środa, 15 kwietnia 2015

Dziewczynka z poczekalni

Wczoraj...

Siedzę pod drzwiami gabinetu lekarskiego. Ścisk, tłok niesamowity na tej poczekalni. Obok mnie zwalnia się krzesło i wskakuje na nie 6-7 latka. Siedzi i udaje, że rozmawia przez telefon trzymając chusteczkę przy uchu. Mniej więcej taką rozmowę słyszę:
"I wiesz ciociu, mama jechała tym wozem razem ze strażakami, wybili szybę w moim pokoju i pan strażak wyniósł mnie na rękach, uratował mi życie, zrobił sztuczne oddychanie i jak otworzyłam oczy to mnie pocałował. I rybkę złotą złowiłam w sedesie i spełniła moje trzy życzenia, ale nie powiem jakie, bo to sekret. A w przedszkolu był rosół i makaronem rzucałam w dzieci, było zajebiście, ciociu".
Śmieję się sama do siebie, wtem jakaś pani zwraca się do mnie:
- Dziecko tak się wyraża, a matka zamiast reagować to się śmieje. W dupę lać taką, wstydu nie ma gówniara.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ubiegła mnie spryciula mała:
- Droga pani. To nie jest moja mama, to jest przypadkowo poznana kobieta, miła bardzo i ładna. Pani nigdy taka nie będzie, bo pani ma w oczach pioruny, jak czarownica. Brwi ma pani w kształcie piorunów i usta też. Pewnie jest pani wiedźmą. A wiedźmy nie lubią dzieci, wiedźmy nie rozumieją dzieci, wiedźmy są dla dzieci najgroźniejsze.
- Bezczelna jesteś i niegrzeczna!
- Chce pani przestać być wiedźmą? Musi się pani po prostu zakochać...

Nie mogę zapomnieć o tej małej rezolutnej dziewczynce. Obserwowałam ją przez długi czas i zastanawiałam się, tak pewnie jak wszyscy, którzy ten wpis przeczytają, co należy robić, by tak mądre i asertywne dziecko wychować?
Do lekarza przyszła z tatą. On stał pod ścianą, ona chodziła między ludźmi. Przeglądała ulotki leżące na stole, czytała informacje na ściennych gazetkach. Zadawała ojcu pytania"Co to jest hiperglikemia?", na które on cierpliwie odpowiadał. Wchodziła na progi i z nich zeskakiwała. Uśmiechała się do ludzi, zaglądała im przez ramię, kiedy czytali gazety. Kiedy wyjęłam telefon żeby wysłać sms, podeszła i zapytała, do kogo piszę wiadomość. Wyjęła z kurtki notes z Barbie i poprosiła tatę o długopis - "Chcę napisać wiersz dla lekarza". Kiedy ten stwierdził z przykrością, że niestety długopis zostawił w pracy, podeszła do starszego pana, który rozwiązywał krzyżówkę i zapytała, czy będzie tak uprzejmy i pożyczy jej długopis. Ojciec nie interweniował w żadnym przypadku. Bacznie ją obserwował, nie spuszczał z oka. Ona od czasu do czasu zerkała na niego. Kiedy podeszła pod wieszak z ubraniami i już chciała się pod nie schować, mina ojca wystarczyła, by zrezygnowała z tego zamiaru. 
To dziecko uczy się radzenia sobie z różnymi sytuacjami - poproś, podziękuj, jak spadniesz, to więcej tam nie wejdziesz. Zmarzniesz stojąc na przeciągu, to więcej pod drzwi nie podejdziesz. Przez to  dziewczynka nabywała własnych doświadczeń i umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji. Ktoś z boku mógłby powiedzieć, co to za wychowanie? Na wszystko pozwalasz dziecku. Co z ciebie za rodzic? Na pewno też o tym pomyślała starsza pani, ba! nawet wyraz swojemu niezadowoleniu dała. Dziecko musi znać granice. I to dziecko je znało. Granice bezpieczeństwa, rozsądku i współżycia międzyludzkiego - nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Wystarczyła mina ojca, kiwnięcie głową i ona wiedziała, o co chodzi. M.Montessori twierdziła, że "wolny wybór jest jednym z najwyższych wśród wszystkich procesów umysłowych". A dziecko potrzebuje wiarygodności ze strony matki i ojca, i zapewnienia, że są jego ostoją. Ono bierze przykład z rodziców i uczy się od nich możliwości świadomych wyborów. Rodzice tej dziewczynki stworzyli taki świat, do którego ona chętnie weszła i się w nim odnalazła. Ten świat dorosłych oparty na partnerstwie, miłości, zrozumieniu i tolerancji. Ucząc się życia w tym świecie, tworzy ona świat swój, świat swoich wartości i celów, świat, do którego kiedyś na pewno zaprosi swoich rodziców. A to będzie zwieńczenie wszystkich wcześniejszych aspektów wychowania. 
To mi przyszło na myśl podczas analizowania wczorajszej relacji córka - ojciec.

Wczoraj na tej poczekalni przebywał też chłopiec ze swoją mamą. Mógł mieć około 11-12 lat. Wiercił się na krześle, wstawał ale mama szybko kazała mu siadać. Pytał, kiedy lekarz ich przyjmie, na co ona odpowiadała, że i tak tą kolejką jest zdenerwowana i niech on jej bardziej nie denerwuje. Po jakimś czasie zwróciła się do ludzi siedzących obok - "To chore jest, żeby jeden pacjent pół godziny u lekarza siedział. Stary dziad i jeszcze do dermatologa chodzi. Popieprzony kraj". Nikt nie wchodził z panią w dyskusję. Ale dziecko pytało: czy może wziąć ulotki? czy może pójść do łazienki? czy może wyjść na dwór, bo gorąco? czy może wziąć jej telefon, bo się nudzi? Słyszało tylko - "Nie, nie możesz! I nie wkurwiaj mnie Łukasz, bo i tak siedzę wkurwiona" . Dziecko było niespokojne, zaczęło do niej pyskować, uderzać krzesłem w ścianę a kiedy wyszedł z gabinetu ów staruszek, chłopiec rzucił w jego stronę- "W końcu wyszedłeś. Co tak długo?"

Nie ma gotowej recepty na wychowanie. Ważne, by podążać za dzieckiem, kochać bezwarunkowo, szanować i wspierać. Tylko tyle i aż tyle.
Rację miała Karen Horney, twierdząc:" Nie ucz drzewa, jak ma rosnąć. Daj mu słońce, wodę, ziemię i powietrze." Tak właśnie ów tata postępował ze swoją małą córeczką - dał jej swój czas, stworzył warunki, pokazał świat i pozwolił go doświadczać. 
Proste :)
Nie ucz drzewa, jak ma rosnąć. Daj mu słońce, wodę, ziemię i powietrze. I tak samo postępuj z dzieckiem. Daj mu warunki, inspiruj go, pokazuj mu książki, baw się z nim

Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia.pl/wychowanie/news-dziecka-przede-wszystkim-nie-nalezy-wychowywac,nId,967422,nPack,1#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Nie ucz drzewa, jak ma rosnąć. Daj mu słońce, wodę, ziemię i powietrze. I tak samo postępuj z dzieckiem. Daj mu warunki, inspiruj go, pokazuj mu książki, baw się z nim

Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia.pl/wychowanie/news-dziecka-przede-wszystkim-nie-nalezy-wychowywac,nId,967422,nPack,1#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefo

25 komentarzy:

  1. proste, ale wiedźm wokół wiele jest i proste zamienia się czasem w trudne, zwłaszcza kiedy jesteś młodą niedoświadczoną matką :))))wtedy wiedźm się po prostu boisz ,a jak dorastasz i wiesz już, że to strachy na lachy, to często wtedy żałujesz i chciałabyś od początku zacząć :)))))))))))) najważniejsze myślę ,kiedy powiesz wtedy swojemu dziecku kieruj się sercem i nie zwracaj uwagi na wiedźmy ...może jemu uda się wychowywać lepiej :))))) szkoda mi tej znerwicowanej matki jednak ,a dziecka jej tym bardziej .....a mała miała szczęście ,że jej rodzice nie mówią uspokój się ,bo co ludzie pomyślą :)))))) miłego dzionka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. proste :)
    ale jestem troche w szoku o to "nie wkurwiaj mnie lukasz" :)

    usciski!!!
    aneta

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo mi się spodobało to określenie WIEDŹMA :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przypomniało mi się jak moja córka lata temu w przychodni sylabizowała napisy z plakatów reklamujących leki.Pewna starsza pani zagaiła do niej:
    - za mała jesteś by czytać
    -co ty myślisz sobie!ja już umiem czytać tylko to jest cholernie trudne!
    Byłam zażenowana zachowaniem córki i przeprosiłam starszą panią a córce powiedziałam,że to są naprawdę trudne nazwy do czytania dla niej.
    -Ale ja chcę to czytać i już!
    I sylabizowała uparcie.Na szczęście starsza pani nie była wiedźmą,bo uśmiechała się ze zrozumieniem zerkając to na moją córkę to na mnie.

    Nie twierdzę,że byłam idealną matką,ale starałam się rozumieć swoje dzieci i dużo z nimi rozmawiać.A jak czegoś nie wiedziałam to po prostu mówiłam,że nie wiem ;)
    Teraz są to dorośli ludzie 21 i 19 lat i rozmawiają ze mną na wszelakie tematy.Nie ma między nami jakiegoś tabu.Z obserwacji wiem,że mogę się poszczycić takim układem matka-dzieci,bo niewiele młodych ludzi ma wspólny język z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam historie na facebooku i uśmiałam się z zakończenia rozmowy telefonicznej. Wogle z samej rozmowy. Irek też takie rozmowy prowadzi. Opowiada tam wszystko, a ja podziwiam.
    A to co dalej...ach. Nie lubie takich wiedzm. A niestety mam jakis dar przyciagania takich osob. Najczesciej na placu zabaw nas przylapuja. I zawsze jakas uwage maja. Najlepsze, ze mi do dziecka mowia. Pierwszy raz na oczy nas widzi i juz wszystko wie i opinie wydaje. A to, ze Jerzyk zazdrosny bardzo. Bo po swojemu nabuczal do pani, jak jej dziecko zabieralo pilke dla Irka. A ze krzykacz. Bo tez w swoim jeszcze języku nakrzyczal, jak go chlopiec straszyl. A że żyła. Bo zabawki nie pokazal.
    Takich historii wiele. Czasami to mam na koncu jezyka jakis komentarz, ale powstrzymuje sie.

    Mimo wszystko dalas mi sporo do myslenia tym tekstem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam Twoją dziewczynkę już wczoraj na fb i powiem Ci że rzadko to robię, ale przeczytałam mojemu mężowi na głos Twój post że taki fajny, prawdziwy, że dziewczynka jaka super i mu przeżywałam:-)) Nie lubię też wiedźm..powinny się nie odzywać, z domu nie wychodzić, czy coś. Przynajmniej nie wtrącać się w te sprawy które nie powinny, napić melisy czy coś, po prostu wyluzować i spojrzeć jednak na świat oczami dziecka, to znacznie przyjemniejsze czasami,

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem oczarowana Twoimi słowami. Dwa tteksty w całości wydrukowałam i przypięłam do tablicy korkowej i zerkam żeby pamiętać. Wciąż za daleko mi do takiego bycia z dzieckiem i bycia obok dziecka jaki uważam za właściwy. Trafił mi się bardzo wrażliwy, delikatny zalękniony i zawstydzony kwiat i cieszy kiedy choćby nieśmiało rozchyla płatki. Nie wiem ile ja moge zrobić ile od nas zależy. Gdy patrzę na niektóre dzieci to patrzę od razu na rodziców jak to się robi, że one takie właśnie otwarte, wszędobylskie i rezolutne. Moje ciche, spokojne i głęboko doświadczające. Ale postępy są. Częściej powaga zamienia się w beztroską radość, wzruszenie ramion i pójście dalej zastępują łzy i rozpacz z drobnych niepowodzeń. Pozwalanie się wykorzystywać rówieśnikom w stawianie granic i komunikowanie potrzeb. Chwile zwątpienia nadchodzą. Myślę sobie, że trochę jestem podobna i gdybym sama była typową tupeciara to i dziecko takie by było, że trochę za bardzo chciałabym zmieniać, że może niepotrzebnie. Nie każdy ma taką samą kolejność. Część dzieci, myślę, że większa reaguje błyskawicznie, więc opory nawet nie zdążą się pojawić. U niektórych bodziec wywołuje najpierw głębokie przeżycie, nawet gdy sprawa jest błaha i zaraz jest myśl a potem już trudność z asertywną reakcją, bo strach bo lepiej wytłumi, tylko to się potem kumuluje i nie wyrzuca z siebie a przetrawia. Już po tym co napisałam widać jakie jesteśmy egzemplarze ;) Zawsze mnie będzie dręczyć pytanie czy lepiej, że to rozumiem, czy lepiej gdybym tego nie rozumiała i sama bardziej ekspresyjna i swoja postawą pokazywała córce właściwe reakcje. Ja myslę, że jestem jak ten tata z poczekalni. Nie powstrzymuję, nie wypycham tylko, że ja nie muszę bo moja córka zawsze siedzi grzecznie, niczego nie dotyka, nikogo nie zaczepia, jest jakby jej nie było. Akurat wróciłam z poczekalni u dentysty więc mam na świeżo ;) W końcu zwykle ja się wdaję w jakieś rozmówki, ale gdy ktoś zwróci się do córki to ona jest onieśmielona, widać, że to dla niej niekomfortowa sytuacja i myślę, że to nawet nie to, że się wstydzi odpowiedzieć. Ona nie chce, ona nie odczuwa żadnej potrzeby komunikowania się z obcymi ludźmi dla podtrzymania rozmowy o niczym. Ona woli zatopić się we własnych myślach lub rozmawiać ze mną. Chyba nigdy nie zainicjowała z nikim kontaktu. Czasem widzę, że dziecko chce ale się wstydzi, to widac gdy je ciągnie do innego dziecka, patrzy w jego stronę uprasza się o kontakt nawet gdy samo ma trudności ze zdobyciem się na ten pierwszy krok. Moja córka albo nie chce albo nie chce, żeby to było widać, że chce. Podejrzewam, że raczej to drugie. Może to duma a może metoda, bo w grupie radzi sobie bardzo dobrze. Jest lubiana a przyjaźnie ewoluują i się zmieniają bez żalu i rozczarowań, nie jest przyklejona do jakiejś jednej koleżanki jak to czasem bywa z mniej śmiałymi dziećmi.

    Nagadałam się. Dzięki, że jest miejsce gdzie mogłam.

    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam i czytam i myślę, jakie to wszystko proste jest a my tak to zycie komplikujemy wiecznie. Przecież wszystko się na miłości opiera i o miłośc prosi. Nawet wiedźma, kiedy się zakocha, słowo miłośc pozna przestanie być wiedźmą.
    Genialne!
    I proste !!!!

    Iza

    OdpowiedzUsuń
  9. Proste :)
    .... a czasem takie trudne ....
    Ściskam Kasiu :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam takie dziecko, które rozmawia z wszystkimi i o wszystkim. Ale interweniuje jeśli widzę zniecierpliwienie. Zwłaszcza mężczyźni nerwowo reagują na takie wszędobylskie, ciekawskie dzieci. Pewnie to tacy, którzy dzieci nie mają lub mają ograniczony kontakt - i nie wiedzą jak się zachować. A mężczyzn moje dziecko zagaduje najbardziej. I szczerze mówiąc boję się czy nie zagada kiedyś kogoś nieodpowiedniego - a co jak się akurat zagapię? Jeśli odpowie ciężko za swoją ufność wobec ludzi?. Ciesze się, że jest otwarta - ale oczy mam dookoła głowy.

    OdpowiedzUsuń
  11. A potem ta dziewczynka poszła do szkoły...

    OdpowiedzUsuń
  12. A potem ta dziewczynka poszła do szkoły...

    OdpowiedzUsuń
  13. Niesamowite słowa na końcu "" Nie ucz drzewa, jak ma rosnąć. Daj mu słońce, wodę, ziemię i powietrze." U mnie mieszanie uczucia duma że można tak bez ciągłego NIE na wszytko odpowiadać i żal bo ten chłopiec to odbicie mamy i tak samo się zachowuję bo widzi aprobatę na to zachowanie. u mnie tekst o "karze" piszę o tym, bo łączy się z twoim wpisem, też jest o szacunku i o nieprzekraczaniu granic.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem pełna podziwu dla postawy ojca. Dzięki temu dziecko w przyszłości ma szansę na to, że sobie poradzi w życiu - wszystko będzie umiała załatwić i zadbać o siebie. Niestety ja zawsze byłam uczona, że niemal nic nie wolno. Sądzę, że większość osób pod presją społeczną tak błędnie wychowuje dzieci. Tego Ci nie wolno, nie zaczepiaj ludzi, nie mów tak. Podejrzewam, że niejedna matka byłaby zgorszona zachowaniem swojej córki i nazwania pani wiedźmą a tym samym zaraz by ją przeprosiła za takie zachowanie dziecka. Ale dobrze, że rodzice stają się świadomi. Ja również chciałabym dobrze wychować córeczkę. Tak, żeby umiała sobie poradzić w różnych sytuacjach:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ze wszystkim sie zgadzam i staram sie byc taka matka dla swoich dzieci jak ten ojciec ale czasem jsst trudno...bo cierpliwosci brak...bo zdenerwowanie, zniecierpliwienie...ale nauka czyni mistrza;))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój młodszy jest jak ta dziewczynka, wygadany odważny, mówi prosto z mostu, czasem niewygodne słowa (z reagowaniem na minę gorzej, ale powiedzmy, że ma dopiero 4 lata). Wiem jak skrajne emocje wzbudza. Jedni go kochają ale jest też masa wiedźm i wiedźminów, którzy go nie lubią, nie rozumieją, potępiają. Niestety wiedźmy krzyczą głośniej i jakiś czas myślałam, że coś robię nie tak, że to moja wina. Dlatego tak ważne są każde słowa zrozumienia dla dziecka, słowa wspierające rodziców, słowa, że takie dziecko to powód do dumy, nie do frustracji czy wstydu. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  17. Chciałbym żeby moje dziewczyny rownież tak dorastały. Szczęśliwe i odkrywające świat :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Tacy rodzice to skarb przede wszystkim dla Dzieci, ale również dla świata.

    OdpowiedzUsuń
  19. hm uśmiecham się, bo cieszy mi się dusza, jak czytam takie mądre słowa i wiary w ludzi nie tracę... że są takie dziewczynki, że są tacy ojcowie i ludzie tacy, jak ty, że to widzą, doceniają i puszczają w świat dla innych!
    dziękuję ci za ten post - pozdrawiam
    dorka

    OdpowiedzUsuń
  20. Kasieńko, no jak CIĘ nie czytać..jak nie lubować..no jak??....( nawet jak nic tu nie piszę to jestem)...buziaki Anula

    OdpowiedzUsuń
  21. Takie proste, a czasem takie trudne... Najgorsze jak się ma wciąż w głowie "a co ludzie pomyślą". Dziękuję Kasiu za kolejny mądry tekst i pozdrawiam Cię serdecznie :)))))

    OdpowiedzUsuń
  22. Dla jednych -proste, lecz dla innych całkiem niepojęte,,,:) ***

    OdpowiedzUsuń
  23. Zatonęłam w twoich słowach. Pięknych, mądrych słowach. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń