinie. Ale u nas jest takie kino w odnowionej poczekalni na stacji kolejowen. Zupelnie inny klimat. Stoliki, krzesla, scena. Mozna wypic herbate, zjesc ciastko. Tam jest ta magia, ktora uciekla juz chyba z innych miejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jak ja bym chciała do takiego kina...

      Usuń
    2. Jadę z Magdą, bo i mi się takie kino marzy :)

      Usuń
    3. Dziewczyny, zapraszam :)
      Kinokawiarnia Stacja Falenica. Można na facebooku podejrzeć, jak to wygląda i repertuar też jest.

      Na jesieni przyjeżdża zabytkowy parowóz i cała stacja przenosi się kilkadziesiąt lat wstecz...

      Usuń
  2. ehhh kochana, nie wiem skad sie to wszystko bierze, ale pamietam ze i w czasach moich studiow juz sie zaczelo to przychodzenie do kina na "zarcie", ja wtedy czesto do kina chodzilam, sama, jak na msze swieta i zeby miec spokoj i nie byc zagluszanym szeleszczeniem siadalam na przodzie z glowa w ekranie :).... i tak sobie czesto mysle, ze przeciez zupelnie inaczej bylismy wychowywani, surowiej i czasem sie nam obrywalo i tez nie wiem czy rodzice dla nas wiecej czasu wtedy mieli, bo pracowac musieli, po kolejkach stac, czesto grosz grosza gonil... ale moze nie do konca bylo to takie zle...bo na ludzi wyrosnelismy, z szacunkiem dla starszych, z poczuciem obowiazku, pracowitoscia... jak tak na dzisiejsza mlodziez spojrzec, to nie wiem gdzie oni to wszystko po drodze zgubili... i czy aby nie za malo autorytetow w ich zyciu.

    usciski kochana!!!
    aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiam, kurde no, tego komputera, tv i innych bajerów wciąż o to obwiniać nie można ;) Choć fakt, ze niejednokrotnie zastępują rozmowy z rodzicami. Smutne :(
      Pozdrawiam Aneciu ♥

      Usuń
  3. Kasiu podobne mam przemyślenia. Taki zawód wybrałyśmy i jeszcze jak się pracuje w małej miejscowości, to jest się ciągle na świeczniku, bo nam dużo nie wypada, wszak to my jako nauczyciele jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie i dawanie przykładu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dawna mnie to szokuje i zasmuca. Przykro mi na to wszystko patrzeć i aż się boję.... Jak trudno wychować w obecnych czasach własne dziecko na dobrego człowieka gdy wokół dzieją się takie rzeczy. Czy zdołam wychować córkę tak jak bym chciała? Bardzo bym sobie tego życzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja patrze na dzieci na placu zabaw. Jak sie odzywaja. A nauczyciele nie reaguja. Zreszta rodzice tez nie. Irek kiedys do chlopca mowi 'Czesc', a ten odpowiada 'Spadaj cieciu!' Obok stoi tatus i sie usmiecha.

      Usuń
    2. Bo rodzice są dumni, jak taki maluch, jak to mówią, "potrafi pokazać kto tu rządzi". Nie wiedzą, że za parę lat on i w domu pokaże, kto rządzi, wtedy już odwrotu nie będzie, co zostało zasiane, zostanie zebrane, taka prawda.
      Anitko, trzymam kciuki bo to trudne bardzo jest.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Widziałam nie raz na własne oczy zachowania tych młodych, o których piszesz. Raz mąż uwagę zwrócił małolatowi w kinie, usłyszał "odpierdol się", tak skończyli "pogawędkę". Nie raz się zastanawiam, dokąd to zmierza wszystko - patrzę na te dzieci na przystankach autobusowych, w pubach, na ulicy. "Bydło" chciałoby się powiedzieć. Kto ich nie wychował?

    "I tak jak nie każdy może być lekarzem, policjantem czy strażakiem, tak nie każdy powinien być nauczycielem. I ciśnie mi się na usta zdanie, że i rodzicem nie każdy powinien być, skoro swoim zachowaniem przykładu dawać nie potrafi." - ŚWIETNA puenta!

    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam i ja takie przypadki o których piszesz. Dlatego zawsze powtarzam, że dzieciom się daje przykład. Nawet czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, że źle mówiąc o kimś w obecności dziecka, wpływamy na jego zachowanie i pojmowanie świata.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Tak sobie czasem myślę Kasiu, że dopóki są tacy nauczyciele jak Ty, to jest szansa aby nasza młodzież miała od kogo czerpać prawdziwe wartości życia a nie zlepek tego co aktualnie im pasuje.Też czasem łapię się za głowę jak widzę to co się dzieje,,,ech!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się łapię niestety. Nauczyciel ze mnie taki zwyczajny, są mądrzejsi, bardziej doświadczeni, opanowani, ja za bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodzę i "młoda" jestem więc na czym się znać mogę? ;) A do tego bezczelna czasami i pyskata ;)
      Ściskam :*

      Usuń
  7. Z jednej strony jestem matką, z drugiej "nauczycielem". I zawsze przyglądam się takim sytuacjom z obydwu kierunków;)) Pracuję z dziećmi, rozmawiam z nauczycielami w szkołach - Wszyscy są zgodni. To jest zupełnie inne pokolenie. Zresztą wszystko widać na tym obrazku:) Nie trzeba nic więcej dodawać ;)) Ale pamiętać trzeba, że to nadal są dzieci - one wciąż potrzebują dobrego wzorca, określonych norm. Czasem mi ich szkoda, że przyszło im żyć w takich czasach. O nic nie trzeba się starać , wszystko jest dostępne, nudne a nam i tak się należy. Bo jak można się w tym odnaleźć ? ;)) We wrześniu dostałam grupę 8 trzecioklasistów. Z naciskiem na to,że jest to bardzo trudna grupa. I faktycznie kiedy weszłam do nich pierwszy raz - byli wszędzie:) Na stołach , na tablicy , w koszu na śmieci, pod ławkami ....Chciałam uciec. Ale coś mi podpowiadało,że muszę tu zostać;) I powiem szczerze,że jeszcze niejednokrotnie miałam tego dość. I w głowę zachodziłam - jak to ??? Przecież oni są dopiero w trzeciej klasie. To niemożliwe,że można się tak zachowywać i że co gorsza, nie można sobie z tym poradzić;)) Jest marzec. Wchodzę do klasy, na tablicy wieszam kontrakt , na parapecie stawiam wypracowany system nagród w postaci małej fasolki;)) Ląduje ona do kubeczka co 15 min. za dobrą pracę. Dzieci siadają, nikomu nie przychodzi do głowy siedzenie w koszu ani chodzenie po ławkach. Pisanie po tablicy - ma swój wyznaczony czas. Dzieci się uspokoiły. Bez kar, obrażania, straszenia. Nie jestem pedagogiem ani socjologiem. Prowadzę tylko dodatkowe zajęcia dla dzieci;)) Czy było łatwo ? Na pewno nie. Ale zdecydowanie było warto :)))

    Kasiu - mam nadzieję ,że mi głowy nie Urwiesz za taki długaśny komentarz :)) Buziaczki♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno malowalismy sobie kreda na placu zabaw. Kreda i pojemnik lezaly na chodniku. Dzieci ze szkoly mialy zbiorke i wracaly do szkoly. Przeszly po tej naszej kredzie, chociaz nauczyciel powiedzial, zeby omineli i uwazali. Jeden chlopiec kopnal pojemnik. Odezwalam sie 'Kolego!' A nauczyciel 'Moze pani do nich mowic, to zrobia jeszcze co innego na zlosc.'
      Rece mi opadly. Nie reagujmy na takie zachowania, bo to nie ma sensu?!

      Moja mama pracowala przez pewien czas, jako pedagog w gimnazjum. Nauczyciele wzywali pedagogow lub psychologow na lekcje, zeby pilnowali porzadku w klasie, bo nie byli w stanie nawet listy obecnosci sprawdzic.
      Moja mama wchodzila do klasy i od razu byla cisza. Postrachem nie jest, ma 152 cm ;)
      Ale takie rzeczy dzieja sie tylko u mlodych nauczycieli. Nauczyciele starsi juz nieco w zawodzie i wieku maja spokoj i cisze.

      Usuń
    2. Ilonko, masz rację, dzieci potrzebują granic, muszą znać zasady, muszą, obok kar, mieć też nagrody, przede wszystkim nagrody. Bo skarcić jest o wiele łatwiej, niż pochwalić, dostrzec, docenić, to fakt. Tylko żeby nie przesadzić, ani z tym, ani z tym. Uwielbiam te słowa czytelników pod wpisem moim, te rozmowy nasze, bo bez Was nie ma bloga ;) Dlatego pisz jak najczęściej ♥
      Mama Sokole Oko - tak, zazwyczaj nie reagujemy, bo "po co język strzępić" a ja myślę, ze może za 124 razem jednak dotrze i strzępię tak "po próżnicy" czasami. Uczniowie z mistrzowską precyzją wyczuwają, na ile mogą sobie pozwolić przy nauczycielu czy rodzicach, próbują do skutku i albo wygrywają, albo znając miejsce w szeregu, uczą się szacunku, odpowiedzialności i serdeczności. Uwielbiam Twoje komentarze, spostrzeżenia, którymi się dzielisz, rozważania.
      Dziękuję ♥

      Usuń
    3. To ja dziękuję za takie mądre teksty :)

      Usuń
  8. Tak, to prawda, są dwie strony medalu. We wcześniejszym wpisie pisałaś, jak wiele zależy od rodziców, nauczycieli i się z tym zgodzę. Tutaj poruszasz temat młodych ludzi, którzy już zostali wyposażenie przez kogoś w coś. Niestety, nikły to bagaż. I też się z tym zgadzam. Trzeba wielkiej mądrości, by umieć wychować i być wdzięcznym za to wychowanie. Mam wrażenie, że to słowo straciło na wartości. Szkole się nie zleca już wychowania, no chyba, ze coś się stanie, wtedy nauczyciela wszyscy widzą i mówią, ze nie wychował. I druga strona - zakleja buzię uczniowi, jaki przykłąd daje? Cienka granica jest pomiędzy tym wszystkim, ważne, by umieć rozróżnić i nie iść "z falą".
    Dziękuję Ci za Twoje posty, dziękuję!
    Malwina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt rodzicom nie daje "instrukcji obsługi" dziecka ale najgorzej jest, jeżeli próbujesz coś wyjaśnić, pomóc a masz beton przed sobą a muru jak wiadomo głową się nie przebije.
      Ważne też jest, by umieć oddzielić błąd od błądzącego.
      Dziękuję Ci Malwino.

      Usuń
  9. Zycie po prostu sie bardzo zmienilo przez te wszystkie lata . Kina czy teatry nie sa postrzegane jako przybytek kultury. Dostepnosc do sieci, internetu, gier, filmow zmienia w sposob nieunikniony funkcjonowanie dzieci i mlodziezy. Do rozwiazywania zadan w grze np wymagany jest inny sposob myslenia, bardziej plytkiego, rodzaj skjupienia sie tez inny z przeskakiwaniem z zadania na zadanie. To co wymagane jest do analizy przezyc, zachowan czy szukania rozwiazan problemow nie ma szansy na wyksztalcenie sie, gdy odchodzi sie od czytania literatury, czy uczestniczenia w spektaklu czy w sesji filmowej, w obcowaniu z innymi przez rozmowe, w opowiadaniu tego co poruszylo w sztuce .... Roznica miedzy rysunkami ktore zalaczasz to roznica okolo jednego pokolenia. Ten mlody czlowiek , na ktorego rodzice krzycza az pani nauczycielka jest przerazona, zdazyl byc doroslym i zalozyl rodzine. Teraz on ma pretensje do pani nauczycielki ze jego dziecko nie ma dobrych ocen ? To tak jakby spychal odpowiedzialnosc za swoje dziecko na nauczyciela. Jakie sygnaly daje tym zachowaniem swojemu synowi, ktory z tego sie tylko smieje i czego ma ta postawa rodzicow nauczyc tego najmlodszego , na pewno nie szacunku dla nauczyciela, dla drugiego czlowieka, z pewnoscia tez nie pomaga w rozwinieciu poczucia odpowiedzialnosci za swoje wyniki w szkole. Jakim ojcem bedzie ten najmlodszy gdy przyjdzie na niego czas ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice często spychają odpowiedzialność na nauczyciela i cieszą się, kiedy ten porażkę poniesie. A sukcesy zazwyczaj sobie przypisują, tak jest niestety. Nie wiedzą tylko, że w ten sposób nie nauczą szacunku nie tylko dla innych ale i dla siebie, potem się dziwią. Te zachowania powielane, ukorzenione w domach pociągają za sobą kolejne i kolejne. Smutne i prawdziwe.
      Ale wierzę, że w czas się ockniemy i naprawimy to, co do naprawienia jest.
      Dziękuję!

      Usuń
  10. Pogodnych Świąt Kasiu!!
    A to o czy piszesz to niestety smutna prawda naszych czasów:(
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałam tekst i jakbym swoje myśli spisała. Sama jestem wychowawcą. Z wulgaryzmem, chamstwem, roszczeniowością spotykam się na co dzień. Lubie swoją pracę, ba nawet kocham, dlatego nadal wierzę w zmianę: dzieci, po części rodziców. Wierzę, że obecnością, rozmowami, wyciągniętą ręką można wiele zmienić.
    Dziękuję ci za każdy twój wpis. Pozdrawiam. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś. Ja też jestem pedagogiem, wychowawcą, terapeutą i wierzę, że zmiana nastąpi. Ale to od rodziców zacząć trzeba najpierw.
      Pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń