piątek, 2 lutego 2018

"Szczęście to stan umysłu..."




 Prawie ćwierć wieku temu po "moim świecie" roztaczała się woń jaśminu i dezodorantów Extase lub Impuls. Siedziało się wtedy na ławkach, popijało jakieś tanie wino i rozmawiało do nocy. Wróżyło się z płatków tego jaśminu kocha czy nie kocha? A jak wychodziło, że szanuje tylko, to wpadało się w otchłań rozpaczy. Plotło się bransoletki z muliny albo z takich "kabelków" kroplówkowych robiło się breloki. Czasami było nudno, czasami ciekawie. Z uśmiechem zrywało się listki babki i patrzyło, ile tych włókien się ciągnie. To miało wróżyć liczbę dzieci. Niczego się nie żałowało. W pokoju nie było miejsca na ścianie, bo spoglądali z plakatów Axl Rose albo James Hetfield. Nie przykładało się wagi do ciuchów, do butów. Wskakiwało się w koszulkę z ubiegłego dnia i pędziło naprzód, by znów spędzić czas z tymi najważniejszymi nad paczką paluszków i oranżadą. Czasami komuś urwały się sznurówki przy trampkach, to je wiązał na supeł i tym oto sposobem wyznaczał kolejne trendy w modzie. Czasami komuś urwał się film. Tu już supły nie pomagały...
Nie gnało się na łeb na szyję za czymś. Pięknie się żyło, nie przytłaczała codzienność. Łatwo się marzyło i o dziwo te marzenia się szybciej spełniały. Nic nie mieliśmy drogiego ale też niczego nam nie brakowało. Mieliśmy siebie, ciepło domów rodzinnych, posiłek na stole, buty na nogach. Mieliśmy po dziesięć bransoletek z rzemyków i muliny na rękach. Nikt się nie spieszył, w naszym menu królował gluten, cukier i czasami smalec ze skwarkami i ogórkiem. Wszystko wokół było piękne i pachniało obłędnie - deszcz, trawa, siano, ziemia, nawet czasami śnieg miał swój zapach. A może tak naprawdę nam się wydawało? A może po prostu mieliśmy czas, by wszystko przeżywać powoli, doświadczać? Czuliśmy tą radość całym sobą. A może mając te 15 czy 16 lat umieliśmy znaleźć szczęście w sobie? Bo byliśmy szczęśliwi i to odnajdywaliśmy nawet w grudniowym śniegu?

To nie jest tak, że żałuję tego czasu, który minął. Póki jest zdrowie i nie ma wojny, cieszę się ze wszystkiego: tym życiem się cieszę, dniem codziennym, choć świat "działa" już nie po mojemu.
Boję się świata bez zasad. Bez wrażliwości, bez miłości, bez zrozumienia. Boję się świata zamkniętego na ludzi i na to, co ludzkie. Boję się tego pośpiechu i anonimowości. Kolejek do psychoanalityków i wyścigu szczurów. W takim świecie może zdarzyć się wszystko - a najczęściej zdarza się zło.

Dziś szukamy szczęścia wszędzie. Nie szukamy go w sobie. Kiedyś szczęście postrzegało się inaczej, dziś szczęście wyznacza posiadanie i pozwalanie sobie na to, na co się chce.
Kiedyś czytałam wywiad i zapadły mi w pamięci słowa Rafała Bryndala: "Jeśli ktoś jest bogaty wewnętrznie, ma dużą wyobraźnię i wrażliwość, to wystarczy mu czasem podróż do kuchni i przeżyje więcej niż ktoś, kto zobaczy słonia na safari". I tak sobie myślę, że ja codziennie tak podróżuję a Tony Halik to przy mnie amator.

Nie umiemy być szczęśliwi i nie rozumiemy tego, że właśnie to "coś" komuś może dać szczęście. Ostatnio zastanawiałam się nad  górską wspinaczką. Tysiące komentarzy i krytyki odnośnie wydarzeń. I tak sobie myślę, co ja mogę o tym powiedzieć, skoro mój "szczyt" to siódme piętro, na które "weszłam", bo się windy boję? Co ja mogę o Nanga Parbat wiedzieć? A może właśnie to było dla kogoś szczęście - te góry, ten szczyt, tak jak dla nas kiedyś te breloki z kroplówek? Kto zrobi więcej, kto szybciej, kto lepiej? Kto swoje słabości pokona? Dla wielu niepojęte...


Bo każdy ma prawo szczęścia w sobie poszukać. I nazwać je jak chce. A ci, którzy nie potrafią, będą nazywać ich szaleńcami. Krytykować upór i wyniosłość.
Ale i oni marzą o tym szczycie swoim, upragnionym spokoju na nim, szczęśliwym bycie dnia. 
Szczęśliwi, którzy ten spokój znaleźli, pośpiech hen w oddali zostawili i kroczą tą drogą przed siebie, podczas gdy niejeden zrezygnował, zszedł z niej w wygodny, spokojny, wydeptany już, bezpieczny mu trakt...

7 komentarzy:

  1. Pieknie napisalas, ale ja tez jak mysle o tych czasach z przed 20-30 lat to takie mam same odczucia i tesknie za tymi latami mlodosci i czerpania radosi z najprostszych rzeczy. Chyba tez z wiekiem robie sie coraz bardziej sentymentalna:) Milego weekendu zycze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś przeczytałam, że jak zaczynamy wspominać dawne czasy, to znaczy, że się starzejemy😮Także tak😉
      Pozdrawiam i dziękuję.

      Usuń
  2. Pisz i nigdy już nie przestawaj. Chłonę I kłaniam się nisko.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu jak nazywał się poprzedni Twój blog bo tak z sentymentem o nim pomyślałam a mi się wszystkie zakładki usunęły i nie mogę go znaleźć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam,gdzie serce moje... Ale to tak daaaawno było😉 Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że najprostsza nazwa jest najlepsza.

      Usuń
  4. Kasiu, jakbym czytała swoje myśli ;)

    OdpowiedzUsuń